Alcaraz przeżył piekło! Epicka bitwa, 5,5 godziny i finał Australian Open [WIDEO]

Alcaraz przeżył piekło! Epicka bitwa, 5,5 godziny i finał Australian Open [WIDEO]

Kizo

To był tenis na granicy ludzkiej wytrzymałości. Pięć godzin, dwadzieścia siedem minut, zwroty akcji, ból, krzyki, cisza wstrzymująca oddech na Rod Laver Arena. Carlos Alcaraz jest pierwszym finalistą Australian Open, ale droga do tego miejsca prowadziła przez prawdziwe piekło.

Dwa sety kontroli, jeden moment grozy. Alcaraz wyrywa triumf

Hiszpan wygrał z Alexandrem Zverevem po jednym z najbardziej wyczerpujących półfinałów ostatnich lat. Mecz, który zaczął się pod pełną kontrolą Alcaraza, zamienił się w brutalną próbę charakteru, odporności psychicznej i fizycznej.

Początek należał do Alcaraza. Grał agresywnie, szybciej, odważniej. To on narzucał tempo, atakował returnem i w kluczowych momentach przełamywał Zvereva. Pierwszy set padł jego łupem 6:4, drugi rozstrzygnął się w tie-breaku, gdzie Hiszpan znów był o krok przed rywalem. Po dwóch setach wszystko wskazywało na to, że Alcaraz zmierza ku spokojnemu finałowi. I wtedy coś pękło.

W trzecim secie, przy stanie 4:4, Alcaraz nagle stracił płynność ruchu. Pojawiły się skurcze, ból, problemy z poruszaniem się. Hiszpan wymiotował, potrzebował pomocy fizjoterapeuty, wspierał się tabletką i… octem. Zverev reagował nerwowo, publicznie kwestionując pomoc udzielaną rywalowi, ale fakt był jeden: mecz wymknął się spod kontroli.

Zverev wygrał trzeciego seta w tie-breaku, a czwarty – po kolejnej walce nerwów – również padł jego łupem. Po czterech godzinach gry obaj ledwo stali na nogach. Decydował piąty set.

Piąty set jak thriller

Zverev wykorzystał moment słabości Alcaraza i szybko wyszedł na prowadzenie. Miał break, kontrolował serwis, był o dwa gemy od finału. Hiszpan poruszał się wolniej, ale nie przestał wierzyć. Z każdą minutą odzyskiwał czucie piłki, skracał wymiany, zaczynał trafiać coraz odważniej.

Przy stanie 5:4 Zverev serwował po finał. I wtedy wszystko się posypało. Jeden błąd, drugi, presja trybun, presja historii. Alcaraz wrócił z zaświatów, odrobił stratę, a chwilę później… przejął pełną kontrolę. Grał, jakby zapomniał o bólu. Jakby organizm dostał drugie życie.

Przy 6:5 w piątym secie Rod Laver Arena eksplodowała. Zverev nie wytrzymał napięcia i po 5 godzinach i 26 minutach Alcaraz miał piłkę meczową. Ostatnia wymiana była symbolem całego spotkania. Hiszpan zamknął mecz.

Alcaraz nie tylko awansował do finału Australian Open. On udowodnił, że potrafi wygrywać nie tylko talentem, ale i czystą wolą przetrwania. W niedzielę o 9:30 czasu polskiego zagra o tytuł i szansę na zapisanie się w historii jako jeden z najmłodszych zdobywców wszystkich turniejów Wielkiego Szlema.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!