Zakazać sieci VPN, wprzęgnąć cenzurę w algorytmy AI. Rząd ogłasza kolejne *zaostrzenie*, UK jeszcze bliżej KRLD?
Wielka Brytania zaostrzy reżim prawno-policyjnej cenzury komunikacji w Internecie. Tym razem chodzi o dostęp do chatbotów AI, social mediów, a także sieci VPN, których – jak rząd odkrył z rozdrażnieniem – Brytyjczycy używają do obchodzenia poprzednich kagańców prawnych, jakie usiłował im założyć na twarz, i jeszcze docisnąć kolanem, postępowy i demokratyczny premier Keir Starmer wraz z ekipą, Co smutne, początkowe zdanie mogłoby paść w istocie w dowolnym momencie na przestrzeni ostatniego półtora roku – i za każdym razem byłoby zasadniczo trafne.
Rząd Starmera, reprezentujący skrajnie lewicowe skrzydło w Partii Pracy, zadeklarował przyspieszenie ścieżki legislacyjnej dla zaproponowanych zmian prawnych, których celem byłoby dalsze dokręcenie reżimu prawnego w odniesieniu do komunikacji w Internecie – już i tak budzącego pośród Brytyjczyków ponure obserwacje, że Wielka Brytania upodabnia się do krajów takich jak komunistyczna Korea Północna. Wspomniane zmiany prawne miałyby – jak zwykle – zwiększyć władzę rządu i nadać mu uprawnienia do jednostronnego ograniczenia możliwości korzystania z Internetu przez Brytyjczyków.
Legitymować wszystkich w Sieci
Chodzi tu w pierwszym rzędzie o media społecznościowe, czyli jedną z najpopularniejszych jej form. Rząd brytyjski inspiruje się tu, jeśli można tu użyć tego określenia, przykładem australijskim. Jak wiadomo, Australia wprowadziła niedawno całkowity zakaz korzystania z „socjali” przez dzieci, pomimo huraganowej krytyki dotyczącej jawnego gwałcenia prawa do wolności wypowiedzi, a zwłaszcza prywatności. Zarzuty te – biorąc pod uwagę, w jakim kierunku zmierza Wielka Brytania pod rządami obecnego gabinetu – przez członków tegoż gabinetu mogłyby zostać uznane za zalety, nie wady.
Jak zatem chce tego Starmer, skądinąd powielający w ten sposób żądania jeszcze bardziej skrajnie nastawionej grupy polityków Partii Pracy, Wielka Brytania miałaby zakazać korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci poniżej 16 roku życia. Uzasadnieniem – podobnie jak bodaj we wszystkich przypadkach w ostatnich miesiącach, w których podobny pomysł się pojawiał – jest rzekoma „ochrona” najmłodszych przed szkodliwymi treściami w Internecie (skądinąd definicja tych treści pozostaje niedoprecyzowana i może oznaczać np. nieakceptowane przez władze postulaty polityczne).
W praktyce jednak, jak zauważają liczni obserwatorzy trendów społecznych i technologicznych, mechanizm podobnego zakazu wcale nie ogranicza się do nieletnich, zaś pod pretekstem „weryfikowania” wieku realnie wprowadzany jest powszechny nadzór, egzekwowany poprzez przymus legitymowania się przed wszystkich internautów korzystających z „sociali” – czy to poprzez zmuszanie do skanowania dokumentów tożsamości, powiązanych z danym kontem, czy też jeszcze bardziej agresywnej inwigilacją biometryczną. Słowem – podobny zakaz to koniec resztek prywatności i anonimowości w sieci.
Rząd zdumiony, że ludzie nie chcą…
Eskalacja działań rządu nie kończy się na tym. Starmer zamierza objąć chatboty AI, takie jak Grok, Gemini, ChatGPT czy Claude, przepisami niesławnej ustawy Online Safety Act. Ta narzuca obowiązek moderowania (czytaj: cenzurowania) „nielegalnych treści” przez operatorów AI, pod karą do 18 mln funtów lub 10 proc. globalnego obrotu firmy. W praktyce modele AI musiałyby mechanizmy cenzury mieć wplecione w swoje algorytmy. Co zaś to by oznaczało, mogą ukazywać dotychczasowe przypadki, w których Wielka Brytania usiłowała egzekwować Act wobec platform internetowych (także tych zagranicznych).
Najbardziej kontrowersyjny element to konsultacje dotyczące ograniczenia dostępu do sieci VPN. Sieci takie, podobnie jak narzędzia w postaci Tor-a, to oddech swobody w nawet agresywnie cenzurowanym otoczeniu – umożliwiają bowiem maskowanie faktycznego adresu sieciowego i korzystanie z Internetu w sposób wymykający się odgórnej kontroli rządów, w tym z platform objętych zakazami. Gabinet Starmera, jak się okazało, został zaskoczony, że od momentu wprowadzenia wspomnianej Online Safety Act Wielka Brytania notuje znaczący wzrost popularności VPN-ów. Któż by się mógł spodziewać…
To jednak, co dla obserwatorów było łatwe do przewidzenia – fakt, że internauci mogą nie chcieć iść do więzienia za opublikowanie w Sieci opinii, która powoduje u kogoś „dyskomfort” (a dosłownie za to tysiące Brytyjczyków zostało aresztowanych, setki zaś skazywano, niejednokrotnie zresztą na surowce kary, niż np. członków muzułmańskich gangów gwałcicieli), stanowi oczywistość – przedstawicieli kręgów rządowych okazało się wyraźnie irytować. Ich odpowiedź na to zjawisko – „zakazać, uciszyć, zaostrzyć nadzór” – jest niestety bliźniaczo podobny do reakcji na inne społeczne bolączki w ostatnich miesiącach.
Tytułem dopowiedzenia: pod rządami gabinetu premiera Starmera i Partii Pracy, od czerwca 2024 r. brytyjskie państwo zwiększyło wydatki na cyfrowy nadzór w Internecie o 15% (w tym samym czasie deficyt budżetowy wzrósł do 5%, zaś resort finansów domaga się kolejnych podwyżek podatków). Premier niezrażony zapewnia jednak, że Wielka Brytania będzie „liderem” jeśli chodzi o „bezpieczeństwo online”.
