Mianowano następcę Chameneiego, ale władze wciąż w chaosie. Walka buldogów pod dywanem – i pod bombami
Po tym, jak w niedzielę irańskie media państwowe potwierdziły – nie mając specjalnie innego wyjścia – śmierć najwyższego przywódcy duchowo-politycznego (rahbara) Islamskiej Republiki Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, w wyniku sobotnich nalotów amerykańskich i izraelskich, ogłoszono także skład tymczasowych organów władzy, które mają go zastąpić. Śmierć Chameneiego, prócz wyznaczenia końca pewnej epoki, wywołała bowiem także natychmiastowy kryzys polityczny – i problem do rozwiązania, przed którym Iran nie stanął w żyjącej pamięci.
Tym problemem jest naturalnie sukcesja. Irańska konstytucja przewiduje co prawda, że nowego rahbara powinno wybrać Zgromadzenie Ekspertów, składające się z 88 wysokich rangą duchownych. Pierwszy i jedyny jak dotąd raz, gdy do tego doszło, miał jednak miejsce w 1989 r., gdy po śmierci Ruhollaha Chomeiniego godność tę objął właśnie Chamenei. Od tego czasu Iran pozostawał niezmiennie pod jego władzą, Zgromadzenie nabrało charakteru w dużej mierze fasadowego, jego członkowie byli starannie dobierani pod kątem lojalności i byli praktycznie bezwolnym narzędziem politycznym w jego ręku.
Trzygłowa głowa państwa
Mając na względzie to ostatnie, do niedawna wiadomo było, kogo Zgromadzenie wybierze na następcę ajatollaha – miał nim być jego syn, Mojtaba, także duchowny szyicki, od dawna szykowany do tej roli. Mojtaba Chamenei zginął jednak wraz z ojcem w sobotnim nalocie – co zasadniczo skomplikowało te plany. Wedle rozkazów, które Chamenei wydał raptem kilka dni temu na wypadek swojej śmierci, tymczasową władzę po nim miał przejąć jego bliski doradca, Ali Laridżani, sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa (odpowiedzialny też za krwawe stłumienie ostatnich protestów społecznych).
Tym większe mogło być zdziwienie, gdy w niedzielę ogłoszono, że to bynajmniej nie Laridżani obejmie władzę – ani na stałe (co i tak byłoby utrudnione, biorąc pod uwagę fakt, że nie jest on duchownym), ani choć tymczasowo. Do tej roli desygnowany został szyicki hierarcha, Alireza Arafi, który ma ją sprawować razem z prezydentem Masudem Pezeszkianem i zwierzchnikiem sądownictwa Gholam-Hosseinem Mohsenim-Ejeim w ramach Rady Przywództwa – świeżo powołanego (i pozakonstytucyjnego) organu tymczasowego mającego odgrywać rolę kolektywnego zwierzchnika państwa.
Alireza Arafi to jeden z najbardziej wpływowych szyickich duchownych, zwierzchnik irańskiego szkolnictwa religijnego, także członek Zgromadzenia Ekspertów oraz Rady Strażników. Jako taki, stanowi wręcz podręcznikowy przykład przedstawiciela interesów establishmentu duchowieństwa. Otwartym pozostaje pytanie, ile nowy przywódca skupi władzy w swym ręku, w jakim stopniu będzie się nią musiał dzielić z pozostałymi triumwirami, Pezeszkianem i Mohsenim-Ejeim, a także jak będą układać się jego relacje z Laridżanim, który w dużej mierze zarządza dotąd działaniami państwa.
Iran – pod czyją w istocie kontrolą?
Co być może jeszcze istotniejsze, niepewne jest także, czy Arafi i Rada Przywództwa zdołają sobie podporządkować formacje siłowe. O ile w przypadku regularnej armii (Artesh), podległej rządowi Pezeszkiana, nie powinno być problemu, o tyle w przypadku Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran), podlegającego tylko rahbarowi, może być różnie. Kadra dowódcza Pasdaranu zdobyła bowiem ogromne wpływy, niejednokrotnie zdarzało się, że cały Iran i jego oficjalne władze realizowały politykę wyznaczaną przez Korpus – czyniąc zasadnym pytanie, kto w istocie kontroluje kogo?
Pierwsze oficjalne posunięcia nowych władz – ogłoszenie 7 dni wolnego oraz 40 dni żałoby po Chameneim, obejmujących cały Iran – wydają się cokolwiek generyczne, podczas gdy działania wojskowe, sprowadzające się głównie do ostrzału pociskami balistycznymi oraz dronami dalekiego zasięgu celów amerykańskich, izraelskich, arabskich, wydają się być prowadzone przez skądinąd także zdziesiątkowane organy dowódcze armii i Pasdaranu niezależnie od władz cywilnych (a także, można odnieść wrażenie, w sposób nie zawsze skoordynowany wewnętrznie).
Rada Przywództwa ma rządzić do momentu wyłonienia przez Zgromadzenie Ekspertów stałego rahbara. Kiedy to może nastąpić? Jak na razie – nie tylko nie wiadomo kiedy, ale też, w warunkach wojennych i amerykańsko-izraelskiej polityce likwidowania przedstawicieli rządzącego establishmentu, nie wiadomo czy w ogóle to nastąpi.
