Lokalna strzelanina i globalne konsekwencje: nowe nagrania i konflikt o politykę imigracyjną w cieniu gigantycznego scamu

Lokalna strzelanina i globalne konsekwencje: nowe nagrania i konflikt o politykę imigracyjną w cieniu gigantycznego scamu

Funkcjonariusz amerykańskiej służby imigracyjnej ICE (Immigration and Customs Enforcement), który zastrzelił pro-imigracyjną aktywistkę, uczynił to w samoobronie, tuż po tym, jak ta usiłowała go przejechać kierowanym przez siebie SUV-em – sugerują nowe nagrania. Wydarzenie stało się przyczynkiem do ogólnokrajowego kryzysu politycznego w USA, w ramach którego rosnąca liczba władz lokalnych i stanowych – bez wyjątku kontrolowanych przez Partię Demokratyczną – grozi czynnym oporem wobec działań administracji Donalda Trumpa.

Strzały oddane przez funkcjonariusza natychmiast wywołały wściekły spór. Zdaniem polityków Partii Demokratycznej, władz Minnesoty, lewicujących mediów, a także sympatyzujących z tą stroną komentatorów, funkcjonariusz z zimną krwią zamordował niewinną aktywistkę. Zdaniem Partii Republikańskiej, Białego Domu oraz obserwatorów o sympatiach prawicowych, był to akt oczywistej i uprawnionej samoobrony, w związku z próbą morderstwa z użyciem samochodu, jaką podjąć miała agresywna, zideologizowana aktywistka. Najnowsze nagranie rzuca więcej światła na ten spór:

Z gruntu lokalne w istocie wydarzenie, jakim stał się incydent w Minneapolis, w toku którego agent organów federalnych oddał strzały do pro-imigracyjnej aktywistki, która brała udział w zakłócaniu operacji deportacyjnych, okazał się mieć daleko szersze znaczenie. Nie lekceważąc wagi zdarzenia, w którym ktoś traci życie, należy wspomnieć, że podobnych zdarzeń na świecie przydarza się codziennie w setkach albo tysiącach. Tym jednak, co wyróżnia go spośród innych, jest fakt, że jego konsekwencje prawne i polityczne mogą być odczuwalne nie tylko na skalę ogólnoamerykańską, ale może i międzynarodową.

USA na wojnie z nielegalną imigracją

Umieszczając wydarzenie w szerszej perspektywie – Renee Nicole Good, lat 37, była aktywistką lewicowej, pro-imigracyjnej organizacji „ICE Watch”. Celem owej organizacji ma być „dokumentowanie i stawianie oporu” (dosł. „document and resist”) służbom imigracyjnym – według krytyków, również z użyciem przemocy. Jej aktywiści mają regularnie usiłować śledzić zakłócać i utrudniać działania funkcjonariuszy ICE, CBP (Customs and Border Protection), BP (Border Patrol) i innych zaangażowanych w operacje mające na celu deportację milionów nielegalnych imigrantów w USA.

Obecność tych ostatnich jest źródłem jednym z najbardziej jaskrawych, rażących konfliktów społecznych i politycznych w USA. Demokraci, a także środowiska postępowe, opowiadają się za otwartymi granicami, motywowanymi względami humanitarnymi W ramach tego hasła, tylko za rządów Joe Bidena napłynąć miało ok. 10 mln (!) nielegalnych imigrantów, którego administracja nie tylko z tym zjawiskiem niezbyt mocno walczyła, ale wręcz przeznaczała miliardy dolarów na hotele, zasiłki i inne wsparcie socjalne dla nich, na poziomie przekraczającym nawet to, na co liczyć mogą obywatele USA.

Radykalnie zmieniło się to wraz z powrotem do władzy Donalda Trumpa, którego wyborcy są masowej inwazji nielegalnych imigrantów skrajnie przeciwni. Jak argumentują Republikanie, a także kręgi konserwatywne, powoduje to masowe bezrobocie pośród obywateli USA, drożyznę na rynku nieruchomości czy gigantyczny wzrost przestępczości. Co więcej, przeznaczanie pieniędzy publicznych na hojne zasiłki i luksusowe hotele dla imigrantów, którzy nawet nie mają legalnego prawa być w USA, stanowi wg nich zdradę interesów podatników.

Prócz tego nie brakło bardziej poważnych zarzutów o podtekście stricte politycznym. Zdaniem wielu krytyków, politycy skrajnie lewicowego skrzydła Partii Demokratycznej mieli świadomie wykorzystywać hordy nielegalnych imigrantów do własnych celów politycznych. Między innymi do głosowania – bo choć nielegalni imigranci przecież nie mają praw wyborczych, to wiele stanów (w tym i Minnesota) umożliwiają głosowanie bez okazywania dokumentów tożsamości (!), a nawet (jak w przypadku Kalifornii) przyjęły przepisy zakazujące pytania „wyborców” o ich legalny status.

Wspierając „marginalizowane społeczności”

Biorąc pod uwagę wagę tych zarzutów, nie dziwi, ze ekipa Trumpa podjęła ostre działania w celu odwrócenia napływu milionów imigrantów oraz usunięcia z kraju już obecnych. Nie dziwi również to, że działania te spotkały się ze wściekłym oporem Demokratów oraz pro-imigracyjnych aktywistów, sięgających zarówno po działania prawne, jak i te „uliczne” (jak własnie akcje ICE Watch i podobnych organizacji), by uniemożliwić deportowanie imigrantów. Władze stanowe i lokalne miały zaś wydać swym organom policyjnym polecenia obstrukcji działań federalnych.

Akcja ICE i innych organów federalnych w Minneapolis miała przy tym jeszcze jeden podtekst. Doszło do niej tuż po ujawnionym niedawno, gigantycznym skandalu finansowym, ujawnionym przez dziennikarza i blogera Nicka Shirleya. Uskutecznianym, jak się okazało, przez Somalijczyków – których dziesiątki tysięcy, w tym w znacznej mierze nielegalni imigranci czy „azylanci”, w ciągu ostatnich lat utworzyły własne getta w Minneapolis. „Społeczność somalijska” miała to czynić poprzez wyłudzanie miliardów dolarów na działalność fikcyjnych przedszkoli, ośrodków wsparcia, „centrów społecznościowych” etc.

Nie brak zarzutów, że skandal ten miał miejsce za przyzwoleniem Demokratów z Minnesoty – politycy stanowi mieli aktywnie blokować śledztwa w tej sprawie i uciszać whistleblowerów etc. W efekcie tego gubernator Tim Walz, b. kandydat na wiceprezydenta u boku Kamali Harris, został zmuszony do rezygnacji z ubiegania się o kolejną kadencję. Tak on, jak i stanowy prokurator generalny Keith Ellison mają mieć postawione zarzuty federalne. Zaś do stanu, a zwłaszcza Minneapolis, masowo zjechały służby federalne – tak w sprawie śledztwa przeciw defraudacjom Somalijczyków, jak i deportacji nielegalnych imigrantów.

W stronę konfrontacji?

I w takich właśnie okolicznościach życie straciła Renee Nicole Good. Niemal natychmiast po rozpoczęciu szeroko zakrojonej akcji ICE i innych organów federalnych pojawili się tam bowiem także aktywiści, zaś na ulicach rozpoczęły się manifestacje, przepychanki i inne wyrazy „czułości”. Skrajnie spolaryzowana scena polityczna w USA oraz całkowicie nieprzystawalne poglądy zwolenników głównych partii czyni zaostrzenie nastrojów jeszcze łatwiejszym – wzajemna niechęć, jeśli wręcz nienawiść pomiędzy aktywistami pro-imigracyjnymi a funkcjonariuszami ICE i ich sympatykami jest szczera i nieudawana.

Tuż po strzelaninie politycy Partii Demokratycznej z całego kraju natychmiast obciążyli odpowiedzialnością funkcjonariusza. Władze Minnesoty, miasta Minneapolis, jak i lokalna prokuratura zadeklarowały, że jest on winien morderstwa i zapowiedziały oskarżenie go. Do tego nie dojdzie, bowiem administracja federalna, na mocy tzw. supremacy clause, objęła postępowanie swoją jurysdykcją. Przedstawiciele Białego Domu twierdzą natomiast konsekwentnie, że odpowiedzialna jest aktywistka, zaś funkcjonariusz działał w sposób logiczny i oczywisty w przypadku kogoś, komu grozi przejechanie.

W ślad za tym niektórzy przedstawiciele władz miejskich i stanowych, ze stanów kontrolowanych przez Partię Demokratyczną, zażądały wycofania ICE z „ich” obszaru – w przeciwnym przypadku grożąc, że nakażą swym lokalnym organom policyjnym ich aresztować. To oczywiście prowadziłoby do potencjalnego starcia pomiędzy służbami lokalnymi i federalnymi. Najdalej poszedł tutaj wspomniany gubernator Tim Walz, który nakazał mobilizacje Gwardii Narodowej Minnesoty. Jak zauważają niektórzy – niemal dokładnie powtarza to sekwencję zdarzeń poprzedzających wybuch wojny secesyjnej w 1861 r.

Czy teraz będzie podobnie? Zapewne nie – inny świat, inne okoliczności. Ale dynamika tych wydarzeń potencjalnie faktycznie może doprowadzić do kryzysu o trudno przewidywalnych konsekwencjach.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!