Gra o tron ajatollahów. Przecieki o próbie puczu, Chamenei wydał rozkazy na wypadek swojej śmierci

Gra o tron ajatollahów. Przecieki o próbie puczu, Chamenei wydał rozkazy na wypadek swojej śmierci

W pierwszych dniach stycznia, w sytuacji eskalującej rewolty społecznej i problemów ulicznych, Iran przeżył drugi, znacznie bardziej dyskretny, lecz nie mniej doniosły kryzys polityczny. W łonie establishmentu Islamskiej Republiki doszło bowiem do próby aksamitnego zamachu stanu, mającego na celu faktyczne odsunięcie najwyższego przywódcy (rahbara), ajatollaha Alego Chameneiego.

Według cytowanych źródeł „zbliżonych do reżimu” (czyli członków elity, którzy tzw. puścili farbę), inicjatorem manewru był były prezydent Hasan Rouhani, który zgromadził wokół siebie dawnych współpracowników, w tym b. szefa dyplomacji Mohammada Dżawada Zarifa, oraz niektórych duchownych szyickich z Qom (tj. świętego miasta będącego centrum życia szyickiej hierarchii) i oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Sepah-e Pasdaran). Akcja miała miejsce w nocy z 7 na 8 stycznia, tuż przed wzmożeniem represji wobec demonstrantów, które przyniosło dziesiątki tysięcy ofiar śmiertelnych.

Cel operacji był pragmatyczny – chodziło o uratowanie reżimu przed załamaniem w obliczu wewnętrznej i zewnętrznej presji, w sytuacji, gdy sam Chamenei uchodzi (ze względu na wiek i stan zdrowia) za coraz bardziej oderwanego od twardych realiów. Zamiary te jednak upadły, gdy przeciwstawił im się Ali Laridżani, mianowany w sierpniu 2025 r. sekretarzem Rady Najwyższego Bezpieczeństwa Narodowego. Jak wynika z doniesień, z planów tych z góry i celowo wyłączono także prezydenta Masuda Pzeszkiana, z uwagi na obawy przez jego lojalnością wobec Chameneiego oraz ryzyko dekonspiracji.

W konsekwencji Rouhani i Zarif mieli trafić pod nadzór i kilkudniowy areszt domowy, a kilku reformistów z ich kręgu zostało tymczasowo zatrzymanych. Po fiasku planów, kontrolę nad tłumieniem protestów przejęli twardogłowi z tzw. Sił Jerozolimy (Quds Force) Pasdaranu, jednej z najbardziej elitarnych struktur Korpusu, oraz z milicji Basidżów, co zaowocowało bezprecedensowym zwiększeniem skalą przemocy. według raportów, w ciągu 40 dni od stycznia zginęło co najmniej 20-30 tys. osób – zaś zdaniem niektórych przecieków, liczba ta może być nawet kilkukrotnie wyższa.

Komu pozostawić Iran?

Równolegle, w obliczu rosnącego ryzyka wojny z USA i Izraelem, przed którym stoi Iran – a także, jak można przypuszczać, pod wpływem doświadczeń wspomnianego puczu – w Teheranie wdrażane są plany mające na celu zachowanie ciągłości Republiki Islamskiej w sytuacji nagłego wyeliminowania czołowych jej postaci – wedle przewidywań, obejmujących samego najwyższego przywódcę. Chamenei miał wydać szczegółowe dyrektywy określające wielowarstwowe linie sukcesji na kluczowych stanowiskach wojskowych i rządowych, które osobiście obsadza.

Według relacji sześciu wysokich rangą urzędników irańskich oraz członków Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), mechanizm zakłada, że każdy z mianowanych przez niego wysokich urzędników wskazał do czterech potencjalnych następców. W razie zabójstwa Chameneiego, przerwania łączności lub jego śmierci w wyniku ataku (przede wszystkim przypisywanego Stanom Zjednoczonym lub Izraelowi), grono zaufanych współpracowników otrzymało upoważnienie do podejmowania decyzji zastrzeżonych dotąd dla niego samego lub innych ciał Republiki Islamskiej (jak Rada Strażników czy Rada Ekspertów)

W ramach przygotowań na amerykańskie uderzenie na Iran – znów, wedle przewidywań obejmujące próbę likwidacji jego samego – Chamenei delegował znaczną część uprawnień nadmienionemu już Laridżaniemu, obejmujących nadzór nad bezpieczeństwem, wojskiem i dyplomacją. To de facto marginalizuje Pezeszkiana, redukująca go do roli figuranta w strukturze władzy. Brak za to informacji, kto miałby zostać stałym następcą Chameneiego. Wiadomo, że do tej roli od lat przygotowywał on swego syna, Mojtabę.

Prawdopodobne jest jednak, że zakłada się, że również i Mojtaba może stać się, wedle założeń, celem zamachu lub bombardowania.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!