Z ostatniej chwili: Izrael uderza w Iran. Prewencyjny atak na Teheran, dym nad biurem Chameneiego. USA w tle
Bliski Wschód znów stoi na krawędzi konfliktu. Izrael ogłosił przeprowadzenie „prewencyjnego ataku” na Iran, a nad centrum Teheranu uniosły się kłęby dymu. Eksplozje było słychać w śródmieściu, w rejonie University Street i Jomhouri. Według agencji Fars kilka pocisków uderzyło w tzw. dzielnicę Republiki. To jeden z najpoważniejszych epizodów bezpośredniej konfrontacji między tymi państwami od lat.
Izrael atakuje Iran. Dym nad Teheranem, cel: elita władzy?
Według doniesień mediów uderzenie miało miejsce w pobliżu biur Najwyższego Przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego. Nie jest jasne, czy znajdował się tam w momencie ataku. Irańska telewizja państwowa potwierdziła eksplozje, nie podając jednak szczegółów dotyczących ofiar.
Izraelskie źródła sugerują, że operacja była szeroko zakrojona. Mowa nawet o około 30 celach na terenie Iranu, w tym o obiektach wywiadu oraz – według nieoficjalnych informacji – rezydencji prezydenta Masouda Pezeshkiana. Jeden z cytowanych izraelskich rozmówców miał powiedzieć, że „każdy pocisk miał swój adres”. To brzmi jak zapowiedź operacji o charakterze punktowych likwidacji.
USA uczestniczą w ataku?
Sytuację dodatkowo podgrzewa informacja przekazana przez Associated Press: Stany Zjednoczone mają brać udział w izraelskich uderzeniach. Amerykański urzędnik i osoba zaznajomiona z operacją potwierdzili to nieoficjalnie, powołując się na wrażliwy charakter działań wojskowych.
W regionie już wcześniej zgromadzono znaczące siły USA. Myśliwce czy okręty wojenne. Oficjalnie miały one wywierać presję na Teheran w sprawie programu nuklearnego. Teraz napięcie może wymknąć się spod kontroli.
Iran zamknął przestrzeń powietrzną, a NOTAM obowiązuje co najmniej do południa. Samoloty omijają także Tel Awiw i Amman. W Izraelu zawyły syreny, a armia wydała ostrzeżenia dla ludności o możliwym ataku odwetowym.
Teheran dotąd utrzymywał, że stawia na dyplomację i nie groził bezpośrednim uderzeniem. Jednak w przeszłości ostrzegał, że w razie ataku celem odwetu będą także amerykańskie bazy w regionie.
Świat wstrzymuje oddech. To może być początek otwartej fazy konfliktu, który zmieni układ sił nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i na globalnych rynkach.
