Chiński generał sprzedał USA tajemnice wojskowe? Skandal w Pekinie’
W dniu 24 stycznia 2026 roku chińskie Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło wszczęcie dochodzenia przeciwko generałowi Zhangowi Youxia, członkowi najwyższego kierownictwa chińskiej armii, za „poważne naruszenia dyscypliny i prawa” – co w języku chińskiej propagandy najczęściej oznacza korupcję. Choć – w tym przypadku akurat wcale nie musi. Sprawa jest bowiem dziwna i zdążyła już zafrapować wielu obserwatorów. Zarówno pod względem tego, dlaczego w ogóle do niej doszło – poza naturalnie tym, że stoi za nią Xi Jinping – jak i pytań o to, jakie mogą być możliwe konsekwencje.
Zhang, 75-letni wojskowy, jeden z nielicznych oficerów Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (PLA) z faktycznym doświadczeniem bojowym, jako wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej (CMC) – medialnie niezbyt eksponowanego, ale wyjątkowo krytycznego organu w strukturze władzy komunistycznego państwa – był u szczytu kariery. Stanowił bowiem drugą po Xi Jinpingu osobę w hierarchii wojskowej, pełniąc rolę kluczowego dowódcy w strukturze dowodzenia siłami zbrojnymi Chińskiej Republiki Ludowej.
Oczywiście, jak to bywa w podobnych systemach, do tak wielkiej władzy doszedł nie dzięki swojemu doświadczeniu czy kompetencjom (a przynajmniej nie wyłącznie dzięki nim). Stanowisko zawdzięczał w dużej mierze swej wieloletniej lojalności wobec Xi, wzmacnianej historycznymi relacjami rodzinnymi – ojcowie obu panów (no, może bardziej towarzyszy) walczyli wspólnie w armii Mao Zedonga podczas rewolucji komunistycznej. A jednak Xi bezceremonialnie odsunął Zhanga – nie sposób przecież wątpić, jaki finalnie będzie z góry wiadomy wynik „dochodzenia”.
Nie sposób także podejrzewać, ze Ministerstwo Obrony podjęłoby tak ostry krok, i to przeciw członkowi gremium w teorii to Ministerstwo nadzorującego, bez wyraźnej woli Towarzysza Przewodniczącego. Tyle że… dlaczego? Dlaczego Xi miałby pozbywać się swych najbliższych sojuszników w armii? Zhang nie jest bowiem jedyny. Upadek tego bliskiego sojusznika chińskiego autokraty stanowi kulminację serii czystek, które od 2023 roku systematycznie eliminują najwyższych chińskich dygnitarzy wojskowych. Którzy to zaliczali się przecież do grona lojalnych stronników Xi – inaczej przecież nie objęliby swoich funkcji.
Stalin inspiracją dla przewodniczącego Xi?
Czystki te rozpoczęły się od usunięcia byłych ministrów obrony. W czerwcu 2023 roku partia (czyli Xi) wydaliła ze swych szeregów Wei Fenghe, ministra obrony w latach 2018–2023 i byłego dowódcę Sił Rakietowych Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, oraz jego następcę Li Shangfu, oskarżając ich o korupcję związaną z zakupami sprzętu wojskowego. Te działania skupiły się początkowo na Siłach Rakietowych, gdzie korupcja doprowadziła do degeneracji jakości sprzętu, w tym sytuacji takich jak pociski balistyczne z wodą zamiast paliwa i nieszczelne silosy rakietowe, co podważyło potencjał strategiczny Chin.
Zdaniem wielu obserwatorów to mógł być jednak tylko pretekst. Do października 2025 roku czystki objęły dziewięciu generałów, w tym He Weidonga (byłego wiceprzewodniczącego CMC i członka wszechwładnego Biura Politycznego), Miao Hua, He Hongjuna i Wang Xiubina, usuniętych za naruszenia dyscypliny partyjnej i przestępstwa służbowe. W listopadzie 2025 roku odsunięto 20 wysokich urzędników, których rodziny przebywały za granicą, uznając ich za podatnych na sankcje zewnętrzne i presję obcych mocarstw. W praktyce cały skład arcyważnej CMC został wymieniony.
Do stycznia 2026 roku wszyscy – poza Zhang Shengminem, odpowiedzialnym za „nadzór dyscyplinarny” w armii (czyli, eufemistycznie mówiąc, właśnie czystki) – zostali z niej usunięci, w tym generał Liu Zhenli, szef Sztabu Generalnego. Pozostaje jedynie Xi jako przewodniczący i Shengmin, który nie jest dowódcą liniowym. Oznacza to praktyczną dezintegrację najwyższego dowództwa wojskowego – i nasuwa natrętne skojarzenia z podobnymi działaniami Józefa Stalina w stosunku do kadry dowódczej Armii Czerwonej w II połowie lat 30′.
Kłębowisko węży, tych czerwonych
Dlaczego Xi uparcie dąży do rozgromienia dowództwa Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, które sam dobrał? Teorii jest kilka. Ta najbardziej przyziemna zakłada, że dowództwo to faktycznie było „umoczone” w powszechne przecież w Chinach praktyki korupcyjne. To z kolei miało prowadzić do systemowych słabości wewnątrz sił zbrojnych, zagrażać ambicjom modernizacyjnym w sferze wojskowej, takim jak przygotowania do potencjalnej wojny z Tajwanem czy nawet USA, i w efekcie stanowić obciążenie dla Xi – który w efekcie bezceremonialnie pozbył się swoich lojalnych zauszników, gdy tylko zaczęli mu ciążyć.
To wytłumaczenie dość dobrze pasuje do zwyczajów w elicie Chińskiej Partii Komunistycznej, jednak ma kilka zasadniczych słabości. Po pierwsze, skoro chińskiemu władcy zależy na sprawności w armii, to dekapitacja tejże armii raczej temu nie przysłuży. Co więcej, strąceni w niebyt generałowie mają przecież całe szeregi swoich stronników – oficerów, którzy pod ich okiem awansowali i realizowali swoje kariery w armii. Teraz oni wszyscy też poczują się zagrożeni – co może prowadzić nie tylko do strukturalnego zamętu w PLA, ale też intryg w armii przeciw samemu Xi w celu ratowania swojej pozycji.
Inna teoria (czy bardziej plotki) sugerują, że w chińskich siłach zbrojnych doszło do skandalu szpiegowskiego, który wstrząsnął całą ich strukturą. Doniesienia te, pojawiające się już pod koniec 025 roku, miały wskazywać, że niektórych z najwyższych chińskich dowódców – być może nawet samego Zhanga – oskarżano o przecieki ultra-tajnych informacji, przekazywanych amerykańskim służbom wywiadowczym. Pekin naturalnie nawet słowem nie odnosi się do tego typu podejrzeń – co bynajmniej nie sprawia, że są one mniej prawdopodobne.
Wreszcie, są także domysły, że zbrodnią Zhanga było jeszcze coś innego – ambicje. A konkretnie to, że tworzył on jakoby własną frakcję i sieć wpływów, nie tylko w dowództwie armii, ale także w aparacie partii komunistycznej. A to długofalowo mogłoby stanowić bezpośrednie zagrożenie dla Xi i jego władzy. Rzecz jasna, autorzy rządowej i partyjnej narracji medialnej prędzej by pękli niż publicznie przyznali coś takiego. Zamiast tego w komunikatach z Pekinu mowa jest – jak zwykle – o „korupcji”, „utracie czujności politycznej” i „zdradzie ideałów rewolucyjnych”. Tak tak, z pewnością.
