Donald Trump odtwarza „epokę Cezara”: historia zatacza koło. Przekroczy Rubikon?

Donald Trump odtwarza „epokę Cezara”: historia zatacza koło. Przekroczy Rubikon?

Dzisiejszy wyrok Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych wbił kij w szprychy zarówno w zagraniczną jak i krajową politykę Donalda Trumpa. Dla nas to nie niespodzianka i zapewne nie jest nią też dla Trumpa. Decyzja wprowadzi wiele chaosu i jeste dowodem na to, że w USA działają obecnie co najmniej dwie zwalczające się grupy wpływów. Jedna – powiązana z największymi darczyńcami Demokratów. Różnego rodzaju instytucjami, które czerpały zyski z przepisów jakie tworzyli i 'furtek’ jakie otwierali… Oraz druga.

To jej twarzą jest Donald Trump. To grupa relatywnie wciąż wąska, 'aspirująca’ do osiągnięcia podobnej strefy wpływów do swoich poprzedników, mająca pewne poparcie w służbach specjalnych i wojsku. Prawdopodobnie to grupa, która 'czuje się pominięta’ przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Niesprawiedliwie potraktowana, z wielu powodów sfrustrowana. Trump szuka poparcia dokładnie tam, gdzie znajdywał je Juliusz Cezar… Zbierając nienawiść elit i zaogniając konflikty. Wierzy, że stare zasady nie są do utrzymania.

Goldman Sachs błyskawicznie po publikacji wyroku stwierdził: „To nie będzie koniec ceł. Administracja niemal na pewno sięgnie po alternatywne ramy prawne. W efekcie prawdopodobnie zobaczymy nieco mniej taryf, ale za to wyraźnie większą niepewność w handlu oraz dodatkowe obawy o deficyt. Bilansowo jest to lekko wspierające dla rynku akcji i umiarkowanie negatywne dla obligacji, choć w dużej mierze oba te scenariusze są już uwzględnione w cenach.” Zatem nie zajmiemy się w tym artykule sprawą kruczków prawnych, jakie ma Trump … A na potędze historycznego cyklu.

Donald Trump to amerykański Juliusz Cezar?

Uważamy, że decyzja Sądu Najwyższego będzie symbolicznym 'Rubikonem’, w którym Trump złamie porządek publiczno-prawny USA. Przez wiele miesięcy jego administracja zapewne przygotowywałą scenariusz na wypadek niekorzystnej decyzji Sądu. Trump nie zastosuje się do niej i będzie realizował swoją politykę jeszcze bardziej konsekwentnie, budząc obawy o rodzący się w USA „autorytaryzm”. Jego nienawiść do przeciwników politycznych mogła ostatnio tylko rosnąć.

Historia rzadko się powtarza, ale często wraca w podobnych kształtach. W momentach przesilenia pojawiają się postacie, które nie tworzą jeszcze nowego porządku… Ale są pewnego rodzaju „duchem epoki”. Jeśli Stany Zjednoczone mają być potężne – być może muszą być bardziej agresywne i centralnie zarządzane. Juliusz Cezar był taką figurą u schyłku Republiki Rzymskiej. Donald Trump w wielu aspektach pełni dziś podobną rolę wobec liberalnego ładu, jaki zastał.

Cezar nie zniszczył republiki, ale obnażył jej słabość. Instytucje już wcześniej były sparaliżowane, a realna władza dawno uciekła z senatu. Trump działa w analogicznym krajobrazie. Głęboko spolaryzowanej polityki, proceduralnego zastoju, narastającej przepaści między elitami a dużą częścią społeczeństwa. Nie stworzył tego kryzysu, nadał mu twarz i nazywa go po imieniu. Oczywiście to porównanie bardzo wąskie, ale na potrzeby osadzenia go w cyklu nie będziemy tu wybiegać w kwestię majątku rodziny Trump czy akt Epsteuna.

Obaj oparli swoją siłę na bardziej bezpośredniej relacji z ludem, omijając instytucje i pośredników… Oczywiście nie do przesady, ponieważ Trump nie śpi razem z amerykańskimi żołnierzami w namiotach (Cezar przebywał z legionistami). Cezar nie był jednak ostatecznym Augustem, który tchnął nowe życie Rzymu i inaugurował cesarstwo. Był figurą przejściową, katalizatorem i burzycielem porządku. Trump również nim jest. Kończy erę iluzji i pokazuje, że stary system wciąż może działać,.. Nawet jeśli sam nie jest jeszcze dziś dość potężny, by go wskrzesić… Bywa niezdarny. Co ważne – syn Cezara położył kres epoce Republiki i zapowiadał centralizację władzy na kilka stuleci. Czy to jakiś wyznacznik na przyszłość?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!