Czy Bitcoin może spaść do zera? Inwestorzy masowo obawiają się o swoje środki. Odpowiadamy

Czy Bitcoin może spaść do zera? Inwestorzy masowo obawiają się o swoje środki. Odpowiadamy

Czy Bitcoin może spaść do zera? Dane z Google Trends pokazują ostatnio wyraźny wzrost liczby zapytań o możliwość totalnego upadku najstarszej kryptowaluty świata. Sam fakt, że takie pytanie znów (albowiem nie jest to pierwszy raz) masowo trafia do wyszukiwarki, mówi sporo o nastrojach inwestorów i to mimo pewnego odbicia które ma miejsce w momencie powstawania niniejszego artykułu.

[KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ]

Czy Bitcoin spadnie do zera? To bardzo mało prawdopodobne

Odpowiedź na pytanie postawione na wstępie brzmi następująco: tak, teoretycznie jest to możliwe, aczkolwiek praktycznie jest to scenariusz skrajnie mało prawdopodobny. Bitcoin nie jest bowiem spółką, która może ogłosić bankructwo, ani walutą emitowaną przez państwo, które może ją administracyjnie wycofać. Jego wartość opiera się na sieci użytkowników, górników, deweloperów i inwestorów, którzy wspólnie utrzymują funkcjonowanie systemu. Aby cena spadła do zera, musiałoby dojść do jednoczesnego zaniku popytu, infrastruktury technicznej i wiary w to, że sieć ma jakąkolwiek przyszłość.

Historia pokazuje, że bitcoin wielokrotnie był „uśmiercany” w mediach. Po pęknięciu bańki w 2011 roku, upadku giełdy Mt. Gox w 2014 roku czy załamaniu rynku po hossie z 2017 roku, prognozy o rychłym końcu bitcoina pojawiały się niemal masowo. Mimo to sieć przetrwała, a cena po każdym z tych epizodów nie tylko odbijała, ale i w kolejnych cyklach osiągała nowe maksima. To nie oznacza, że ryzyko znika, ale pokazuje, że obawy o „upadek kryptowaluty” jest raczej elementem psychologii rynku aniżeli chłodnej analizy fundamentalnej.

Wzrost zainteresowania tym zapytaniem w Google można interpretować jako sygnał strachu wśród mniej doświadczonych uczestników rynku. Gdy ceny są zmienne, a w mediach dominują negatywne nagłówki, naturalnym ludzkim odruchem jest potrzeba zabezpieczania swoich oszczędności i branie pod uwagę nawet najbardziej pesymistycznych scenariuszy. Na rynkach finansowych takie momenty często zbiegają się z fazą kapitulacji lub co najmniej silnej niepewności, a niekoniecznie z racjonalną oceną długoterminowych perspektyw danego aktywa.

Indeks chciwości

Scenariusz apokalipsy

Aby kurs BTC faktycznie „zbliżył się” do zera, musiałoby dojść do kilku zdarzeń jednocześnie. Po pierwsze, globalne reżimy regulacyjne musiałyby skutecznie zdelegalizować jego użycie we wszystkich kluczowych jurysdykcjach, co przy jego zdecentralizowanej naturze jest niezwykle trudne. Po drugie, sieć musiałaby utracić poczucie stabilności i bezpieczeństwa, na przykład poprzez masowy odpływ mocy obliczeniowej, co z kolei wymagałoby trwałej nieopłacalności wydobycia. Po trzecie, użytkownicy musieliby całkowicie utracić przekonanie, że bitcoin pełni jakąkolwiek funkcję – czy to jako cyfrowe złoto (tezauryzacja), środek transferu wartości, czy zabezpieczenie przed inflacją tradycyjnych walut.

Znacznie bardziej realistycznym scenariuszem niż „zero” są natomiast głębokie, wieloletnie spadki i długie okresy stagnacji. Bitcoin pozostaje aktywem o bardzo wysokiej zmienności, podatnym na cykle spekulacyjne, zmiany regulacyjne i globalne warunki płynnościowe. Dla inwestora oznacza to, że pytanie nie powinno brzmieć „czy spadnie do zera”, lecz „czy jestem gotów na obsunięcia rzędu 70–80 procent i długie miesiące niepewności”.

Cena Bitcoina, fot. Google SCRB

Na chwilę obecną, przy cenie BTC wynoszącej około 69 tysięcy dolarów za uncję, nadal „w grze” pozostaje scenariusz cyklicznego rynku niedźwiedzia, po którym powinno nastąpić, ceteris paribus, silne odbicie w ramach gry pod kolejny „halving” czyli cykliczne zmniejszenie nagrody za wydobycie bitcoinów, który nastąpi w kwietniu 2028 roku.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!