Janusz Korwin-Mikke dla BitHub.pl: „Kapitalizm i nasz świat upadnie, Trump i Putin oszaleli”. Bitcoin nową nadzieją? [WYWIAD]
Wywiad został przeprowadzony podczas zeszłorocznej konferencji Forum Ekonomiczne w Karpaczu, gdzie p. Janusz Korwin-Mikke brał udział m.in. w panelu o roli Stanów Zjednoczonych we współczesnym świecie. Rozmowa szybko wyszła jednak poza sam program wydarzenia. Zapytaliśmy „JKM-a” o bieżący stan USA i gospodarki światowej, wojnę na Ukrainie, kondycję Unii Europejskiej i Polski, poruszyliśmy też tematy kryptowalut, demografii oraz wpływu ideologii na biznes i instytucje Zachodu. Było kontrariańsko, odważnie i interesująco na wielu wymiarach.
Zapraszamy do lektury!
Wywiad o stanie świata i kryptowalutach z Januszem Korwinem-Mikke
Adam Kubaty:
Dzień dobry Panie Januszu. Na początek zapytam ogólnie, co Pana sprowadza na tę konferencję?
Janusz Korwin-Mikke:
Przyjechałem posłuchać kilku osób, a w czwartek o 11:10 mam swoją dyskusję. Spotykamy się tu co roku. Będę mówił o tym, czy Ameryka nadal pełni swoją dawną rolę, czy już nie.
AK:
Jako „policjant świata” czy jako lider gospodarczy?
JKM:
Jako lider gospodarczy.
AK:
Jak Pan sądzi?
JKM:
Ameryka upadła w 2021 roku, kiedy wprowadzono prawo głosowania dla kobiet. Od tej pory wszystko idzie w dół, jak wszędzie tam, gdzie to prawo wprowadzono. Zapanował kompletny bałagan, doszło do mitów typu Black Lives Matter, wywracania pomników, normalny bolszewizm się tam zaczął. Mam nadzieję, że jego ekscelencja Donald Trump zrobi z tym porządek. Choć przyznam, że jest trochę zwariowany.
AK:
Co Panu, jako weteranowi polskiej polityki, nie podoba się w Donaldzie Trumpie?
JKM:
Przede wszystkim cła. Wszystkie podatki powinny służyć konkretnemu celowi, np. zasilaniu budżetu państwa. Nie można jednak nakładać ceł 10%, 50% czy 300% z powodów politycznych. Cło powinno mieć funkcję gospodarczą, nie polityczną.
AK:
A pozytywne strony jego prezydentury?
JKM:
Walczy albo przynajmniej udaje, że walczy z deep state’em. Zwalcza też największe głupoty, jak ideologia gender czy ruchy LGBTQZ. To trzeba mu zaliczyć na plus.
AK:
Czy uważa Pan, że Trump może być zwiastunem przemian także w Europie, że będzie miał swoich naśladowców?
JKM:
Nie wiem. W każdym razie ja nie zamierzam naśladować jego eksperymentów. Ale powiem tak, od czterdziestu lat mówię, że małpa jest lepszym przywódcą niż socjalista. Małpa, jako stworzenie głupie, idzie raz w lewo, raz w prawo. Socjalista zawsze w lewo, czyli źle. Dlatego małpa jest dwa razy lepsza i dlatego pan Trump jest dwa razy lepszy od pani Harris.
AK:
Ostatnio rozmawiałem ze znajomym o jednym z Pana cytatów o sposobach wydawania pieniędzy. Jak to dokładnie brzmiało?
JKM:
Są cztery sposoby wydawania pieniędzy. Po pierwsze: mogę wydawać swoje pieniądze na swoje potrzeby, wtedy robię to rozsądnie i celowo. Po drugie: mogę wydawać swoje pieniądze na cudze potrzeby, kupując komuś prezent, dbam, żeby nie wydać za dużo, ale prezent często się potem kurzy. Po trzecie: mogę wydawać cudze pieniądze na swoje potrzeby, jak wtedy, gdy idę do restauracji na koszt firmy. Dbam o to, co jem, ale nie o to, ile to kosztuje. I wreszcie po czwarte: mogę wydawać cudze pieniądze na cudze potrzeby i to właśnie robią rządy.
AK:
Czy to Pana bon mot?
JKM:
Nie, to stary bon mot Miltona Friedmana.
AK:
Z Pana licznych prognoz i wypowiedzi politycznych, czy są takie, które się nie sprawdziły?
JKM:
Byłem przekonany, że jego ekscelencja Władimir Putin nie zgłupiał do reszty i nie zaatakuje Ukrainy. Niestety, okazało się, że zgłupiał. To skandal, że potężna armia od roku oblega Ukrainę, a postępy mierzy się w 40 centymetrach dziennie. W tym tempie, jak łatwo policzyć, zajmą ją w roku 2300. Obie strony nastawiły się na długą wojnę, która wszystkim się opłaca, przemysł zbrojeniowy żyje, Ukraińcy się bogacą, bo dostają ogromne środki z USA, z których połowa ginie w korupcji, więc mają z czego żyć. Zależy im na tym, żeby to ciągnąć możliwie długo.
AK:
Czy Pana zdaniem Trump mógłby ten konflikt zakończyć?
JKM:
A czy ma w tym interes? Teraz ogłosił, że nie będzie dawał ani pieniędzy, ani broni. Jeśli NATO chce, może kupować od USA, czyli Ameryka i tak zarobi. Im dłużej trwa wojna, tym lepiej dla nich.
AK:
A jak Pan ocenia obecny rząd w Polsce?
JKM:
Nie wiem. Od początku popierałem pana Nawrockiego, gdyby nie moje poparcie, nie zostałby prezydentem. Ale najbardziej zasłużyła się ta pani, która przyniosła worek kartofli. Dzięki niej Pan Nawrocki został prezydentem, więc jest wielu autorów tego sukcesu.
AK:
Kogo uważa Pan za idealnego kandydata na prezydenta?
JKM:
Ideałów to nie ma na świecie.
AK:
Czy Pan Mentzen byłby na przykład idealnym kandydatem?
JKM:
Nie. On może być ministrem finansów, natomiast absolutnie nie może być prezydentem.
AK:
A Krzysztof Bosak?
JKM:
Bosak prędzej. Problem jest taki, że my marnujemy ludzi. Mieliśmy już przypadek świętej pamięci Jana Olszewskiego, świetny kandydat na prezydenta, ale fatalny premier. To był człowiek, który jak do niego dzwonił telefon, to on za 25 razem podejmował słuchawkę, a premier musi być szybki. Za to jako prezydent byłby świetny.
Marnujemy ludzi, stawiając ich na stanowiskach, do których się nie nadają. Ja sam kilkanaście lat temu może nadawałbym się na ministra, ale teraz już nie. Minister musi być młody, energiczny, zorientowany w najnowszych technologiach. Minister powyżej trzydziestu pięciu lat to przesada. Władza ustawodawcza musi być starsza, to zupełnie inna rola.
AK:
Środowiska prawicowe często krytykowały PiS za politykę gospodarczą. Czy spodziewa się Pan jakiejś „odwilży” w tej kwestii?
JKM:
PO, które kiedyś nazywało się KLD i było partią liberalną, dziś jest partią urzędników, jeszcze bardziej lewicową niż PiS.
AK:
Bosak nazwał ją centrolewicową.
JKM:
PiS z kolei jest obyczajowo centroprawicowy, ale gospodarczo centrolewicowy. Mamy więc takie dziwne centrum.
AK:
To może zejdźmy trochę z tematu polityki, a bardziej na ekonomię to mój obszar, w którym najlepiej się czuję. Czy ma Pan kryptowaluty?
JKM:
Nie, ja sam nie używam kryptowalut. Nie kuszą mnie. To fajna zabawa, oczywiście, ale się na tym nie znam. Gdybym się znał, to bym kupował i zarobiłbym duże pieniądze, ale się nie znam.
AK:
A czy podziela Pan zdanie kolegi Brauna, który powiedział „Boże, błogosław Bitcoina”, jako narzędzie niezależności finansowej?
JKM:
Tak. Bitcoin jest ważny, bo jest niezależny od rządów. Oczywiście będzie pewien problem za rok, dwa skończy się kopanie bitcoinów i wtedy cena wzrośnie, rozpocznie się podział Bitcoina na milionowe części, fema-bitcoiny będą trochę niewygodne. Są też inne, konkurencyjne kryptowaluty.
AK:
Nazywa się Bitcoina „cyfrowym złotem”, ponieważ ma tendencję do bycia akceptowanym jako forma przechowywania wartości.
JKM:
To złe określenie, ponieważ złoto ma swoją wartość użytkową, służy np. w stomatologii. Natomiast bitcoin takiej wartości nie ma. W związku z tym bitcoin może nawet spaść do zera nigdy nie wiadomo, czy kaprys ludzi albo złośliwa polityka nie doprowadzą do jego zniszczenia. Gdyby rządy postanowiły go zniszczyć, mogłyby to zrobić. Na razie nikomu się to nie opłaca. Ciekawe jest, że niektóre państwa, nie mówię tylko o Salwadorze, ale też Stany Zjednoczone, część rezerw mają trzymając w Bitcoinie.
AK:
Co Pan sądzi o Bukele, który rządzi w Salwadorze? To interesujący prezydent, bardzo obecny w internecie. Wydaje mi się, że Państwa ugrupowanie ma z nim pewne podobieństwa ideowe.
JKM:
Ameryka Łacińska to ciekawy teren. Proszę zwrócić uwagę na ludzi takich jak Pinera w Chile, Bolsonaro w Brazylii czy Javier Milei w Argentynie, tam ci ludzie zdobywają dużą część głosów. Dlaczego ktoś o podobnych poglądach jak ja, dostaje w Polsce 5%, a oni dostają 50%? Odpowiedź jest prosta: wiek wyborców. Przeciętny wyborca w Ameryce Łacińskiej jest dużo młodszy niż Europejczyk. Starzy ludzie chcą, żeby nic się nie zmieniło, a młodzi chcą zmian. Niestety Europa umiera. Niedawno wrzuciłem tweeta o konferencji w Tianjinie, to jest świat, który żyje i się rozwija, a my jesteśmy tym, co umiera. Ameryka Południowa i Afryka czekają w kolejce.
AK:
Ja myślę, że Chiny też demograficznie będą mieć problemy. Książka „African Century” sugeruje, że Afryka może stać się punktem ciężkości demograficznym świata i zyska na znaczeniu właśnie z powodu populacji.
JKM:
Chiny same są sobie winne, wprowadziły politykę jednego dziecka. To był błąd. Nie należy ingerować w gospodarkę, tak jak nie trzeba ingerować w demografię. My w Polsce też ingerujemy np. wprowadziliśmy emerytury. Wprowadzenie emerytur zabiło dzietność. Proszę zrobić wykres korelacji między wprowadzeniem systemu emerytalnego a spadkiem dzietności, to pokazuje ogromny efekt. Po co rodzić dzieci, skoro na starość będzie emerytura? Kiedyś ludzie mieli dzieci, by ktoś o nich zadbał na starość.
AK:
A co Pan sądzi o pomysłach, żeby np. mieszkania przejmowane przez państwo trafiały do młodych rodzin, które planują mieć dzieci? To rozwiązanie trochę socjalistyczne, ale miałoby zwiększyć liczbę rodzin z dziećmi.
JKM:
Nie, to jest komunizm. Ceny domów mają spadać i wtedy młodzi będą mogli je kupować. Niedopuszczalna ingerencja państwowa. Problem inteligentów jest taki, że są aktywistami, nie rozumieją, że pomoc często zakłóca naturalny rozwój. Dziecko może rosnąć samo, nadmierne ingerowanie przeszkadza. Trzeba po prostu zostawiać sprawy takimi, jakimi są.
Dla przykładu nie ma sensu zwalczać homoseksualizmu. Homoseksualiści nie mają dzieci, po jednym pokoleniu znikną. Trzeba zakazać propagandy homoseksualnej, ale nie zwalczać ludzi. Im więcej homoseksualistów, tym więcej kobiet pozostaje dla mnie, więc spokojnie.
AK:
Jedna z rzeczy, która mnie zaskoczyła w ostatnich 15 latach, to zacieranie się tradycyjnych podziałów ideologicznych, fenomen „woke capital”, czyli wielkich korporacji, spółek, firm prywatnych bardzo często są forpocztą rewolucji kulturowej.
JKM:
Polecam lekturę Jamesa Burnhama „Rewolucja managerów” z 1943 roku, to jest prorocza książka. Teza jest taka, że kapitalizm upadnie nie przez robotników, lecz przez managerów. Przedsiębiorstwa przestaną być własnością kapitalistów i będą zarządzane przez managerów, którzy nie ponoszą odpowiedzialności. I to się stało. Po 80 latach widzimy, że Burnham miał rację. Teraz już nawet Fundacja Forda nie jest własnością rodziny Fordów. Jesteśmy w hotelu Gołębiewskim, który założył jeden z najwybitniejszych polskich przedsiębiorców i to był jego hotel, on sam tym zarządzał.
Teraz firmy zarządzają managerowie, którzy nie ryzykują własnych pieniędzy, więc nic ich nie kosztuje, by wspierać różne ruchy, np. LGBTQZ. Udziałowcy zapłacą. W ten sposób nowa kultura się rozprzestrzeniała. Była taka moda wśród managerów, że koniecznie coś trzeba popierać. Gdy nastał Trump, coś się zaczęło zmieniać.
AK:
A jak widzi Pan przyszłość Polski na arenie międzynarodowej? Polska weszła do grona krajów G20, czy naprawdę żeby utrzymać ten wzrost gospodarczy jesteśmy skazani np. na imigrację?
JKM:
Pamiętam czasy, gdy mówiono, że Polska była np. dziesiątym państwem świata, polscy uczeni podpisywali się pod takimi twierdzeniami, więc proszę sobie zapamiętać nazwiska tych, którzy mówią, że jesteśmy w dwudziestce.
Polska na tle Unii radzi sobie całkiem nieźle. Porównywanie się z umarlakiem jest bardzo łatwe. Przed wejściem do Unii mieliśmy tempo rozwoju 8%. Ostrzegałem, że spadnie do średniej europejskiej i spadło do około 3% albo mniej. Unia jest trupem. Związaliśmy się z trupem gospodarczym. Trzeba się od tego odczepić.
AK:
Czy postulowałby Pan „polexit” czy raczej reformy w ramach Unii?
JKM:
Nie zrobimy „polexitu” łatwo, Wielka Brytania z trudem przeprowadziła Brexit. Królowa musiała na kolanach błagać. Trzeba robić to, co aktualnie robi PiS, to moja recepta sprzed piętnastu lat, zachowywać się tak, żeby chcieli nas wyrzucić. Ponieważ nie mogą nas wyrzucić, bo nie ma takiej możliwości, to niech próbują. W praktyce wystarczy czasem nie wykonywać ich poleceń np. otworzyć rynek na samochody chińskie. Co nam zrobią? Nic nam nie mogą zrobić.
AK:
To się może zmienić, jeżeli faktycznie dojdzie do przekształcenia Unii Europejskiej.
JKM:
To trzeba zablokować. Nawiasem mówiąc, żeby to zablokować, wystarczy weto jednego państwa.
AK:
Zadam Panu pytanie „koleżeńskie”, które mnie ostatnio nurtuje. Kiedyś kojarzyłem posła Grzegorza Brauna jako erudytę, o ciekawych opiniach na różnej maści tematy. Mam wrażenie, że przeszedł jakąś transformację, dawny Grzegorz Braun różni się od współczesnego, np. w temacie Rosji Z czego to może wynikać?
JKM:
Konkretnie nie wiem, co kolega Grzegorz Braun mówił o Rosji. Natomiast teraz mówi na ogół co innego niż mówił, bo walczy o konkretne miejsce w demokracji. Żeby wygrać w demokracji, trzeba mówić nie prawdę, tylko to, w co wierzy motłoch. Kolega Braun uważa, że jest duży elektorat ludzi, którzy nienawidzą Izraela i okolic, i ten elektorat też ma prawo mieć swoich reprezentantów w parlamencie.
Napisałem kiedyś list do „Gazety Wyborczej”, wydrukowali go trzydzieści parę lat temu, w 1989 roku. Pisałem, że chcecie mieć demokrację, to będziecie mieli klerykalizm, szowinizm, nacjonalizm, co tylko chcecie. I mają. Teraz będę patrzył, jak ci ludzie… Przypominam, że oni mają dużo dzieci, w odróżnieniu od „młodych zdolnych” z wielkich miast. Po prostu ich „wyrżną”. I bardzo dobrze im zrobią, bo nienawidzę tej formacji.
AK:
Z demokracją też jest różnie. Mamy oddolne ruchy w Europie, często zdławiane od góry. Ludzie w krajach zachodnich głosują za mniejszą imigracją albo zamknięciem granic, a i tak dostają więcej imigracji. Nawet król w Wielkiej Brytanii, który powinien być ostoją normalności, bywa postrzegany przez natywistów jako „woke”, czyli przedstawiciel współczesnej, kulturowej lewicy.
JKM:
On od dawna taki był. Królowa Elżbieta też była socjalistką. Nienawidziła śp. Margaret Thatcher, która była prawicowa, a królowa Elżbieta lewicowa.
AK:
Czyli król nie rozwiąże tych problemów?
JKM:
Jaka to monarchia, jeśli król chodzi do normalnej szkoły? Królewicz musi mieć prywatnych nauczycieli. Jeżeli chodzi do zwykłej szkoły, to po co nam król? Król musi mieć wybitne, osobne wykształcenie. Niedopuszczalne jest, by dzieci arystokracji chodziły do szkół dla plebsu.
AK:
Jak Pan widzi swoją przyszłość w polskiej polityce, bardziej jako mentor, czy nadal aktywnie będzie Pan startował?
JKM:
Jestem prezesem partii KORWiN. Mam zamiar startować w wyborach.
AK:
Horyzont 5–10 najbliższych lat?
JKM:
Myślę, że 5 lat to dobre ramy. Zamierzam zrobić to, czego nie zrobiłem tym razem, wejść do Parlamentu Europejskiego, a po kolejnych 5 latach zakończyć karierę.
Przypominam przykład człowieka nazwiskiem Mahathir Mohamad, autora „cudu gospodarczego” Malezji w latach 70. Gdy Malezja miała problemy, poproszono go o start. Mając 92 lata, wygrał wybory, porządził rok i powiedział, że korupcja zaszła tak daleko, iż nie da się z tym wygrać, więc zrezygnował.
To, co się dzieje w Polsce czy na Ukrainie, nikt z tym nie wygra. W Unii Europejskiej działa normalna mafia. Po czym poznać mafię? Żeby zostać wtajemniczonym mafiosem, trzeba kogoś zabić, udowodnić, że jest się „gotowym”. Ludzie pytają, dlaczego Ursula von der Leyen, podejrzewana od lat o różne machlojki, została szefową. Właśnie dlatego, bo udowodniła, że jest skorumpowana i zawrze układ z oficerem czy kim trzeba.
Dlaczego Ukraińcy, gdy chcieli budować autostrady kilka lat temu, zwrócili się do Pana Nowaka? Bo były o nim plotki, że ma za sobą afery przy budowie autostrad. Idealny kandydat do kraju skorumpowanego, żeby budować autostrady. To jest układ mafijny.
AK:
Jak wspomina Pan swój czas w Parlamencie Europejskim?
JKM:
Nuda. Ciągle te same głupoty, że kobiety są równe mężczyznom i tak dalej.
AK:
Była tam jakaś afera z Pana udziałem i dostał Pan karę dyscyplinarną.
JKM:
Tak, 9000 euro, ale kazali mi ją oddać, wygrałem w sądzie. To nieprawdopodobne. Za moich czasów w każdym podręczniku szkolnym było napisane, że kobiety mają niższą inteligencję. Dziś to się utajnia.
Dla mnie wstrząsem było, gdy w latach 70., za Gierka, można już było czytać, co dzieje się na Zachodzie. Przeczytałem wypowiedź prezesa Fundacji Forda, który powiedział, że nie da pieniędzy na badania, jeśli mogłyby wykazać, że biali są bardziej inteligentni niż murzyni. Wierzyłem, że nauka na Zachodzie jest obiektywna. Po tym straciłem wiarę w Zachód.
AK:
Mnie zaskoczyło, co działo się w 2020 roku po śmierci George’a Floyda i w czasie pandemii, środowiska dziennikarskie i naukowe porzuciły nawet pozory neutralności.
JKM:
To wszystko zaczęło się w latach 20. ubiegłego wieku, kiedy Stalin zaczął mordować bolszewików i wyrzucał „żydokomunę”. Według Sołżenicyna czy Putina całe kierownictwo bolszewików w 83% stanowili Żydzi. Stalin ich wyrzucał, a niektórych mordował. Ci ludzie wyjechali do Ameryki. Niektórzy, jak Ayn Rand, nabrali wstrętu do socjalizmu, ale minęły dwa pokolenia i teraz dzieci tej „żydokomuny” budują „żydokomunę” w Ameryce.
Rozmawiałem z Miltonem Friedmanem, moim przyjacielem. Mówił: „Nie rozumiem tych Żydów. Zawdzięczają wszystko co mają kapitalizmowi i wolnemu rynkowi, a gdzie się dorwą do władzy, budują socjalizm, nawet w Izraelu”.
Ja też tego nie rozumiem. Jak normalny człowiek po podstawówce może uwielbiać socjalizm? To wiara na poziomie orangutana.
AK:
Zakończę pytaniem, czy jest dla nas nadzieja jako cywilizacji zachodniej, biorąc pod uwagę obecne trendy i brak takiej realnej reakcji może poza Ameryką?
JKM:
Nadzieja? Kiedy upadł Rzym, przyszli wandalowie i inne plemiona. Założyli swoje królestwa, część dziedzictwa Rzymu przetrwała, nawet część Rzymian fizycznie przeżyła. Ale państwo rzymskie już nie istniało. Tak samo biała cywilizacja jest skazana, nas już nie ma. Możemy się tylko modlić, żeby przyszli Arabowie.
Wie Pan, w Wielkiej Brytanii szariat jest jedynym wyjściem. Kiedy władzę obejmą Arabowie, skończą się gwałty, kara śmierci za gwałt. Skończą się narkotyki, kara śmierci za narkotyki. Znikną podatki dochodowe, bo szariat ich zakazuje. I skończy się gadanie o równości kobiet, bo szariat ma na ten temat własne zdanie. Muzułmanie są w stanie uratować Wielką Brytanię, choć to już nie będzie Wielka Brytania, oczywiście.
AK: Dziękuję za rozmowę.
