Iran: płoną urzędy i meczety, Strażnicy Rewolucji strzelają, reżim zagrożony upadkiem przez… własny scam?

Iran: płoną urzędy i meczety, Strażnicy Rewolucji strzelają, reżim zagrożony upadkiem przez… własny scam?

W Iranie rozpoczęła się i trwa masakra, względem której obawy pojawiły się, gdy teokratyczny reżim tego kraju odciął prąd, wszelkie połączenia telefoniczne oraz internetowe ze światem. W związku z tym wszelkie doniesienia, których źródłem jest Iran, pochodzą z relacji Irańczyków łączących się z Siecią poprzez system Starlink. Tych zresztą samych w sobie nie brakuje – tak tych korzystnych z punktu widzenia protestujących i zwolenników wygnanego szacha, jak i stronników Republiki Islamskiej.

Zaczynając od tych drugich – reżim rozpoczął siłowe zduszanie ulicznych buntów. Jak wynika z docierających nagrań, wierne mu siły tworzone są przede wszystkim przez żołnierzy Pasdaranu (tj. Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – wszechwładnej struktury paramilitarnej, kontrolującej znaczną część życia w Iranie), milicjantów Basidż (tj. Związku Mobilizacji Uciśnionych – masowej ochotniczej formacji rezerwowej) oraz bojowników szkolonych przez Iran zagranicznych organizacji zbrojnych.

Nagrania i relacje wskazują, że siły rządowe nie kłopoczą się środkami w rodzaju gumowych kul czy gazu łzawiącego – powszechnie używana jest broń palna. Niekiedy w obydwu stronach, bowiem w wielu miejscach uczestnicy protestów uzbroili się, w niektórych przypadkach dysponowali też bronią czarnorynkową lub zostali zasileni przez elementy formacji państwowych, które zdezerterowały i przeszły na stronę protestujących (a są – niepotwierdzone rzecz jasna – doniesienia o takich przypadkach).

Utopić bunt (i Iran) w krwi opozycji

Mimo to, ogromna przewaga uzbrojenia jest po stronie władz. Ogromna, niesamowita przewaga liczebna natomiast – po stronie zbuntowanych Irańczyków. Doniesienia o liczbie ofiar śmiertelnych tak pośród protestujących, jak i funkcjonariuszy (a także przypadkowych cywilów – formacje reżimu mają strzelać do wszystkich w zasięgu wzroku) w logiczny sposób korespondują z tym założeniem. Wedle dostępnych relacji, liczone są obecnie w tysiącach – co oznacza, że niemal na pewno są one niedoszacowane.

W wyniku starć i protestów w ogniu stanęły liczne gmachy rządowe i urzędy. Co stanowi niewątpliwe novum w historii Republiki Islamskiej, zaczęto palić także meczety – co w rzeczywistości politycznej, w której Iran znajduje się od 1979 r., uważa się za symboliczną, niewybaczalną obelgę wobec ajatollahów. Zamknięte, i to nie tylko przez zamieszki, są także niemal wszystkie sklepy w kraju – dewaluacja riala (od której skądinąd protesty się zaczęły) zaczęła czynić codzienny handel nieopłacalnym dla sprzedawców.

Islamska Republika we własnych sidłach?

Co ciekawe, pomimo bezwzględności starć (tam, gdzie protestujący są w stanie stawić opór siłom reżimu) lub masakr (tam, gdzie nie są), ten ostatni znajduje się w coraz gorszym położeniu. Po prostu brakuje mu lojalnych żołnierzy. Elita rządząca ma najbardziej cenić w tej roli bojowników Hezbollahu oraz innych zagranicznych formacji, z Iraku, Syrii czy Afganistanu – rodowitym Persom, Kurdom czy Azerom (warto bowiem pamiętać, że Iran jest krajem bardzo multietnicznym) ufając znacząco mniej.

I nie bez powodu. Jak się bowiem miało okazać, zmobilizowane formacje Pasdaranu i (zwłaszcza) Basidż okazały się znacząco mnie liczne, niż władze zakładały. Jest to efektem korupcyjnych nieprawidłowości w szeregach tych służb, skutkujących dziesiątkami tysięcy fikcyjnych etatów, których pobory chowają do kieszeni skorumpowani funkcjonariusze. W efekcie tego pojawiają się wieści, że liczne miejscowości, zwłaszcza te mniejsze, zostały zupełnie przejęte przez tłumy protestujących.

Nie w wyniku walk, a dlatego, ze formacje reżimowe albo się rozeszły, albo też, przypuszczalnie, zostały ściągnięte do Teheranu i innych krytycznych dla zachowania władzy ośrodków kraju.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!