Iran w chaosie: radosne tłumy na ulicach, służby znów strzelają, wojna o władzę w łonie reżimu

Iran w chaosie: radosne tłumy na ulicach, służby znów strzelają, wojna o władzę w łonie reżimu

Śmierć irańskiego najwyższego przywódcy (rahbara), ajatollaha Alego Chameneiego, potwierdzona przez źródła izraelskie oraz prezydenta USA Donalda Trumpa, pozostawiła Iran w obliczu próżni władzy i wywołała natychmiastowe następstwa. Tak te wyraźne, a wręcz demonstracyjne – jak i zjawiska, które z uwagi na fakt, że Iran pozostaje skryty we „mgle wojny” pozostają na razie sferą spekulacji.

Wedle licznych doniesień, w godzinach wieczornych i nocnych z 28 lutego na 1 marca na ulicach Teheranu, Karadżu, Isfahanau i wielu innych ośrodków pojawiły się tłumy manifestujące radość. Świadkowie relacjonowali użycie fajerwerków, ogłuszające okrzyki i oklaski, zabawy i tańce uliczne, puszczanie głośnej muzyki oraz trąbienie klaksonami. Te spontaniczne demonstracje radości szybko przerodziły się w antyreżimowe protesty, zaś niecenzuralnym określeniom pod adresem zmarłego ajatollaha Chomeiniego zaczęły towarzyszyć znane z niedawnych protestów hasła „śmierć Republice Islamskiej” oraz „niech żyje Szach”.

W kilku dzielnicach Teheranu, Meszhedu i Karadżu manifestacje spotkały się z reakcją (czytaj: agresją) sił bezpieczeństwa. Według nagrań i świadków, siły bezpieczeństwa oraz IRGC ponownie otworzyły ogień do manifestantów, powodując liczne ofiary śmiertelne oraz dalszy wzrost wybuchowych nastrojów. Śmierć Chameneiego miała zarazem wywołać zamęt i niepewność w szeregach organów bezpieczeństwa. Już wcześniej, gdy Iran przeżywał największe protesty w styczniu br., liczne były przypadki przechodzenia funkcjonariuszy niektórych formacji (zwłaszcza Arteshu, tj. regularnej armii, i policji, w znacznie mniejszym stopniu Pasdaranu czy milicji Basidż) na stronę protestujących. Teraz może się to tylko nasilić.

Finezyjne plany, zakłócone przez bomby

Równocześnie bowiem w szybkim tempie rozwija się kryzys w łonie samego reżimu. Konstytucja Islamskiej Republiki Iranu przewiduje wybór nowego najwyższego przywódcy przez Zgromadzenie Ekspertów. Wiadomo jednak, że członkowie tego ciała to zasadniczo figuranci, zaś oczekiwany następca Alego Chameneiego, jego syn Mojtaba, także zginął wraz z nim w nalocie. To rodzi próżnię władzy – i stanowi oczywiste zarzewie sporów w apogeum kryzysu. Wedle wydanych zaledwie kilka dni przed swoją śmiercią rozkazów na wypadek właśnie takiej ewentualności, faktyczne kierownictwo państwa powinien przejąć po Chameneim Ali Laridżani, sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa i bliski współpracownik.

Tyle, że nie wiadomo, co się z nim dzieje. Co jeszcze bardziej i wręcz skokowo komplikuje obraz sytuacji, nie wiadomo, co się dzieje także z prezydentem Masudem Pezeszkianem. Ten, uważany dość szeroko za w niewielkim stopniu odpowiedzialnego za styczniową masakrę i bodaj najbardziej popularną figurę reżimu (jeśli można w tym przypadku mówić o popularności, a nie braku niepopularności), mógłby wykorzystać sytuację i próbować przejąć faktyczną władzę, której dotąd irańscy prezydenci od czasów Rewolucji Islamskiej (i przegranej rywalizacji o władzę z Ruhollahem Chomeinim przez Abolhasana Bani Sadra, pierwszego prezydenta) nigdy nie mieli, pełniąc realnie funkcję pomocniczą wobec rahbara.

Pretorianie reżimu odsuną mułłów?

Tyle, że biuro Pezeszkiana też stało się celem nalotów. Co prawda przedstawiciele resortu spraw zagranicznych Iranu twierdzą, że Pezeszkian żyje i wykonuje swoje obowiązki, brak jednak jakiegokolwiek potwierdzenia tych słów. Co być może jeszcze istotniejsze, Pezeszkian, jako z zawodu lekarz, jest być może figurą odrobinę bardziej popularną, lecz pozbawioną wpływów zarówno w aparacie siłowym, zwłaszcza Pasdaranu, jak i establishmencie szyickiego duchowieństwa. To sprawia, że o swoją pozycję potencjalnie musiałby walczyć – i to w środku kryzysu militarnego, społecznego i konstytucyjnego, w którym znalazł się Iran. Jeśli, rzecz jasna, w ogóle jeszcze żyje i jest zdrowy.

Pewną sugestią dot. tego ostatniego może być fakt, że pierwszy wiceprezydent i kluczowa postać rządu Pezeszkiana, Mohammad Reza Aref, ogłosił, że w związku z „warunkami wojennymi” zamierza przejąć skonsolidowaną władzę państwową – czego naturalnie nie mógłby uczynić wprost, gdyby prezydent Pezeszkian żył i był sprawny. Jednocześnie Aref najprawdopodobniej nie będzie jedynym, który ma podobne zamiary. Dowództwo Pasdaranu, tj. Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (skądinąd samo zdziesiątkowane przez naloty) też sygnalizuje chęć przejęcia kontroli nad procesem sukcesji – potencjalnie obejmującą scenariusz ustanowienia kolegialnej władzy kierownictwa sił bezpieczeństwa.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz