Cyfrowy gułag od momentu narodzin: wirtualne akty urodzenia połączone z cyfrowym ID
Władze stanu Wiktoria rozpoczęły pilotaż cyfrowych aktów urodzenia, umożliwiający rodzicom przechowywanie i wykorzystywanie elektronicznej wersji dokumentu dziecka poprzez aplikację Service Victoria. Program, realizowany w trzech radach lokalnych (tj. radach miast Wyndham i Casey oraz radzie hrabstwa Mitchell), dotyczy dzieci urodzonych po 19 lutego 2019 roku i w teorii ma ułatwić zapis do przedszkoli, eliminując konieczność posługiwania się papierowymi certyfikatami. Jak to zwykle bywa, za szyldem „ułatwienia” kryje się rozwiązanie, które radykalnie zwiększa kontrolę państwa nad życiem mieszkańców.
Aby uzyskać cyfrowy akt urodzenia, rodzice muszą posiadać papierowy oryginał, dodatkowe dokumenty tożsamości oraz zweryfikowaną tożsamość cyfrową w systemie Service Victoria. Po weryfikacji dane dzieci pojawiają się w portfelu aplikacji jako trwały, cyfrowy nośnik tożsamości. Zmianę tę wprowadzono tuż po przyjęciu federalnej ustawy o cyfrowej tożsamości, co pozwala na integrację stanowych stanowych dowodów tożsamości z narodowym „systemem akredytacji i zaufania” – który budzi ogromne obawy obrońców wolności słowa czy prywatności i jest według nich krokiem w kierunku budowy totalnej, cyfrowej kontroli społeczeństwa. Kolejnym już, zresztą.
Najnowsza inicjatywa jak zwykle jest przedstawiana jako dobrowolna i skoncentrowana na wygodzie – rodzice sami decydują o skorzystaniu z opcji elektronicznej przy zapisie do placówki. Jednak mechanizm ten od momentu narodzin dziecka tworzy trwałe powiązanie jego danych z infrastrukturą cyfrowej tożsamości, której zakres zastosowań może ulegać stopniowemu rozszerzaniu. Dokumentacja rządowa nie precyzuje szczegółowo zasad przechowywania, retencji i dostępu do danych weryfikacyjnych zebranych podczas procesu, ani procedur odwołania w przypadku konfliktów – co oznacza, że urzędnicza władza jest tu niczym nieograniczona.
Dzieci na cyfrowej smyczy, zanim zdążą się sprzeciwić?
Australia konsekwentnie rozwija systemy wymagające powiązania aktywności online z realną tożsamością – od grudnia 2025 roku obowiązuje tam zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 16 lat, wymuszający weryfikację wieku wszystkich użytkowników za pomocą rządowych dokumentów lub biometrii. Tego typu retorsje, w oficjalnej narracji uzasadniane rzekomą „troską o dzieci”, w sensie technicznym są narzędziem do wymuszenia eliminacji anonimowości w sieci i stałego monitorowania oraz cenzurowania zachowań cyfrowych obywateli.
Pilotaż w Wiktorii w ponury sposób wpisuje się w ten proces, rozpoczynając budowanie cyfrowego śladu tożsamości już w chwili narodzin – zanim dana osoba jest w stanie wyrazić jakąkolwiek wolę w tej sprawie. Brak jasnych gwarancji, że zgromadzone dane dzieci nie posłużą w przyszłości do celów wykraczających poza pierwotnie deklarowany zakres (np. zapis do przedszkola), w zasadzie gwarantuje, że i owszem, zostaną one do tych celów wykorzystane, i rodzi oczywiste pytania o rzeczywisty priorytet władz: czy jest nim komfort administracyjny, czy raczej stworzenie wszechobecnej infrastruktury kontroli? Dotychczasowe doświadczenia niestety sugerują, że odpowiedź na to pytanie jest równie oczywista.
Naturalnie, cały system jest dobrowolny, przynajmniej na razie. Wiele jednak podobnych rozwiązań, które agresywnie podmywały prawa jednostki na rzecz niekontrolowanej samowładzy państwa, na początku wprowadzano jako dobrowolne – głównie po to, by uniknąć ogniskowania społecznego oporu – tylko po to, by w kolejnym kroku wprowadzić już jawny przymus, gdy tylko zyskiwały one jakie takie rozpowszechnienie. Obserwacje działań władz Australii, jak i stanu Wiktoria wskazują zaś na systematyczne przesuwanie granicy między dobrowolnością a nieformalnym przymusem uczestnictwa w cyfrowym systemie tożsamości – granicy, którą obywatele pokonują już w pierwszych dniach życia.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.