Z ostatniej chwili: USA przerzuca masowo uzbrojenie do Europy. Kto następny po Wenezueli?
Pierwsze dni stycznia 2026 roku przynoszą jeden z najbardziej czytelnych sygnałów ruchu wojskowego Stanów Zjednoczonych od wielu miesięcy. Nad Atlantykiem trwa intensywny przerzut amerykańskich sił powietrznych i zaplecza logistycznego do Europy, skoncentrowany przede wszystkim na Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Skala oraz charakter tych działań sprawiają, że trudno uznać je za rutynową rotację. To raczej klasyczny przykład strategicznego przygotowania pola manewru. Prawdopodobnie celem ewentualnej operacji będzie Iran. Przypomnijmy, że kilka dni temu Trump spotkał się z izraelskim premierem Netanyahu. Bardzo podobne ruchy wojsk były obserwowane przed poprzednim uderzeniem Izraela na Iran.
Skala i charakter przerzutu
W ciągu kilkudziesięciu godzin odnotowano przeloty i lądowania ponad dziesięciu samolotów transportowych C-17A Globemaster III, co najmniej dwóch powietrznych tankowców KC-135 Stratotanker oraz dwóch maszyn wsparcia ogniowego AC-130J Ghostrider. C-17 to kręgosłup amerykańskiej logistyki strategicznej, zdolny do przewozu żołnierzy, śmigłowców, pojazdów oraz ciężkiego wyposażenia.
Z kolei KC-135 zapewniają tankowanie w powietrzu, umożliwiając loty transatlantyckie bez przerw operacyjnych, natomiast AC-130J nie pozostawiają wątpliwości co do charakteru misji. Są to platformy przeznaczone do bezpośredniego wsparcia operacji specjalnych.
Kluczowe bazy: Fairford, Mildenhall i Ramstein
Maszyny kierowały się głównie do RAF Fairford w Wielkiej Brytanii, bazy od lat wykorzystywanej jako amerykański most powietrzny do Europy, oraz do RAF Mildenhall, kluczowego punktu dla lotnictwa specjalnego i tankowania. Kolejnym naturalnym węzłem był Ramstein Air Base w Niemczech, czyli faktyczne centrum dowodzenia i logistyki sił USA na kontynencie europejskim. Taki układ baz nie jest przypadkowy i odzwierciedla sprawdzony schemat wcześniejszych operacji… O podwyższonym znaczeniu strategicznym.
Szczególną uwagę analityków zwrócił fakt, że część samolotów C-17 wystartowała z Fort Campbell w stanie Kentucky. To właśnie tam stacjonuje 160th Special Operations Aviation Regiment, znany jako „Night Stalkers”. Jednostka została utworzona po fiasku amerykańskiej próby odbicia zakładników w Iranie. Miało to miejsce w 1980 roku i od dekad stanowi trzon lotniczego wsparcia dla najbardziej wymagających misji specjalnych.
Jej specjalnością są nocne operacje na bardzo niskim pułapie, przerzut operatorów Delta Force i Rangersów, a także misje typu capture or kill, wymierzone w osoby o najwyższym priorytecie. To właśnie 160. SOAR to najbardziej prawdopodobny uczestnik niedawnej operacji. W jej wyniku której schwytano prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro.
Siły w ruchu i istotne analogie
Równolegle obserwowano loty z Hunter Army Airfield w Georgii, skąd operują jednostki wspierające formacje takie jak 75th Ranger Regiment czy 101st Airborne Division. Taki zestaw sił sugeruje gotowość do szybkich, krótkotrwałych operacji, w których kluczowe znaczenie mają mobilność, przewaga informacyjna i zdolność do działania bez długiego przygotowania logistycznego. To nie są formacje przeznaczone do stabilizowania regionu czy długotrwałej obecności. USA stawia na szybkie reagowanie.
Dla obserwatorów rynków i geopolityki nie sposób nie dostrzec analogii do wydarzeń z 2025 roku. Bardzo podobna intensyfikacja ruchu lotniczego miała miejsce przed amerykańskimi uderzeniami na Iran w czerwcu ubiegłego roku oraz przed rozpoczęciem dwunastodniowego konfliktu w regionie. Wówczas również Fairford i Ramstein pełniły rolę punktów koncentracji sił, zanim zapadły ostateczne decyzje polityczne. W amerykańskiej praktyce wojskowej takie działania często wyprzedzają decyzje, ale same w sobie jeszcze ich nie przesądzają.
Cisza radiowa nad Atlantykiem
Dodatkowym elementem, na który zwracają uwagę analitycy śledzący otwarte źródła,… Jest fakt, że część maszyn zniknęła z publicznych systemów śledzenia lotów w trakcie przelotu nad Atlantykiem. To standardowa procedura przy operacjach o podwyższonym znaczeniu i nie musi oznaczać eskalacji, lecz jasno wskazuje, że nie mamy do czynienia z rutynowymi lotami szkoleniowymi czy transportowymi.
Na dziś znamy tylko część obrazu. Wiemy, że Stany Zjednoczone przeprowadziły operację specjalną w Wenezueli, że amerykańskie siły specjalne i lotnictwo strategiczne są w ruchu oraz że Europa ponownie stała się kluczowym zapleczem logistycznym dla działań USA.
Nie wiemy natomiast, czy obserwowane przemieszczenia są wyłącznie reorganizacją po zakończonej operacji, przygotowaniem do kolejnego etapu działań, czy też elementem szerszego sygnału odstraszania wysyłanego w kilku kierunkach jednocześnie. Milczenie Waszyngtonu i Londynu (który niedawno bombardował pozycje ISIS) w tej sprawie jest wymowne. Wszystkie opcje pozostają na stole.
Najważniejszy wniosek jest jednak dość prosty. To, co obserwujemy, nie wygląda na nerwową reakcję ani improwizację. Uważamu, że to konsekwentne, metodyczne budowanie zdolności reagowania w świecie, który staje się coraz mniej przewidywalny. Amerykańska doktryna od lat opiera się na zasadzie, że najpierw przerzuca się siły i tworzy realne opcje, a dopiero później zapada decyzja polityczna.
