Kreml skomentował negocjacje z Ukrainą. Nie będzie żadnych negocjacji?
Prezydent USA, Donald Trump od wielu miesięcy „karmi” świat perspektywą szybkiego wznowienia rozmów między Kijowem, a Moskwą, ale niestety – kolejny raz Moskwa pokazuje, że nie ma wcale zamiaru rozmawiać. W odpowiedzi na komentarze Trumpa i dyplomatyczne wysiłki Kreml stwierdził, że wszelkie negocjacje prowadzone nim zostaną stworzone ku temu odpowiednie warunki uważa za bezproduktywne. Rosyjscy dyplomaci podkreślili też, że jedynym miejscem w którym mogą spotkać się Władimir Putin i Wołodymyr Zełenski jest Moskwa. Komentarz dotyczący negocjacji padł dzień po tym, jak Trump na forum ONZ sugerował, że ponownie mógłby spotkać się z Putinem.
Negocjacje nie mają sensu?
Putin wygłosił przemówienie po wyborach, dedykując zwycięstwo partii Jedna Rosja rosyjskim żołnierzom. To dość czytelny sygnał. Nie robi się takich rzeczy tylko po to, by niebawem usiąść z Amerykanami przy stole. Moskwa wydaje się przekonana, że cel w postaci zdobycia Donbasu jest realny. Niewątpliwie „oknem” by tego dokonać jest zima tego roku. Możemy tylko domyślać się jak „intratne” oferty lądowały już na rękach Ławrowa czy samego Putina. Żadna z nich nie odwiodła rosyjskiej armii od dalszego prowadzenia wojny w Ukrainie.
Rzeczywistość jest dla Trumpa bezwzględna. Amerykański prezydent z pewnością chciałby „pochwalić się” umową pokojową przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu i przedstawić ją światu jako swój sukces polityczny. Podobnie rzecz ma się z Iranem. Problem w tym, że ani Rosja ani Ukraina nie są obecnie zainteresowane „osiągnięciem pokojowego rozwiązania za wszelką cenę. Nie zamierzają odpuścić. Podobnie Iran wydaje się relatywnie odporny na groźby rzucane przez Biały Dom.
Kreml nie chce odpuścić
Sytuacja, która przecież łatwo mogłaby zostać przez Trumpa obrócona w sukces Stanów Zjednoczonych ciąży jego notowaniom. Wszak zobowiazał się przed wyborami do odsunięcia wojsk USA z Bliskiego Wschodu i zakończenia wojny Rosji z Ukrainą w ciągu godzin. Tak się nie stało. Nie tylko komunikaty, ale przede wszystkim działania Rosji wyraźnie wskazują, że Kreml myśli długoterminowo.
Wierzy, że może nie za miesiąc, nie za pół roku, ale za rok, dwa czy pięć lat uda mu się osiągnąć sukces na polu bitwy. Nie jest przypadkiem, że w rosyjskich wyborach tak wielu polityków ma za sobą uczestnictwo w „specjalnej operacji” przeciwko Ukrainie. Możemy być niemal pewni, że dopóki władza na Kremlu się nie zmieni – nie zmieni się również podejście do wojny z Ukrainą. Cele są maksymalistyczne. Putin chce może sobie pozwolić na porażkę. Nie chce nawet o niej myśleć.
Stare powiedzenie mówi, że stabilne, pokojowe porozumienie pokojowe powinno zapewnić „godne” warunki stronie, tak by przystała na propozycję bez poczucia przegranej. Widocznie Putin za taką nie uważa oferty, którą do tej pory otrzymał z USA, a Kijów nie zamierza oddawać pola. Setki tysięcy Rosja poległo jak dotąd na froncie, przesuwając granice ledwie kilka kilometrów na zachód, a na kluczowych odcinkach frontu od wielu miesięcy trwa impas. Komentarze Trumpa dotyczące potencjalnego przełomu w negocjacjach należy traktować z rezerwą.
