USA vs. Wenezuela: rajd sił specjalnych stulecia? Nocna akcja pośród chaotycznych szczegółów
Jak wiadomo, w nocy i nad ranem zaczęły pojawiać się doniesienia o tym, że Nicolás Maduro, prezydent Wenezueli, został schwytany przez Amerykanów. Doniesieniom tym towarzyszy przy tym chaos – niemal na miarę tego, który panuje obecnie na ulicach Caracas i w którym pogrąża się cała Wenezuela. W miarę napływania nowych informacji – co niestety jest standardem w przypadku współczesnych konfliktów (zwłaszcza tych dziejących się „szybko”) – niestety pytań przybywa, zamiast ubywać. Już teraz wiadomo jednak kilka elementów.
Wedle przecieków (na ile zamierzonych, a na ile nie, to kwestia do rozważenia) i dostępnych okruchów danych, operacja ujęcia Maduro miała być przygotowywana od dawna. Mieli jej dokonać operatorzy amerykańskich sił specjalnych, w oparciu o szczegółowe informacje wywiadowcze, jakimi Amerykanie okazali się ewidentnie dysponować na temat wenezuelskiego El Presidente i jego otoczenia – a następnie wycofać się bez strat.
Przedmiotem kontrowersji pozostaje, czy było to faktycznie wrogie schwytanie, czy też wynegocjowano z nim aksamitne oddanie władzy, a samo wywiezienie pod pretekstem porwania miało być sposobem na oddanie kontroli nad krajem przy jednoczesnym zachowaniu twarzy. Informacje ze źródeł oficjalnych sugerują raczej to pierwsze – wskazując, że Maduro ma stanąć przed sądem w USA. Nie sposób jednak także wykluczyć tego drugiego.
Wenezuela w niepewności
Jak wiadomo, amerykańskie władze oskarżają Maduro o głębokie zaangażowanie w działalność przestępczą. Miał on, przede wszystkim, być faktycznym liderem Kartelu Słońc (Cártel de los Soles), działającego w symbiozie z socjalistycznym reżimem wenezuelskim pod swoim kierownictwem. Jako taki, miał koordynować i czerpać zyski ze przemytu narkotyków, organizowanej na skalę przemysłową nielegalnej imigracji oraz masowych przestępstw (np. seryjnych włamań) popełnianych przez wenezuelskie gangi w USA.
Odrębną kwestią jest też trwające całymi latami łamanie sankcji, których przedmiotem jest Wenezuela (tu akurat kwestia postawienia zarzutów kryminalnych może być bardziej skomplikowana – amerykańskie prawo nie obowiązuje bowiem przecież na wodach międzynarodowych czy w samej Wenezueli), a dotyczących importu i eksportu ropy naftowej, podstawowego i krytycznego źródła przychodów tego państwa.
Odrębną kwestią – dalece ważniejszą od personalnych pozostaje, czego może się teraz spodziewać Wenezuela. Wedle nieoficjalnego przekazu interwencja zbrojna ma się na tym zakończyć. To jednak nie jest pewne – zwłaszcza, że nocne uderzenia lotnicze miały charakter sugerujący znacząco większy rozmach działań. Na tyle, że już pojawiły się (w zależności od perspektywy) pierwsze od dawna realistyczne nadzieje lub głębokie obawy o zmianę polityczną w Wenezueli.
Z tym jednak, jak zwykle, może nie pójść tak gładko, i wiele wskazuje, że konflikt może potrwać.
