USA zbudują w Polsce część 'Golden Dome’? Trump 'wygadał się’ w Fox News
W ostatnich tygodniach wraca temat amerykańskiej, globalnej tarczy przeciwrakietowej określanej roboczo mianem „Golden Dome”. To system, który docelowo miałby zapewnić bezpieczeństwo przede wszystkim Stanom Zjednoczonym i objąć sąsiednią Kanadę, ale… Być może nie tylko. Impulsem do naszych dywawgacji są wypowiedzi Donalda Trumpa, który zasugerował, że Grenlandia nie będzie „systemem samym w sobie”, lecz jedynie jednym z jego elementów.
To ważny niuans, bo skoro Grenlandia ma być „częścią”, a nie centrum, naturalnie pojawia się pytanie, jakie inne państwa mogłyby wejść do tej architektury… I czy wśród nich mogłaby znaleźć się Polska. Z perspektywy naszej taki scenariusz wydaje się wymarzonym i z pewnością znajdą się na niego środki, jeśli tylko amerykańskiej administracji wystarczy woli. W oczach rynków finansowych taki scenariusz sprawiłby, że Polska byłaby uznawana jako niemal 'całkowicie bezpieczne’ państwo Zachodu.
Czy to możliwe? Tak
Choć nazwa „Golden Dome” bywa używana publicystycznie, chodzi w rzeczywistości o wielowarstwowy, sieciowy system obrony przeciwrakietowej. System ten łączy satelity wczesnego ostrzegania, radary dalekiego zasięgu, systemy dowodzenia i fuzji danych oraz efektory w postaci interceptorów rakietowych.
Kluczowe jest to, że żaden pojedynczy punkt geograficzny nie wystarcza, by taki system działał skutecznie. Obrona przed rakietami ICBM, o zasięgu przekraczającym 5 500 km… Oraz rakietami IRBM i MRBM wymaga rozproszenia geograficznego, zgodnego z geometrią lotu po tzw. wielkich kołach.
Grenlandia, a konkretnie baza Pituffik (dawniej Thule), pełni rolę pierwszej linii w tym systemie. Położenie pod arktycznymi trajektoriami ICBM z północnej Rosji do USA umożliwia bardzo wczesne śledzenie fazy środkowej lotu rakiet i jest idealne dla radarów typu early warning. Jednocześnie Grenlandia ma ograniczenia. Jakie?
Nie chroni Europy, nie nadaje się do przechwytywania rakiet krótszego zasięgu i jest logistycznie oraz politycznie wrażliwa. Jeśli Grenlandia ma być „tylko częścią”, reszta systemu musi powstać w innych lokalizacjach. Z punktu widzenia torów lotu rakiet Polska nie leży na głównym arktycznym korytarzu ICBM Rosja-USA…
… Ale znajduje się dokładnie na osi potencjalnych uderzeń rakietowych na Europę, w tym z zachodniej Rosji, Obwodu Kaliningradzkiego oraz Białorusi. Dla rakiet średniego zasięgu czas lotu do celów w Europie wynosi zaledwie 7–15 minut. W takim scenariuszu sensory i interceptory rozmieszczone w Polsce działają w krytycznym oknie czasowym, zwłaszcza w fazie końcowej lotu.
Infrastruktura już jest
Polska już dziś posiada znaczącą infrastrukturę obrony przeciwrakietowej w postaci systemu Aegis Ashore w Redzikowie. Jest on operacyjny i wyposażony w rakiety SM-3 Block IIA, zdolne do przechwytywania rakiet balistycznych poza atmosferą na dystansie do około 2 500 km. Oznacza to, że Polska jest już elementem amerykańsko-natowskiej architektury BMD, a włączenie jej do szerszego „Golden Dome” wymagałoby raczej rozszerzenia funkcji i integracji danych, niż budowy systemu od podstaw.
Polska nie musiałaby pełnić roli „drugiej Grenlandii” ani globalnego centrum wczesnego ostrzegania. Jej potencjalna rola to regionalny węzeł sensorów i przechwytywania, zabezpieczenie europejskiego teatru działań oraz odciążenie systemów w USA i na północy. W architekturze sieciowej kluczowa jest liczba punktów dobrze zsynchronizowanych, a nie pojedynczy „najlepszy punkt”.
Z punktu widzenia polityki transatlantyckiej Polska posiada wiele atutów. Wydatki obronne przekraczają 4% PKB, co jest jednym z najwyższych wskaźników w NATO. Polityka kraju jest konsekwentnie proamerykańska. Dla administracji USA, szczególnie w podejściu transakcyjnym, państwa gotowe ponosić koszty i ryzyko są naturalnymi kandydatami do zaawansowanych projektów wojskowych.
Twardy orzech do zgryzienia
Rozszerzenie Golden Dome o komponent w Polsce miałoby również znaczenie sygnalizacyjne. Byłoby jasnym komunikatem dla Rosji, że obrona NATO nie kończy się na USA, wzmocniłoby odstraszanie wobec rakiet średniego zasięgu i pokazało, że Europa Środkowa nie jest „szarą strefą”. Choć nie eliminuje zagrożenia, komplikuje planowanie uderzenia. W strategii nuklearnej to ma realną wartość.
Trzeba jednak wskazać ograniczenia. Polska w takim scenariuszu byłaby celem numer jeden w razie eskalacji, rozbudowa systemu oznaczałaby presję polityczną i wojskową, a nie każda administracja USA patrzy na Europę w ten sam sposób. Jeśli Golden Dome powstanie, będzie to projekt rozłożony na dekadę, a nie decyzja jednego prezydenta.
Czy Polska musi być częścią Golden Dome? Nie. Czy może nią być? Tak, i to z solidnymi argumentami technicznymi i politycznymi. Jeśli Grenlandia ma być „częścią”, a nie centrum, system będzie musiał oprzeć się na kilku filarach. Polska, ze swoją geografią, infrastrukturą i pozycją w relacjach transatlantyckich, może realnie być jednym z nich, jako funkcjonalny element większej całości. Pytanie nie brzmi dzisiaj „czy to możliwe”, ale czy USA i Polska uznają, że nadszedł moment, by taki system zbudować.
