Europa rzuca wyzwanie Wall Street. Fundusze napływają do europejskich akcji

Europa rzuca wyzwanie Wall Street. Fundusze napływają do europejskich akcji

Przez wiele tygodni Wall Street biła kolejne rekordy dzięki boomowi na sztuczną inteligencję, podczas gdy Stary Kontynent zmagał się z drogą energią, słabym przemysłem i mizernym wzrostem gospodarczym. Ostatnie sesje przyniosły jednak zmianę – po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy kapitał znów zaczyna płynąć do Europy, a inwestorzy coraz częściej zadają pytanie, czy amerykańskie akcje nie stały się po prostu zbyt drogie.

Kluczowe wnioski

  • Europejskie fundusze akcyjne zanotowały pierwsze dodatnie napływy kapitału po 10 tygodniach odpływów, a indeks STOXX Europe 600 utrzymuje się blisko historycznych maksimów.
  • Spadek cen ropy, słabszy dolar oraz malejące oczekiwania na dalsze podwyżki stóp Fed poprawiają perspektywy europejskiej gospodarki.
  • Europa nadal pozostaje wyraźnie tańsza od rynku amerykańskiego, co zaczyna przyciągać inwestorów szukających atrakcyjniejszych wycen.

Europa wraca do gry. To nie przypadek

Sam fakt, że pieniądze ponownie trafiają do europejskich funduszy, nie musi jeszcze oznaczać początku nowego trendu. Znacznie ciekawsze jest to, dlaczego dzieje się to właśnie teraz. Jeszcze w czerwcu inwestorzy obawiali się eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, wzrostu cen ropy oraz utrzymania wysokich stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. W ciągu zaledwie kilkunastu dni praktycznie wszystkie te obawy zaczęły słabnąć.

Cena ropy Brent spadła z okolic 80 – 82 dolarów za baryłkę do około 70 dolarów, co oznacza przecenę sięgającą blisko 18%. Dla Europy to znacznie ważniejsza informacja niż dla Stanów Zjednoczonych. Europa pozostaje importerem netto energii. Każdy wyraźny spadek cen ropy oznacza niższe koszty dla przemysłu, transportu i konsumentów, a w konsekwencji również mniejszą presję inflacyjną. To właśnie dlatego niższe ceny surowców mogą dziś działać na korzyść europejskich przedsiębiorstw bardziej niż amerykańskich.

Dane makro zaczynają wspierać tę narrację

Na lepsze zmienia się nie tylko otoczenie surowcowe. Czerwcowy Composite PMI dla strefy euro wzrósł do 50,0 pkt z 48,5 pkt, opuszczając obszar recesji po raz pierwszy od marca. Z kolei indeks usług poprawił się z 47,7 do 49,4 pkt, pokazując wyraźne wyhamowanie spowolnienia.

Jeszcze ciekawsze były dane dotyczące kosztów przedsiębiorstw. Firmy usługowe odnotowały najszybszy spadek presji kosztowej od rozpoczęcia badania w 1998 roku, pomijając jedynie okres pandemicznych lockdownów.

Inflacja HICP w strefie euro wyniosła 2,8%, schodząc poniżej oczekiwań ekonomistów, choć nadal pozostaje powyżej celu Europejskiego Banku Centralnego wynoszącego 2%. To nie oznacza końca problemów gospodarczych Europy. Oznacza jednak, że po raz pierwszy od wielu miesięcy dane makro zaczynają poprawiać się szybciej, niż oczekiwał rynek.

Dane PMI ze strefy euro opisaliśmy w Gospodarka strefy euro sprawiła niespodziankę. Co pokazały dane PMI usług?

Fed również zmienia układ sił

Na europejskie akcje wpływa nie tylko sytuacja w samej strefie euro. Słabszy raport z amerykańskiego rynku pracy za czerwiec praktycznie wyeliminował oczekiwania na kolejne podwyżki stóp procentowych Fed w tym roku. Jednocześnie dolar osłabił się wobec euro, a kurs EUR/USD ponownie wzrósł powyżej 1,18.

To ma znaczenie z dwóch powodów. Po pierwsze, słabszy dolar historycznie sprzyja przepływowi kapitału na rynki zagraniczne Po drugie, mniejsza presja na dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej poprawia wyceny aktywów ryzykownych praktycznie na całym świecie.Nie oznacza to, że Fed nagle stanie się gołębi, ale rynek (słusznie) przestał jednak zakładać scenariusz, w którym wysokie stopy procentowe pozostaną z nami znacznie dłużej.

Największa przewaga Europy? Nie gospodarka, lecz wyceny

Paradoksalnie dziś najmocniejszym argumentem za Europą nie jest tempo wzrostu gospodarczego. Jest nim cena. Amerykańskie akcje od wielu kwartałów handlowane są z wyraźną premią względem Europy. Dotyczy to zarówno wskaźników c/z, jak i innych mnożników wyceny.

Wall Street dysponuje największymi beneficjentami rewolucji AI – spółkami takimi jak Nvidia, Microsoft czy Meta. Europa nie ma podobnych liderów. Problem polega na tym, że większość dobrych informacji dotyczących amerykańskich gigantów technologicznych może być już uwzględniona w cenach akcji.

Europa wygląda zupełnie inaczej. Tutaj oczekiwania pozostają znacznie niższe. Wystarczy umiarkowana poprawa koniunktury, aby rynek zaczął ponownie podnosić wyceny europejskich przedsiębiorstw. To klasyczny mechanizm giełdowy. Rynek rzadko nagradza to, co już jest doskonałe. Znacznie częściej premiuje poprawę względem wcześniejszych oczekiwań.

Czy Europa naprawdę zaczyna wygrywać z Wall Street?

To byłoby zbyt daleko idące stwierdzenie. S&P 500 nadal pozostaje jednym z najlepiej zachowujących się głównych indeksów świata, a boom związany ze sztuczną inteligencją wciąż napędza wyniki największych amerykańskich spółek. Jednocześnie coraz trudniej ignorować fakt, że europejski rynek zaczyna otrzymywać kilka pozytywnych impulsów jednocześnie.

Tańsza energia poprawia perspektywy przedsiębiorstw. Dane makro przestają się pogarszać. Presja inflacyjna słabnie. Fed najprawdopodobniej zakończył cykl podwyżek stóp procentowych, a dolar przestał się umacniać. Każdy z tych czynników z osobna nie byłby przełomem.

Razem tworzą jednak narrację, której Europa nie miała od bardzo dawna. Moim zdaniem właśnie to jest najciekawsze w obecnej sytuacji. Nie to, że inwestorzy nagle porzucają Wall Street. Lecz to, że po raz pierwszy od wielu kwartałów zaczynają zadawać pytanie, czy amerykańskie akcje nadal zasługują na tak dużą premię względem Europy.

Jeżeli kolejne dane makro potwierdzą poprawę koniunktury, a ceny energii pozostaną pod kontrolą, dyskusja o większej rotacji kapitału może dopiero nabrać rozpędu. I właśnie dlatego ten temat może okazać się jednym z najważniejszych dla rynków w drugiej połowie 2026 roku. Uwaga inwestorów skupi się w nowym tygodniu na Niemczech, które chcą zwiększyć emisję długu. Pisaliśmy o tym w Niemcy otwierają fiskalny kurek: 203 mld euro nowego długu – na co?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!