Nowe prawo z rażącą luką. Policja zabiera prawo jazdy nie tym, co trzeba?
Od 3 marca obowiązuje nowe prawo, zgodnie z którym kierowcy mogą stracić prawo jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h w kilku innych sytuacjach. Do tej pory przepis obowiązywał na obszarze zabudowanym. Za zbyt szybko jazdę w takich miejscach kierujący automatycznie tracili uprawnienia do kierowania pojazdem na trzy miesiące. Od wtorku przepisu obowiązuje również na drogach jednojezdniowych, dwukierunkowych, poza obszarem zabudowanym. Pierwsze mandaty już się posypały, ale jedna rzecz budzi spore wątpliwości. Okazuje się, że są sytuację, w których kierowcy przekraczają dozwoloną prędkość dużo bardziej, ale nie tracą prawa jazdy.
Nowe prawo już obowiązuje. Policja zabiera prawo jazdy już nie tylko w obszarze zabudowanym
W maju 2015 roku zaczął obowiązywać surowy mechanizm, zgodnie z którym za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym o 50 km/h kierowca traci prawo jazdy na trzy miesiące. Z czasem wzrosły również kary za to przewinienie. W 2022 roku wprowadzono wyższe mandaty za to przewinienie. Ponadto złamanie tego przepisu oznacza, że kierowca otrzyma aż 13 punktów karnych. Od kilku dni kierujący pojazdami muszą pilnować się jeszcze bardziej.
We wtorek 3 marca weszły w życie nowe przepisy, zgodnie z którymi kierowcy tracą prawo jazdy na trzy miesiące także w sytuacji, gdy przekroczą dozwoloną prędkość o 50 km/h poza obszarem zabudowanym na drodze jednojezdniowej dwukierunkowej. Decydenci argumentowali, że takie prawo jest potrzebne, ponieważ większość wypadków śmiertelnych ma miejsce poza miastami. Wskazują, że przyczyną wypadków jest nadmierna prędkość.
Nowe prawo przewiduje, że kierowca za przekroczenie dozwolonego limitu prędkości we wskazanym przypadku, traci prawo jazdy na trzy miesiące, a dodatkowo płci mandat w wysokości 1500 zł i otrzymuje 13 punktów karnych. W sytuacji recydywy mandat wynosi 3000 zł. O recydywie mowa, gdy kierowca drugi raz w ciągu dwóch lat popełnił to samo wykroczenie.
Posypały się pierwsze kary. Kobieta straciła prawo jazdy po zaledwie roku od zdania egzaminu
Od kilku dni Policja informuje już o pierwszych przypadkach kierowców, którzy stracili prawo jazdy na trzy miesiące za przekroczenie dozwolonej prędkości poza terenem zabudowanym. Policja nie podała jeszcze dokładnych statystyk, ile było takich przypadków. Na razie służby informują o pojedynczych przypadkach.
Policja z Zambrowa opisała przypadek kierowcy BMW, który poza obszarem zabudowanym, gdzie obowiązywało ograniczenie prędkości do 60 km/h, jechał 114 km/h. Kierujący przekroczył prędkość o 54 km/h i zgodnie z nowymi przepisami stracił prawo jazdy na trzy miesiące. Dodatkowo zapłacił 1500 zł mandatu oraz otrzymał 13 punktów karnych.
Podobna kara spotkała 19-letnią kobietą, która na drodze krajowej nr 38 w województwie opolskim jechała 143 km/h. Ograniczenie prędkości w tym miejscu wynosi 90 km/h. Kobietę kierującą auto marki Volkswagen zatrzymali policjanci z grupy SPEED.
Nowe prawo ma poważną lukę?
Nowe prawo choć surowe, raczej spotyka się ze zrozumieniem. Jednak obserwatorzy zwracają uwagę na jedną kwestię, która budzi poważne wątpliwości. Nowy przepis nie obowiązuje na autostradach oraz na drogach ekspresowych. W takim przypadku policja kara kierowcę mandatem i punktami karnymi, ale nie zabiera uprawnień do kierowania pojazdami mechanicznymi.
Oznacza to, że jeśli kierowca poruszający się po autostradzie lub drogach ekspresowych przekroczy dozwoloną prędkość znacznie bardziej, nie straci prawa jazdy. W piątek policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej W kamieniu Pomorskim zatrzymali kierowcę, którzy przekroczył prędkość o ponad 100 km/h. 40-latek z Koszalina na trasie S11 z limitem 120 km/h pędził 231 km/h. Jak tłumaczył policji, sprawdzał możliwości auta po serwisie.
To wykroczenie kosztowało go 2500 zł mandatu oraz 13 punktów karnych. Jednak chociaż przekroczenie limitu było rażące, zachował prawo jazdy. Dlatego niektórzy komentujący uznają, że nowy przepisy powinien dotyczyć również wykroczeń na autostradzie oraz na drogach ekspresowych.
