Bednarek bohaterem Porto, gol z wielkim rywalem na wagę awansu! Co z Pietuszewskim?
Porto pokonało Benfikę (1:0) i awansowało do półfinału Pucharu Portugalii. Wszyscy pewnie zastanawiają się, jak tam Pietuszewski? Szczęśliwie przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych i… całe szczęście. Wynik na bary wziął natomiast Jan Bednarek, który ku uciesze przeszło 50 000 kibiców, zdobył jedynego gola na Estádio do Dragão.
Porto wygrywa i awansuje, Bednarek bohaterem
Od początku czuć było wagę tego meczu. Wagę większą niż ta trofeum Pucharu Portugalii. W końcu rywalizacja Porto i Benfiki jest historyczna. Zażarta i pełna podtekstów. Na ławce gości zasiada przecież legendarny Jose Mourinho, który to właśnie w Porto nakręcił swoją trenerską karierę, triumfując w Pucharze UEFA i Lidze Mistrzów.
Nas interesowały jednak trzy nazwiska – Bednarek, Kiwior i Pietuszewski. W ostatnich dniach zdecydowanie najwięcej mówi się o tym ostatnim. W końcu Porto nigdy nie wydało jedenastu milionów euro za 17-latka. Młody Polak mecz z Benfiką rozpoczął jednak na ławce rezerwowych, a pierwszym z naszych, który dał pretekst, by o nim napisać, był grający obok słynnego Thiago Silvy Bednarek – strzelec pierwszego gola dla Smoków. Trafił głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Już po raz drugi w trzech meczach Pucharu Portugalii.
Wynik 1:0 utrzymał się do końca pierwszej połowy. Druga – niestety dla postronnego kibica – nie należała do porywających. Nie padła żadna bramka, a i akcji było jak na lekarstwo. Benfika miała jeszcze znakomitą okazję na wyrównanie w ostatniej minucie regulaminowego czasu, ale ta została zmarnowana.
Pietuszewski? Spokojnie, niech zaczeka na swoją kolej
Bednarek, który został zmieniony w 76. minucie według not Flashscore został wybrany zawodnikiem meczu. Algorytm ocenił go na 8,2 w 10-stopniowej skali. Kiwior wypadł znacznie gorzej, zbierając notę 6,5, a Pietuszewski jednak nie pojawił się na boisku.
Szczerze? Zdziwionym możemy podpowiedzieć, że to byłoby dziwne, gdyby zadebiutował tak szybko i to w tak ważnym meczu. Jeszcze nie zdążył nawet rozpakować walizek, nie mówiąc o wkomponowaniu się w zespół czy automatyzmach. Dobrze dla niego – mógłby spalić się w blokach. A tak? Kibicował z ławki rezerwowych, a koledzy – choć nie było łatwo – wymęczyli awans do półfinału.
