Orlen zaczął kupować ropę na potęgę. Coś zmieniło się na rynku
Saudyjska ropa miała płynąć do Europy jak zwykle, ale – cytując internetowego klasyka – „coś się zepsuło”. Orlen w krótkim czasie musiał więc dokupić aż 16 dodatkowych transportów surowca z innych części świata. Przy obecnych cenach ropy wartość awaryjnych zakupów może sięgać około 1,5 miliarda dolarów. Koncern zapewnia jednak, że jego rafinerie mają zabezpieczone dostawy i pracują normalnie.
Ropa pojedzie do Polski z kilku stron świata
Problem powstał w Arabii Saudyjskiej, gdzie po atakach wyłączony został kluczowy rurociąg. To właśnie za jego pośrednictwem ropa trafiała do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Saudi Aramco poinformowało swoich europejskich kontrahentów, że opóźnienia w dostawach są nieuchronne, a część z transportów zaplanowanych na końcówkę września może zostać odwołanych. Orlen znalazł się w gronie firm, które musiały szybko szukać zastępstwa. Udało się, ale trzeba było zbierać surowiec ze wszystkich stron świata.
Według Reutersa Orlen dokupił surowiec z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu oraz obu Ameryk. Uruchomił też dwa kolejne przetargi na ropę z Morza Północnego i Ameryki Południowej.
Skala operacji jest spora, bo Arabia Saudyjska od kilku lat pozostaje jednym z najważniejszych dostawców Orlenu. Aramco odpowiada za około 40% ropy kupowanej przez grupę. Jeszcze w sierpniu do Polski trafiło około 6,6 mln baryłek saudyjskiego surowca. We wrześniu, według danych transportowych cytowanych przez Reutersa, wolumen miał spaść do około 2,1 mln baryłek.
Przy cenach ropy zbliżających się w ostatnich dniach do 130 dolarów za baryłkę Reuters szacuje, że wartość 16 dodatkowych ładunków może sięgać około 1,5 mld dolarów. Orlen nie pochwalił się tym, ile dokładnie zapłacił.
To test dywersyfikacji po odejściu od rosyjskiej ropy
Pocieszenie jest takie, że jeszcze kilka lat temu podobna sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Polski gigant przez szereg lat był uzależniony od dostaw z Rosji. Dopiero później, kiedy trzeba było szukać alternatyw, zwróciliśmy się ku Norwegii, Bliskiemu Wschodowi czy obu Amerykom. Teraz, właśnie na naszych oczach, ta strategia dywersyfikacji przechodzi test bojowy.
Saudi Aramco pozostaje rzecz jasna partnerem numer jeden. Zatrzymanie jednego szlaku nie oznacza już automatycznie katakizmu. Orlen przekonuje, że zapotrzebowanie zakładów w Polsce, Czechach i na Litwie jest obecnie pokryte w stu procentach.
Problem może pojawić się gdzie indziej. Awaryjna ropa kupowana w krótkim terminie i na rozgrzanym rynku raczej nie jest najtańszą opcją. Jeśli zakłócenia na Bliskim Wschodzie będą się przeciągać, bezpieczeństwo dostaw da się utrzymać. Pytanie tylko, jakim kosztem.
Czytaj również w dziale gospodarka na Bithub:
Przemawia szef Fed, Warsh. Lawina spadków na Wall Street?
Gospodarka USA zachwyca. JPMorgan i Goldman Sachs podnoszą prognozy. Dlaczego?
Z ostatniej chwili: Arabia Saudyjska szybko naprawi rurociag East-West. Ropa spada