Szokujące dane z USA: więcej pieniędzy, ale większe ubóstwo niż w Europie
Na papierze wszystko wygląda idealnie. Amerykańska gospodarka pędzi, PKB na mieszkańca bije europejskie wyniki, a nawet najbiedniejszy stan – Mississippi – niemal dorównuje Niemcom. Tyle że to tylko jedna strona medalu. Bo gdy spojrzeć głębiej, obraz zaczyna się sypać. Nowy sposób mierzenia ubóstwa, zaproponowany przez ekonomistę z Uniwersytetu Oksfordzkiego, Oliviera Stercka, pokazuje coś, co trudno zignorować: przeciętny Amerykanin jest dziś… bliżej biedy niż mieszkaniec Europy Zachodniej. I to mimo wyższych dochodów.
Jedna liczba zmienia wszystko
Sterck proponuje prostą, ale mocną miarę: ile czasu potrzeba, by zarobić jednego dolara. Nie chodzi o zarobki godzinowe czy pensje, ale o realny „czas życia”, który trzeba poświęcić, by zdobyć minimalną wartość pieniądza. Efekt? W USA to aż 63 minuty.
Dla porównania: w Niemczech wystarczy 26 minut, we Francji 31, a w Wielkiej Brytanii 34. Różnica jest brutalna. „Średnie ubóstwo” w Stanach Zjednoczonych okazuje się niemal dwukrotnie wyższe niż w największych gospodarkach Europy.
Bogactwo w USA, które nie trafia do wszystkich
Jak to możliwe, że kraj bogatszy na poziomie makro wypada gorzej, gdy spojrzymy na życie przeciętnego człowieka? Odpowiedź jest jedna: nierówności.
W USA dochody są znacznie bardziej rozwarstwione niż w Europie. Jeśli losowo wybierzesz dwie osoby, różnica w ich zarobkach będzie tam ponad czterokrotna. W Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii to około 1,5 raza. To oznacza, że duża część społeczeństwa znajduje się znacznie niżej na drabinie dochodowej. A im niżej jesteś, tym więcej czasu potrzebujesz, by „zarobić” tę symboliczną jedną jednostkę wartości.
Czytaj najświeższe informacje z USA:
To dziś! „No Kings” – Ameryka bez królów, czyli kolejny wielki marsz przeciwko Trumpowi
Ofiary Epsteina dopięły swego. Gigant z USA płaci fortunę za ich milczenie
Gospodarka rośnie, ale coś idzie nie tak
Najbardziej niepokojące jest to, że ten trend nie jest nowy. Od 1990 roku czas potrzebny do zarobienia dolara w USA wzrósł aż o 20 minut, czyli o 47%. W tym samym czasie w Europie… spadał.
Dochody rosły w podobnym tempie po obu stronach Atlantyku, nieco ponad 1% rocznie. Różnica polega na tym, że w USA nierówności rosły szybciej niż dochody. I to właśnie one „zjadały” efekt wzrostu gospodarczego. W Europie sytuacja była bardziej stabilna. Nierówności nie wystrzeliły, więc wzrost przekładał się na realną poprawę życia.
Globalnie sytuacja wygląda lepiej. Od 1990 roku współczynnik roboczo określony jako „średnie ubóstwo” spadł o 55%. Czas potrzebny na zarobienie dolara skrócił się z połowy dnia do około pięciu godzin. Ale przykład USA pokazuje, że wzrost gospodarczy sam w sobie nie wystarczy. Bo można być bogatym krajem… i jednocześnie coraz bardziej biednym społeczeństwem.
