Masakra chrześcijan w Syrii, Nigerii. Jeden z odpowiedzialnych – właśnie przywitany z honorami w Londynie
31 marca brytyjski premier Keir Starmer przyjmował w Londynie, z pełnymi honorami, prezydenta Syrii Ahmeda Asz-Szaraę, znanego też jako Al-Dżaulani – byłego dowódcę skrajnie islamistycznego ugrupowania zbrojnego Hajat Tahrir Asz-Szam, organizacji wywodzącej się z filii Al-Kaidy. W tym samym tygodniu w As-Sukajlabijja, starożytnym mieście o większości chrześcijańskiej w syryjskiej prowincji Hama, doszło do masowego pogromu mieszkańców. Premiera Starmera – podobnie jak większość krzykliwie humanitarnych przywódców europejskich – te mordy i pogromy jednak nie wzruszyły.
Wieczorem 27 marca 2026 roku dwaj muzułmanie z pobliskiego sunnickiego miasta Kalat al-Madik wtargnęli na ulicę Al-Maszwar, molestując miejscowe kobiety. Gdy interweniowali mieszkańcy, napastnicy zagrozili granatem, uciekli, po czym wrócili z siłami bezpieczeństwa reżimu Asz-Szary. Zamiast aresztować sprawców, funkcjonariusze – będący przecież weteranami dżihadystycznego ugrupowania terrorystycznego – zatrzymali kilku chrześcijan. Ich los jest obecnie nieznany.
W nocy i nad ranem 28 marca dziesiątki uzbrojonych muzułmanów na motocyklach – powiązanych z milicjami islamistycznymi na rozkazach rządu przejściowego – spustoszyło domy, sklepy, samochody i świątynie, w tym miejscowy kościół Najświętszej Bogarodzicy. Atakujący działali pod ochroną struktur zbrojnych reżimu, co potwierdziły nagrania z żołnierzami obecnej syryjskiej armii rządowej, wygłaszającymi obelgi pod adresem chrześcijan i innych nie-muzułmanów.
Można by pomyśleć, że podobne wydarzenia wywołają międzynarodowy skandal. Ale jako że nie dotyczyły – dajmy na to – Gazy i Palestyńczyków, dyżurni aktywiści na rzecz praw człowieka czy wiodące tytuły medialne najwyraźniej uznały kwestię za niegodną uwagi.
„Religia pokoju”
Same wydarzenia w As-Sukajlabijji niestety nie było ani przypadkiem, ani wyjątkiem. Od obalenia Baszara Al-Asada w grudniu 2024 roku liczba chrześcijan w Syrii spadła z ponad dwóch milionów (ok. 10 proc. przedwojennej populacji) do około 300 tysięcy. Ataki na mniejszości – w tym masakry Alawitów w marcu 2025 r. oraz Druzów w lipcu 2025 r. – wpisują się w systematyczną politykę rządu stworzonego przez weteranów Al-Kaidy i ISIS, sprowadzającą się do masowych czystek oraz przyzwolenia na dowolne zbrodnie wobec nie-muzułmanów.
Syryjski patriarchat melkicko-greckokatolicki odwołał w związku z tym wszystkie publiczne obchody Wielkanocy 2026 roku, ograniczając liturgie do wnętrz kościołów. W prowincji Suwajda, znajdującej się poza kontrolą reżimu w Damaszku, lokalne druzyjskie milicje (które przy wsparciu izraelskim zdołały latem ub.r. odeprzeć islamistów) wezwały chrześcijan z reszty Syrii, by przenieśli się tam. Gdzie indziej, jak zauważono, grożą im mordy i pogromy dokonywane przy tolerancji lub aktywnym wsparciu władz centralnych.
Mordy jako metoda 'polityki społecznej’
Podobny mechanizm, jeśli można tu użyć tego słowa, działa w Nigerii. W ciągu zaledwie kilku dni pod koniec marca 2026 roku, w okresie Wielkiego Tygodnia, islamistyczni bojownicy z ruchu Boko Haram oraz milicje muzułmańskiego plemienia Fulani przeprowadzili serię ataków na miejscowe społeczności chrześcijańskie. W nocy z 29 na 30 marca w dzielnicy Angwan Rukuba w Jos (stan Plateau) uzbrojeni mężczyźni na motocyklach otworzyli ogień do mieszkańców podczas lokalnych obchodów Niedzieli Palmowej, zabijając co najmniej 40 osób, w tym kobiety w ciąży.
Tego samego dnia w Kahir w stanie Kaduna zamordowano 13 gości weselnych. Wcześniej w tym tygodniu w Tarabie zaatakowano kościół św. Jakuba Wielkiego. Władze nigeryjskie, w których struktury bezpieczeństwa są głęboko zinfiltrowane przez muzułmanów, nie tylko nie zapobiegają atakom, lecz często chronią sprawców lub bagatelizują ich motywację religijną. Liczba ofiar chrześcijańskich w Nigerii od lat liczy się w tysiącach rocznie, a państwo nie tyle pozostaje bierne, co aktywnie przeszkadza w próbach organizacji samoobrony czy staraniach, by te mordy nagłośnić.
Obywatele pierwszej i drugiej kategorii
Nawet w Izraelu dochodzi do systematycznych szykan. W At-Tajjibi – ostatniej w pełni chrześcijańskiej miejscowości na Zachodnim Brzegu, zamieszkanej nieprzerwanie od ponad dwóch tysięcy lat – żydowscy osadnicy szerzą ostatnio regularny terror: zawłaszczają ziemie należące do mieszkańców, podpalają budynki (w tym, w lipcu 2025 r., nawet okolice ruin zabytkowego, bizantyjskiego kościoła św. Jerzego) i samochody, pozostawiają też antychrześcijańskie graffiti. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, ich również nie spotykają z tego tytułu jakiekolwiek konsekwencje prawne czy policyjne.
Skala tych pogromów jest, rzecz jasna, nieporównywalnie mniejsza niż koszmar rozgrywający się w Syrii czy Nigerii – lecz fakt, że dochodzi do tego na terenach pod kontrolą izraelską, pozostaje faktem. Choć Izrael jako państwo oficjalnie chroni wolność praktykowania religii – i w odróżnieniu od wielu krajów Bliskiego Wschodu, w przypadku Izraela założenia te bywają nawet niekiedy (choć nie zawsze) podtrzymywane w praktyce – to problem bezkarności osadników od dłuższego czasu pozostaje przez władze izraelskie od dawna nierozwiązany.
Hipokryzja jako miara politycznego „postępu”
Wszystkie te zbrodnie – setki zabitych, tysiące wypędzonych, niszczenie wielowiekowych społeczności – rozgrywają się przy niemal całkowitym braku zainteresowania dyżurnych „obrońców praw człowieka”, którzy zawsze mają mnóstwo do powiedzenia na temat sytuacji w Gazie czy „walki z islamofobią” w Europie. Eksterminacja chrześcijan w krajach muzułmańskich i afrykańskich najwyraźniej nie mieści się w postępowym, intersekcjonalnym dyskursie politycznym, stąd nie zasługuje nawet na wzmiankę.
Tymczasem Al-Dżaulani, pod którego rządami dokonuje się kolejna fala pogromów, jest witany czerwonym dywanem w stolicy Wielkiej Brytanii. Ciekawe, czy w czasie wizyty będzie miał coś do powiedzenia na temat „ciężkiej sytuacji humanitarnej w Gazie”?
