USA szykują się do długiej wojny? Wrze na Bliskim Wschodzie
Pod powierzchnią na Bliskim Wschodzie znów bulgocze. Według Reutersa armia USA przygotowuje się na możliwość wielotygodniowej kampanii przeciwko Iranowi. Jeśli tylko prezydent Donald Trump zdecyduje się na wydanie rozkazu ataku. Według dwóch amerykańskich urzędników, którzy wypowiedzieli się anonimowo, scenariusz zakłada znacznie poważniejszy konflikt niż dotychczasowe operacje. Tym razem nie chodzi o jednorazowe uderzenie.
Nie „Midnight Hammer”, lecz coś większego. USA rozgrzewa się przed wojną?
W czerwcu ubiegłego roku Stany Zjednoczone przeprowadziły operację „Midnight Hammer”. Był to punktowy atak z użyciem bombowców stealth, które wystartowały z terytorium USA i uderzyły w irańskie obiekty nuklearne. Iran odpowiedział ograniczonym atakiem na amerykańską bazę w Katarze. Incydent zakończył się bez eskalacji na pełną skalę.
Tym razem jednak – jak wynika z doniesień – planowanie jest znacznie bardziej złożone. W grę wchodzi nie tylko uderzenie w infrastrukturę nuklearną, ale również w instytucje państwowe i struktury bezpieczeństwa Iranu. To oznaczałoby otwarcie nowego rozdziału w relacjach Waszyngton-Teheran.
Biały Dom nie zaprzecza takim scenariuszom. Rzeczniczka administracji Anna Kelly podkreśliła, że „prezydent Trump ma wszystkie opcje na stole”, a decyzja będzie podyktowana interesem bezpieczeństwa narodowego. Pentagon odmówił komentarza.
Ryzyko odwetu i regionalnej eksplozji
Iran dysponuje znaczącym arsenałem rakietowym. W przypadku ataku niemal na pewno odpowiedziałby militarnie. Jeden z cytowanych urzędników przyznaje wprost: Waszyngton zakłada, że dojdzie do serii odwetowych uderzeń, które mogą rozciągnąć się na tygodnie.
To scenariusz, który podnosi ryzyko regionalnego konfliktu z udziałem państw Zatoki Perskiej, a potencjalnie także Izraela czy sił sprzymierzonych z Teheranem w Iraku i Syrii.
Geopolityka, ropa i rynki
Eskalacja napięć na linii USA-Iran natychmiast wywołuje pytania o konsekwencje dla globalnej gospodarki. Region odpowiada za kluczowe szlaki transportu ropy, a każdy sygnał o możliwym konflikcie przekłada się na nerwowość na rynkach surowcowych.
Inwestorzy będą teraz śledzić nie tylko ruchy wojsk, ale też ton wypowiedzi polityków. Bo choć oficjalnie trwają działania dyplomatyczne, to sam fakt przygotowań do długotrwałej operacji militarnej pokazuje, że sytuacja jest poważna. Czy to realny wstęp do nowej wojny na Bliskim Wschodzie, czy element presji negocjacyjnej? Odpowiedź może nadejść szybciej, niż wielu się spodziewa.
