„Wszyscy mają nosić spersonalizowane kody QR”. Afera o dystopijny nakaz Macrona
14 lipca Paryż typowo ma okazję obserwować coroczną defiladę wojskową z okazji Dnia Bastylii. Jest to tradycyjne święto narodowe, które obchodzi cała Francja, i (odkładając na bok kontrowersje związane ze zbrodniczym i ludobójczym charakterem Rewolucji Francuskiej) dzień z reguły radosny – a w każdym razie stanowiący okazję do cieszenia się atrakcją, jaką bez wątpienia jest prezentacja rozliczych formacji francuskich sił zbrojnych na Polach Elizejskich. W tym roku będzie jednak inaczej. Zamiast tradycyjnych obchodów i defilady jako jej typowego elementu, dostępnej dla wszystkich, obecne władze zmieniły może nie ich formułę, ale z pewnością charakter. Zamiast „dla wszystkich” w tym roku będzie „tylko dla zeskanowanych”.
Dokładniej – zeskanowanych za pomocą kodu QR. Od posiadania takowego bowiem w tym roku francuskie władze uzależniły dostęp widzów do przestrzeni publicznej i defilady wojskowej na Polach Elizejskich. Kod ten generowany jest po wcześniejszej rejestracji na specjalnej platformie. Każda osoba pragnąca znaleźć się w strefie widzów musiała zarejestrować się online, podając dane osobowe (imiona, nazwisko, adres e-mail, datę urodzenia). Sama platforma zarządzana jest, co ciekawe, bezpośrednio przez urząd prezydenta Emmanuela Macrona, zaś jej system zintegrowany jest z systemami tego urzędu. Oznacza to, że dane wszystkich chętnych trafią (jak się można domyślać, już na zawsze) bezpośrednio do administracji Pałacu Elizejskiego.
Francja świętuje
System ten, wprowadzony z dnia na dzień i z pominięciem jakiejkolwiek szerszej debaty publicznej (wywołał ją dopiero post factum), stał się symbolem nie tyle bezpieczeństwa, co bezwzględnej kontroli nad obywatelami — i to w dniu, który tradycyjnie celebrować miał wolność, równość i braterstwo. Oficjalnie uzasadniano to „wyjątkowymi wymogami bezpieczeństwa”. Tyle że żadne z dotychczasowych zagrożeń — od zamachów terrorystycznych po masowe protesty, których ofiarą padała Francja — nie sprawiły, że tamtejsze władze nagle poczuły się niezdolne do zabezpieczenia wydarzenia. Nie wyjaśniono także, czym konkretnie sytuacja w tym roku miałaby się tak bardzo różnić na niekorzyść od ubiegłych lat – i czy w ogóle czymkolwiek.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej absurdalna, gdy 13 lipca wieczorem Sąd Administracyjny w Paryżu — pod naciskiem skargi złożonej przez stowarzyszenie Vigie Liberté — zawiesił obowiązek posiadania kodu QR. Decyzja ta trwała zaledwie kilka godzin. O 2.00 nad ranem 14 lipca Rada Stanu uchyliła wyrok sądu, przywracając obowiązek kodu QR „w imieniu wyższej konieczności bezpieczeństwa publicznego”. W praktyce oznaczało to, że państwo francuskie zadecydowało, iż wygoda logistyczna przewyższa prawa obywatelskie. Chaos informacyjny dotknął także obywateli: strona rejestracyjna, zarządzana przez prezydencję, nie była przystosowana do obsługi masowego ruchu, a wielu użytkowników skarżyło się na błędy przy generowaniu kodów.
Co gorsza, brak było jasnych wytycznych dotyczących ochrony danych — choć urząd Macrona zapewniał, że informacje będą przechowywane jedynie do końca wydarzenia i nie zostaną przekazane poza UE, to brak niezależnego audytu budził uzasadnione wątpliwości. W praktyce zatem niemal na pewno nikt nie skontroluje, czy francuscy urzędnicy dotrzymają deklaracji prezydenta, czy też twórczą ją „zinterpretują” po swojemu – tak, aby uczynić z tymi danymi, cokolwiek będą chcieli.
Wyjątek, już niedługo, jako reguła
Powyższa afera stanowi zaledwie ostatni element długiego łańcucha instrumentów inwigilacyjnych wdrażanych przez francuskie elity rządzące w ostatniej dekadzie. Ponury precedens stanowi przyjęta w 2023 roku ustawa o zdalnym dostępie organów ścigania do kamer i mikrofonów w urządzeniach elektronicznych obywateli – rozwiązanie techniczne pozwalające na aktywowanie sprzętu cywilnego bez wiedzy i zgody właściciela, w celu pozyskiwania obrazu i dźwięku z prywatnych przestrzeni. Mechanizm ten, określany w dyskusjach technicznych jako „legalny trojan”, przekształca każdy smartfon i laptop w potencjalny punkt nadzoru, eliminując granicę między sferą publiczną a prywatną. Dzisiejsza walka o 'chat control’ to niestety prosta tego konsekwencja.
Francuskim mottem narodowym jest, jak wiadomo, wspomniane wolność, równość, braterstwo. Francja zatraca pierwszy człon tego motta wedle typowego schematu: restrykcje kłamliwie stręczone przez państwo jako rzekomo „tymczasowe” i „okolicznościowe” z czasem ulegają i rozszerzeniu. Kody QR, które w tym tygodniu miały rzekomo zabezpieczyć jednorazowe wydarzenie, tj. defiladę, zapisują się w trendzie normalizacji obligatoryjnej identyfikacji cyfrowej w przestrzeni publicznej. I niemal na pewno znajdzie się ten czy inny polityk lub biurokrata, który przy następnej okazji znów zapragnie je wprowadzić podobnie jak wcześniejsze „stanowcze środki”, od masowej inwigilacji czatów po zdalne przejmowanie urządzeń.
