Meksyk – ekspresowa zmiana konstytucji, by chronić… kartele?

Prezydent Meksyku, Claudia Sheinbaum, chce zmienić konstytucję swojego kraju. Znów, i to pilnie. Co tak wzburzyło panią prezydent? Otóż jest to reakcja na deklaracje Donalda Trumpa dotyczące działań zbrojnych wymierzonych w meksykańskie kartele narkotykowe. Jak twierdzi, byłby to atak na Meksyk, i jej rząd pod żadnym pozorem tego nie zaakceptuje.

Nowelizacja meksykańskiej konstytucji miałaby dotyczyć artykułów 19. i 40. Zmiany mają na celu wykluczyć możliwość jakichkolwiek działań operacyjnych, śledczych czy innych kroków podejmowanych przez obce służby. W myśl poprawek, Meksyk chciałby prawnie i fizycznie ścigać przedstawicieli zagranicznych organów policyjnych, którzy prowadziliby działania wymierzone w meksykańskich obywateli lub podmioty.

Zmiany nie są jedynie propozycją – partia Sheinbaum, Morena (Ruch Odrodzenia Narodowego), dysponuje bowiem większością konstytucyjną. I skorzystała z niej zresztą całkiem niedawno. Czemu jednak tak nagły tryb kolejnych zmian, i o co właściwie chodzi? Sprawcą jest, jak zwykle ostatnio, Donald Trump. Od dawna deklarował on bowiem – i niedawno powtórzył – że USA podejmą aktywne działania militarne przeciw meksykańskim kartelom.

Wspólnota interesów

Wspomnianym słowom Trumpa towarzyszyły zresztą faktycznie znaczące, a nie tylko retoryczne kroki. Tym było oficjalne desygnowanie przez amerykański Departament Stanu sześciu najgroźniejszych meksykańskich karteli jako organizacji terrorystycznych. A to pociągnęło za sobą szereg możliwych konsekwencji, tych bezpośrednich i bardziej złożonych.

Do tych drugich zaliczają się, przykładowo, restrykcje finansowe i sankcje finansowe nie tylko na zainteresowane kartele, ale też wszelkie podmioty w jakikolwiek sposób je wspierające finansowo bądź prowadzące z nimi interesy. A tych może być dość wiele – oprócz typowych firm-słupów, których pełen jest zarówno Meksyk, jak i ościenne kraje, a które służą do prania pieniędzy karteli, mogą to być też organizacje pozarządowe.

Chodzi tutaj szczególnie o cały sektor organizacji, fundacji, non-profitów i innych inicjatyw skupionych na ochronie interesów nielegalnych imigrantów. Organizacje takie do niedawna były odbiorcami ogromnego dofinansowania federalnego. Biorąc jednak pod uwagę dominującą rolę, jaką meksykańskie kartele odgrywają w organizowaniu nielegalnej imigracji, jest nader niewykluczone, że amerykańskie pro-imigracyjne NGO-sy w pewnych sprawach działają wespół.

„Działania kinetyczne”

Bardziej bezpośrednie skutki tej desygnacji są natomiast oczywiste, i widowiskowe. Członkowie, mienie oraz obiekty karteli mogą stać się celem działań „kinetycznych”, czyli po prostu uderzeń militarnych. Czy to w postaci rajdów sił specjalnych, czy nawet (o czym wspomniał Elon Musk) otwartych bombardowań z wykorzystaniem uderzeniowych dronów. Właśnie ta perspektywa tak wzburzyła Claudię Sheinbaum.

Jak twierdzi pani prezydent, bezpośrednie działania zbrojne na terytorium niepodległego kraju, jakim jest Meksyk, przez siły innego kraju, czyli USA, to wprost naruszenie suwerenności tego pierwszego. Trudno się nie zgodzić. Trzeba jednak dodać, że odwrotna sytuacja – w której to obiekty i przedstawiciele służb USA są celem ataków z terytorium Meksyku – ma miejsce od lat. Wedle analogicznej logiki, jest to zatem naruszenie suwerenności USA (bez znaczenia jest, że sprawcami tego są kartele, nie formacje rządowe).

Na uwagę zasługuje natomiast niezwykłe wprost zaangażowanie, z jakim Sheinbaum (podobnie jak i poprzednie rządy Meksyku) bronią suwerenności kraju, gdy mowa jest o zewnętrznych działaniach wymierzonych w meksykańską przestępczość zorganizowaną. Bez wątpienia zresztą amerykańskie bombardowania faktycznie by tę suwerenność naruszały (nie wspominając o aspekcie upokorzenia dla meksykańskich władz).

Meksyk duszony mackami

Smutnym jednak faktem, a także tajemnicą poliszynela, jest fakt, że zewnętrzne działania zbrojne to w praktyce jedyne, których kartele te musiałyby się obawiać. Meksyk uchodzi bowiem za kraj przeżarty polityczną i urzędniczą korupcją, a także dogłębnie przesiąknięty wpływami organizacji przestępczych. Najsilniejsze są na poziomie stanowym i lokalnym (częste jest, że instytucje władz lokalnych, w tym również policja, w praktyce pracują na rzecz lokalnego kartelu).

Także jednak w przypadku rządu centralnego wpływ tamtejszych syndykatów przestępczych jest przeogromny. Organizacje te oferują środki „na kampanię wyborczą” wszystkim kandydatom – czego skutki widać. Poprzednik na stanowisku prezydenta i mentor Sheinbaum, Andres Manuel Lopez Obradon, był autorem niesławnej polityki „Abrazos, no balazos” (tłumaczonej na j. angielski jako „Hugs, not bullets”), co sprowadzało się do faktycznego tolerowania działalności karteli.

I choć oficjalnie Meksyk tę politykę już porzucił, to energia, z jaką tamtejsze władze opierają się jakimkolwiek zewnętrznym działaniom wymierzonym w kartele – wprost nieporównywalnie większa, niż energia poświęcana przezeń na zwalczanie owych karteli – każe zadać smutne i cyniczne pytanie, czyj właściwie interes ma na myśli pani prezydent Sheinbaum, mówiąc o suwerenności Meksyku i próbując powstrzymać zapowiadane przez Donalda Trumpa działania?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.