Rząd chce blokady popularnego komunikatora – tuż przed wyborami, tak jakoś przypadkiem
W kroku, który świadczy tyleż o nastrojach społeczeństwa, co zamiarach samych władz, rząd Ugandy nasila presję cenzorską na wolność słowa i dostęp do informacji. Ekipa prezydenta Yoweriego Museveniego, pod władzą którego Uganda pozostaje od 1986 r., zaprzecza planom całkowitego wyłączenia internetu (gdyby jeszcze można było mu wierzyć na słowo…), ale liczne sygnały wskazują na przygotowania do takich działań. Szczególną uwagę przykuwa groźba blokady decentralizowanego komunikatora Bitchat, promowanego przez opozycję jako narzędzie odporne na cenzurę.
Obawy przed blackoutem internetowym narastają od miesięcy. We wrześniu 2025 r. minister infirmacji, Godfrey Kabbyanga oświadczył, że rząd „nie zawaha się” zablokować sieci, jeśli uzna to za konieczne dla zachowania pokoju. To echo wydarzeń z 2021 r., gdy przed poprzednimi wyborami Ugandę ogarnął pięciodniowy blackout, uniemożliwiający komunikację i weryfikację wyników wyborczych. Według organizacji NetBlocks, koszt gospodarczy tamtego wyłączenia wyniósł ponad 6 mln dolarów dziennie.
Obecnie – mimo szczerych zapewnień, które zdążyła złożyć sekretarz w Ministerstwie Informacji i Technologii Komunikacyjnej, Aminah Zawedde, że nie ma mowy o przedwyborczym wyłączeniu Internetu – wprowadzony zakaz importu urządzeń Starlink i zawieszenie usług tej firmy budzą, mówiąc eufemistycznie podejrzenia. Regulator UCC (Uganda Communications Commission) uzasadnia to brakiem licencji, ale obserwatorzy widzą w tym oczywistą próbę ograniczenia alternatywnych kanałów łączności.
Bitchat, co kłuje rządowe stołki
Centralnym elementem kontrowersji jest Bitchat – zdecentralizowana aplikacja komunikacyjna, stworzona przez Jacka Dorseya, byłego szefa Twittera. Działa na zasadzie wykorzystania połączeń Bluetooth, wykorzystując urządzenia weń wyposażone jako węzły zdecentralizowanej sieci. Nie wymaga internetu, numeru telefonu ani danych osobowych, co czyni ją odporną na tradycyjne blokady.
Lider opozycji, Bobi Wine, główny rywal Museveniego, wezwał zwolenników do pobrania aplikacji, argumentując, że pozwoli ona na wymianę informacji o wynikach wyborczych i organizację protestów przeciwko spodziewanym fałszerstwom władz mimo potencjalnego blackoutu. W ciągu tygodnia Bitchat zyskał ponad milion użytkowników w Ugandzie. Wine oskarża reżim o planowanie wyłączenia sieci, by ukryć fałszerstwa i stłumić protesty.
Władze pozostają buńczuczne. Dyrektor UCC Nyombi Thembo oświadczył, że rząd posiada „najlepszy zespół techniczny” zdolny zablokować Bitchat, jeśli aplikacja posłuży do „szerzenia dezinformacji” lub ”nawoływania do przemocy” (co należy oczywiście rozumieć jako kwestionowanie oficjalnej narracji władz oraz poddawanie w wątpliwość potencjalnie sfałszowanego wyniku wyborczego). Deweloperzy Bitchat-u odrzucają te groźby, twierdząc, że decentralizowany charakter aplikacji czyni ją nie do zablokowania.
