„Totalnie stracili kontrolę”. Pentagon skoncentrował 1,5 tys. żołnierzy z przeszkoleniem arktycznym, zapowiada działania

„Totalnie stracili kontrolę”. Pentagon skoncentrował 1,5 tys. żołnierzy z przeszkoleniem arktycznym, zapowiada działania

Jak poinformował amerykański Departament Wojny, półtora tysiąca żołnierzy przeszkolonych do walk zimowych zostało postawionych na nogi. Ich celem nie jest bynajmniej Grenlandia, a obecne terytorium Stanów Zjednoczonych, konkretnie zaś słynący z chłodnych temperatur zimowych stan Minnesota. Niestety nie jest to jedyna rzecz, z której w ostatnim czasie słynie – w ciągu ubiegłych tygodni wyróżniał go przede wszystkim chaos na ulicach oraz gigantyczny skandal defraudacyjny, którego sprawcami byli somalijscy „uchodźcy”.

Wspomniany chaos ogarnął głównie miasto Minneapolis, stolicę tego stanu, jak i przy okazji także stolicę ostatnich napięć politycznych USA. Chaos ten – na który składa się rosnąca seria coraz gwałtowniejszych incydentów, starć, zajść i zamieszek – został wywołany przez ekstremistycznych działaczy pro-imigracyjnych, którzy swe działania wszczęli w odpowiedzi na wzmożone deportacje nielegalnych imigrantów przez funkcjonariuszy ICE (Immigraton and Customs Enforcement) – których liczna populacja w Minneapolis cieszy się sympatią i względami lokalnych władz oraz lewicujących organizacji.

Bitwa o przyszłość elektoratu (i budżetu)

Jak wiadomo, administracja Donalda Trumpa już od roku podejmuje intensywne kroki na rzecz usunięcia ogromnej populacji nielegalnych imigrantów. Ocenia się, że tylko w ciągu kadencji jego poprzednika, Joe Bidena – kiedy to przepisów zakazujących nielegalnego wjazdu praktycznie nie egzekwowano – napłynęło do USA ok. 10 milionów nielegalnych imigrantów. Mogli oni liczyć na luksusowe zakwaterowanie i sute zasiłki. Tym samym budząc zresztą wściekłość milionów Amerykanów, nie mających dostępu do takich akomodacji, ale zmuszonych je finansować imigrantom, których formalnie nie powinno w USA być.

Jak zarzuca Trump i Republikanie, Demokraci czynili to świadomie i z premedytacją – licząc na import milionów nowych wyborców dla siebie. Nielegalni imigranci, jako nielegalni, nie mają oczywiście prawa brać udziału w wyborach. Ale jak utrzymują liczni obserwatorzy oraz działacze na rzecz rzetelności wyborczej, i tak to czynią, i to masowo. Mają być zresztą do tego wyraźnie zachęcani przez przepisy, które w niektórych starach – tych, których rządy stanowe kontroluje Partia Demokratyczna – nie wymagają okazywania dokumentów tożsamości przy urnie, albo wręcz zakazują pytania o status prawny.

Władze tych stanów najczęściej odmawiają przy tym współpracy z federalnymi organami imigracyjnymi, a nawet usiłują blokować i przeszkadzać w ich operacjach, co nader często rodzi prawny i fizyczny chaos. Jednym z takich stanów jest własnie Minnesota. Jej W jej przypadku do standardowych działań mających na celu deportację nielegalnych imigrantów doszedł jeszcze jeden element. Tym jest gigantyczny skandal finansowy, którego ujawniono w ostatnich tygodniach, a którego sprawcą jest „społeczność napływowa” złożona z imigrantów somalijskich (w znacznej mierze oczywiście nielegalnych lub pseudo-uchodźców).

Jego mechanizm był dość prosty. Somalijczycy zakładali fikcyjne „non-profity”, na działalność których pobierali gigantyczne granty stanowe i federalne. Federalna operacja PARRIS, rozpoczęta w celu wyjaśnienia skandalu, a prowadzona przez USCIS (United States Citizenship and Immigration Services). obejmuje przegląd ponad 5600 podobnych przypadków i ujawniła fałszywe tożsamości i nadużycia w programie P-3. Zdefraudowane środki, szacowane na setki milionów dolarów, miały być transferowane do Somalii, gdzie zasilały m.in. grupy terrorystyczne, takie jak Asz-Szabaab, powiązana z Al-Kaidą.

Aktywizm obywatelski i demokratyczny dyskurs społeczny

Fakt, że w wykradanie środków zaangażowani byli liczni fałszywi „uchodźcy” oraz inne osoby bez legalnego prawa pobytu w USA skłoniły administrację Trumpa do nasilenia masowych deportacji w Minnesocie. To jednak wzbudziło gwałtowny opór gubernatora tego stanu, Tima Walza, burmistrza Minneapolis, Jacoba Freya, a także całego szeregu innych polityków z Partii Demokratycznej oraz skrajnie lewicowych aktywistów i grup pro-imigranckich. Te ostatnie rozpoczęły masową obstrukcje działań funkcjonariuszy, która z czasem zaczęła eskalować w fizyczną agresję.

Grupy owe, wyrażając opinie o „nielegalności” przepisów imigracyjnych oraz priorytecie „praw imigrantów”, dopuszczają się bowiem coraz częstszych ataków. „Aktywiści” często maskowani i uzbrojeni w improwizowane narzędzia, urządzają polowania na agentów federalnych, doxxując ich dane osobowe i śledząc rodziny. Lewaccy bojówkarze nie ograniczają się tylko do funkcjonariuszy, atakując też zwykłych mieszkańców Minneapolis, których podejrzewają o niechętnie im poglądy. Dotyka to nawet przypadkowych kierowców SUV-ów, które kojarzą im się z pojazdami wykorzystywanymi przez ICE.

Jednym z najgłośniejszych incydentów była próba przejechania agenta ICE Jonathana Rossa przez aktywistkę ekstremistycznej grupy „ICE Watch”, Renee Nicole Good, co zakończyło się jej śmiercią, gdy w reakcji Ross ją zastrzelił – a co wywołało jeszcze intensywniejsze protesty. Inne przykłady to fizyczne ataki na kontrmanifestantów, jak pobicie i chwilowe porwanie Jake’a Langa, b. więźnia (vide J6) i republikańskiego kandydata, podczas marszu przeciwko somalijskim oszustwom, czy napaść na mężczyznę w kurtce z flagą USA, zaatakowanego kijami gazem pieprzowym.

Ekstremiści uzurpują sobie również władzę publiczną: blokują ulice, tworzą nielegalne punkty kontrolne, gdzie przesłuchują kierowców, żądając skandowania haseł w stylu „Fuck ICE”, i „kierują ruchem”, ignorując lokalne prawo. Z samochodu ICE skradziono broń i dokumenty. Niedawno zaś jeszcze inna grupka „aktywistów” wtargnęła do kościoła Cities Church w St. Paul, przerywając nabożeństwo, w związku z faktem, że społeczność kościoła podejrzewano o brak sympatii do ich sprawy – incydent transmitowany był na żywo przez b. dziennikarza CNN, Dona Lemona, który uznał to za „wyraz wolności słowa”.

Chaos to (polityczna) drabina?

Cały ów chaos ma miejsce w sytuacji, w której lokalne siły porządkowe – a w Stanach Zjednoczonych miażdżąca większość sił policyjnych to agencje lokalne – mają wykazywać (wg świadków: na polecenie gubernatora Walza i burmistrza Freya), zupełna bierność, Ci dwaj twierdzą zresztą, ze organy imigracyjne nie mają prawa działać na „ich” terenie bez ich zgody. Obydwaj stali się zresztą celem osobnych postępowań Departamentu Sprawiedliwości – federalni prokuratorzy podejrzewają ich o sprawczą rolę w toku obecnych zamieszek, jak i tuszowanie wyłudzeń dokonywanych przez Somalijczyków.

To drugie, choć oczywiście nielegalne, pozyskiwać im miało głosy „społeczności somalijskiej”. To pierwsze dotyczy natomiast zarzutów o utrudnianie pracy ICE poprzez wsparcie sieci NGO-sów, które z kolei finansują i wspierają omawiane uprzednio bojówki „aktywistów” pro-imigracyjnych. Tom Homan, pełnomocnik Białego Domu ds. bezpieczeństwa granicznego i egzekwowania przepisów imigracyjnych, zapowiedział intensywne ściganie także tych ostatnich oraz agitatorów i innych uczestników zajść. Ma obejmować m.in. publiczne ujawnianie ich danych, by przeciwdziałać zamieceniu sprawy pod dywan.

Wreszcie, Donald Trump zagroził sięgnięciem po zapisy Ustawy o Rewoltach (Insurrection Act), która umożliwia skierowanie sił zbrojnych do zdławienia niepokojów wewnętrznych – a chaos w Minneapolis i coraz częstsze fizyczne ataki niektórzy obserwatorzy uznają właśnie za rebelię, tyle, ze po prostu taką słabo uzbrojoną. I w tym celu Pentagon postawił w stan gotowości 1,5 tys. żołnierzy z 11. Dywizji Powietrznodesantowej z Alaski, wyspecjalizowanych w operacjach w warunkach arktycznych, którzy mają nie mieć problemu z obecnymi niskimi temperaturami panującymi w Minnesocie.

Operacja wojskowa ma nastąpić, jeśli lokalni politycy, głównie Demokraci, nie opanują sytuacji. Ci jednak – zdaniem krytyków – sami podsycają napięcie, zamiast je tonować, starając się za to zapewnić „aktywistom” bezkarność. Niektóre środowiska, jak np. Demokratyczni Socjaliści Ameryki (DSA) z Nowego Jorku, deklarują, że powtórzą „chaos z Minneapolis” również w tym mieście, jeśli służby imigracyjne rozpoczną tam deportacje. A najpewniej rozpoczną – zapowiedzieli już to przedstawiciele ICE i Białego Domu.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!