Hurkacz nie pękł w piekle tie-breaków. Awans w Australian Open po jednym z najtrudniejszych meczów
To, podobnie jak wczoraj w przypadku Igi Świątek, nie był spokojny spacer po pierwszej rundzie Australian Open. Hubert Hurkacz zrobił jednak dokładnie to, co w turniejach wielkoszlemowych jest najważniejsze, czyli przetrwał trudny moment i zameldował się w drugiej rundzie. Polak po ponad trzech godzinach bardzo wymagającej walki pokonał Zizou Bergsa 6:7(6), 7:6(6), 6:3, 6:3. Wynik wygląda solidnie, ale przebieg meczu był znacznie bardziej nerwowy, niż sugeruje sucha statystyka.
Pierwszy set bez przełamań, tie-break i cios na koniec
Początek spotkania należał do Hurkacza. Polak szybko złapał rytm i przez długie minuty serwował niemal bezbłędnie. Bergs miał momenty niepewności, ale skutecznie bronił się przed break pointami i set bardzo szybko zamienił się w pojedynek serwisowy.
Decydujący okazał się tie-break. Hurkacz przez chwilę miał w nim inicjatywę, prowadził i wyglądał na zawodnika, który kontroluje sytuację. Końcówka należała jednak do Belga, który wykorzystał błędy Polaka, zachował więcej zimnej krwi. Po blisko 50 minutach gry zamknął pierwszą partię na swoją korzyść.
Drugi set: nerwy, frustracja rywala i tie-break tym raziem dla „Hubiego”
Druga odsłona rozpoczęła się od mocnego uderzenia Bergsa, który szybko wypracował sobie break pointy. Hurkacz wyszedł jednak z opresji i znów wróciliśmy do obrazu meczu opartego głównie na serwisach.
Przełom nastąpił dopiero w kolejnym tie-breaku. Tym razem to Belg stracił panowanie nad emocjami. Pojawiły się nerwowe reakcje i rzucenie rakietą. Hurkacz zachował spokój, przejął inicjatywę i po niemal dwóch godzinach doprowadził do wyrównania w całym meczu.
Jedno przełamanie, które zmieniło wszystko
Trzeci set wreszcie przyniósł to, czego wcześniej brakowało – pierwsze przełamanie. Hurkacz stopniowo podkręcał tempo, wywierał presję i w końcówce dopiął swego. Jeden błąd Belga przy kluczowej piłce wystarczył, by Hubert objął prowadzenie i zamknął partię.
To był moment, w którym mecz wyraźnie zaczął przechylać się na stronę Hurkacza. Przed rozpoczęciem czwartego seta Bergs poprosił jeszcze o pomoc medyczną i na kort wrócił wyraźnie osłabiony. Nie oznaczało to jednak szybkiego końca. Gemy były długie, szarpane i pełne walki, ale kluczowy okazał się siódmy z nich.
To wtedy Hurkacz doczekał się kolejnego przełamania. Później zachował pełną koncentrację, pewnie utrzymał serwis i przy drugiej piłce meczowej zamknął spotkanie po w sumie 3 godzinach i 27 minutach gry. Warto podkreślić jedno: przez cały mecz Polak ani razu nie stracił podania.
Kolejny krok i szansa na rozpęd
Awans do drugiej rundy to dla Hurkacza solidny fundament pod dalszą część turnieju. W kolejnym meczu jego rywalem będzie Ethan Quinn, notowany pod koniec pierwszej setki rankingu ATP. Hurkacz – podobnie jak Iga – nie zachwycił ale awansował. Tym samym w drugiej rundzie Australian Open zamelduje się komplet naszych reprezentantów i reprezentantek.
