Niemcy zyskają na MiCA – czyli jak nasz sąsiad staje się europejską stolicą kryptowalut
Już za chwilę minie kluczowy termin, który bezpowrotnie zmieni zasady gry dla większości podmiotów powiązanych z cyfrowymi aktywami na Starym Kontynencie. Wraz z wygaśnięciem okresu przejściowego przełomowego rozporządzenia w sprawie rynków kryptoaktywów, znanego pod nazwą MiCA, każdy dostawca usług, który nie zdołał uzyskać odpowiedniej licencji, traci prawo do legalnego funkcjonowania.
O MiCA pisaliśmy już w ostatnich dniach wielokrotnie, nie będziemy więc zbytnio się powtarzać. Tytułem przypomnienia – przepisy te nie pozostawiają żadnej szarej strefy ani miejsca na swobodną interpretację, co oznacza, że każda firma kontynuująca oferowanie usług kryptowalutowych klientom w Europejskim Obszarze Gospodarczym bez wymaganej autoryzacji będzie od tego momentu prowadzić działalność nielegalnie.
Skalę tego wielkiego rynkowego wstrząsu najlepiej obrazują oficjalne statystyki gromadzone przez europejskie organy nadzorcze. Przed wejściem w życie pełnego reżimu regulacyjnego szacowano, że w Europie funkcjonowało ponad 3 tys.zarejestrowanych dostawców usług w zakresie wirtualnych aktywów. Sama Polska odpowiadała za ogromną część tej liczby, notując u siebie grubo ponad 1,4 tys. krajowych rejestracji, co czyniło nasz kraj jednym z największych zagłębi mniejszych platform i kantorów. Sytuacja uległa jednak drastycznej zmianie, ponieważ obecnie w oficjalnym rejestrze prowadzonym przez Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych znajduje się zaledwie 244 autoryzowanych dostawców usług kryptoaktywów rozsianych po 25 krajach.
Niemiecka dominacja i narodziny nowej krypto doliny
W tym nowym i niezwykle wymagającym krajobrazie regulacyjnym bezapelacyjnym liderem stały się Niemcy, które z dużą przewagą zdystansowały resztę europejskich państw i zyskały miano nowej europejskiej krypto doliny. Wynika to w głównej mierze z faktu, że tamtejsze banki, instytucje finansowe oraz brokerzy tradycyjni bardzo wcześnie podjęli kroki w celu uzyskania odpowiednich zgód od Federalnego Urzędu Nadzoru Usług Finansowych. Niemcy mogą pochwalić się przyznaniem aż 57 licencji dla podmiotów, wśród których znajdują się tak znane marki jak Trade Republic, N26, Commerzbank, Scalable Capital, Boerse Stuttgart Digital, Bitpanda Asset Management oraz BitGo Europe.
Eksperci rynkowi bacznie przyglądają się tym zmianom w mediach społecznościowych, gdzie regularnie publikowane są analizy dotyczące rozkładu sił w Europie. Jeden z czołowych specjalistów do spraw strategii i polityki regulacyjnej w Unii Europejskiej, Patrick Hansen, zauważył, że tak wczesne zabezpieczenie licencji przez gigantów sektora fintech pozwala im na samodzielne prowadzenie pełnej oferty kryptowalutowej w całym Europejskim Obszarze Gospodarczym, co wywołuje ogromny wyścig o udziały w rynku.
Kolejne miejsca na liście najbardziej aktywnych jurysdykcji zajmują Francja oraz Holandia, z których każda przyznała po 26 licencji dla takich firm jak Circle, Société Générale-Forge, SwissBorg, Coinhouse, Bitvavo czy MoonPay. Na dalszych pozycjach plasuje się Malta posiadająca 17 autoryzowanych podmiotów, w tym globalne platformy OKX, Gemini czy Crypto com, a także Cypr z 14 licencjami, pod którego skrzydłami działają Revolut, eToro oraz Trading 212. Kolejne państwa to Irlandia posiadająca 12 licencji, gdzie działa między innymi Kraken czy Ramp Network, a także Austria z 10 autoryzacjami, Liechtenstein, Luksemburg oraz Hiszpania posiadające po 8 licencji każda.
Choć większość znanych giełd i europejskich fintechów pomyślnie przeszła proces weryfikacji i znalazła się w oficjalnym rejestrze, w zestawieniu wciąż brakuje niektórych globalnych potęg. Giełda Binance deklaruje, że rozpoczęła już proces aplikacyjny, z kolei platforma Bitget złożyła odpowiedni wniosek do austriackiego organu nadzoru w czerwcu 2026 roku, jednak na ten moment żadna z tych marek nie figuruje w wykazie podmiotów w pełni autoryzowanych.
Wielkie czyszczenie rynku czy brutalny hamulec dla innowacji
Eksperci i przedstawiciele branży są mocno podzieleni w ocenie długofalowych skutków wprowadzenia tak surowych przepisów. Z jednej strony uważa się, że nowe ramy prawne realizują swoje podstawowe zadanie, jakim jest podnoszenie poprzeczki dla bezpieczeństwa inwestorów i odfiltrowanie podmiotów, które nie są w stanie sprostać rygorystycznym standardom operacyjnym. Z drugiej strony pojawiają się uzasadnione obawy, że gigantyczne koszty dostosowania się do przepisów mogą całkowicie wycisnąć z rynku mniejsze firmy i drastycznie zdusić innowacyjność w tym sektorze.
Szacunki wskazują, że około 80 procent dotychczasowych graczy kryptowalutowych w Europie może nie przetrwać całej tej transformacji. Wpływa na to nie tylko samo rozporządzenie, ale skumulowany ciężar wielu europejskich wymogów, ponieważ podmioty chcące obsługiwać stablecoiny potrzebują dodatkowo licencji instytucji płatniczej lub instytucji pieniądza elektronicznego. Wiele mniejszych firm z powodu braku kapitału na pokrycie kosztów zgodności z przepisami poszukuje możliwości przejęcia przez większe giełdy, aby uniknąć konieczności całkowitego zamknięcia działalności. Wdrożenie nowych procedur oznacza ogromne wydatki, na które składają się opłaty licencyjne sięgające dziesiątek tysięcy euro, wymogi dotyczące kapitału założycielskiego wynoszące co najmniej 125 000 euro, a także ciągłe koszty monitorowania transakcji, restrykcyjne programy należytej staranności wobec klientów oraz konieczność posiadania rzeczywistego biura i dyrektora na terenie Unii Europejskiej.
Dodajmy, że od marca 2026 roku dostawcy usług obsługujący tokeny pieniądza elektronicznego muszą mierzyć się z podwójnym reżimem licencjonowania, co tworzy barierę nie do przejścia dla mniejszych projektów. Trudna sytuacja panuje także w Polsce, gdzie pomimo upływu ostatecznego terminu wciąż nie wdrożono pełnych przepisów wykonawczych do rozporządzenia, a krajowy nadzór nie uzyskał wszystkich niezbędnych kompetencji. Powoduje to, że sam wpis do dotychczasowego polskiego rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych nie będzie już uprawniał do świadczenia usług, a inwestorzy korzystający z platform bez licencji muszą liczyć się z koniecznością przeniesienia swoich zasobów na w pełni legalne giełdy.
Przeczytaj o tym, co dzieje się „za pięć dwunasta” – przed wejściem MiCA w życie:
Kolejny krypto gigant zdążył przed przepisami MiCA – dosłownie w ostatniej chwili!
oraz o inicjatywie, która ma chronić interesy pracowników przy jednoczesnym wspieraniu innowacji:
Takiej fali zwolnień nie widział świat. Giełdowi giganci i politycy łączą siły. Uda się?