UEFA obnaża finanse polskiej piłki! Ekstraklasa kontra Europa – w którym miejscu jesteśmy?
Raport UEFA „The European Club Finance and Investment Landscape 2025” to kawał konkretnej roboty. Setki klubów, twarde dane, porównania między ligami. I kiedy spojrzymy na naszą Ekstraklasę, obraz wcale nie jest czarno-biały. Nie jesteśmy finansową ruiną. Nie jesteśmy też wzorem stabilności. To historia o lidze, która operacyjnie daje radę, ale bilansowo chodzi po cienkim lodzie.
Jak Ekstraklasa wypada na tle Europy?
Pierwszy ważny wniosek? Polskie kluby nie są uzależnione od jednego źródła pieniędzy. W wielu ligach prawa telewizyjne dominują bezwzględnie. U nas to istotny element, ale nie przygniata całej struktury. Dochody są podzielone między:
- prawa transmisyjne,
- przychody komercyjne i sponsoring,
- wpływy z dnia meczowego.
To daje pewną odporność. Jeśli jedno źródło osłabnie, system nie wali się od razu jak domek z kart. I tu pojawia się ciekawa refleksja: przy znacznie mniejszych budżetach organizacyjnych niż w Europie Zachodniej, polskie kluby potrafią wyciągać przyzwoite wyniki. To nie dzieje się przypadkiem. Za tym stoją ludzie, którzy często pracują w trudniejszych warunkach niż ich odpowiednicy w topowych ligach.
Nierówności? W Polsce zaskakująco małe
Jeden z najciekawszych slajdów raportu dotyczy różnicy między klubem, który zarabia najwięcej z praw telewizyjnych, a klubem o przeciętnych przychodach w lidze. W Portugalii ta różnica wynosi aż 13,4 raza. W Polsce? Zaledwie około 2,6 To ogromna różnica.
Oznacza to, że podział pieniędzy z transmisji jest u nas stosunkowo wyrównany. Nie mamy jednego finansowego potwora, który odjeżdża reszcie stawki na lata świetlne. Plus? Większa konkurencyjność ligi.
Minus? Trudniej zbudować klub, który realnie powalczy w Europie na wyższym poziomie. To system bardziej sprawiedliwy, ale mniej spektakularny.
Stadiony? Tu jesteśmy w europejskiej czołówce
Pod względem infrastruktury stadionowej Polska wypada bardzo dobrze. Modernizacje po Euro 2012 i kolejne inwestycje sprawiły, że mamy nowoczesne obiekty, które nie odstają od wielu lig zachodnich.
I tu dochodzimy do najważniejszego punktu. Raport pokazuje, że polskie kluby osiągają przyzwoite wyniki bieżące, czyli potrafią generować przychody i funkcjonować operacyjnie. Ale jednocześnie wiele z nich było w analizowanym okresie zadłużonych.
To klasyczna różnica między „radzimy sobie w sezonie” a „mamy bezpieczny bilans i poduszkę finansową”. Polska piłka działa, ale margines błędu jest niewielki. Jedna zła decyzja transferowa. Jeden nieudany sezon bez pucharów. Jeden spadek i sytuacja może zrobić się naprawdę nerwowa.
I może właśnie w tym tkwi sedno całej historii. Ekstraklasa to liga, która nauczyła się funkcjonować bez finansowych fajerwerków. Nie ma tu wielomiliardowych funduszy w roli właściciei, nie ma telewizyjnego Eldorado jak w Anglii. Nie ma też portugalskiego modelu dwóch gigantów odcinających kupony od całego rynku. Jest za to coś innego – system, który mimo ograniczeń potrafi się bilansować.
To trochę jak jazda na rowerze pod górę. Trzeba kręcić cały czas. Nie można się zatrzymać, bo moment nieuwagi oznacza upadek, nierzadko bolesny. W Polsce nie ma miejsca na długą stagnację. Klub musi sprzedawać, rozwijać marketing, dbać o frekwencję, szukać sponsorów, budować akademię i pilnować kosztów. To nie jest komfortowa pozycja, ale wymusza dyscyplinę.
