Amerykańskie myśliwce zmierzają w kierunku Iranu. Wybuchnie wojna?

Amerykańskie myśliwce zmierzają w kierunku Iranu. Wybuchnie wojna?

Z pojawiających się sygnałów wynika, że Stany Zjednoczone nasilają obecność wojskową na Bliskim Wschodzie w obliczu rosnącego napięcia z Iranem, raptownie dyslokując w ten region siły uderzeniowe. Iran, którego teokratyczny reżim skrajnie brutalnymi metodami tłumi falę ogromnych protestów i społecznego niezadowolenia, w ostatnich tygodniach był adresatem gróźb Donalda Trumpa. Wielu obserwatorów, a zwłaszcza samych Irańczyków, stwierdziło z rozczarowaniem, że na groźbach się skończyło. Czyżby jednak nie?

Grupa uderzeniowa skoncentrowana wokół lotniskowca USS Abraham Lincoln, wyposażona w ponad 70 myśliwców F/A-18 C/D Super Hornet, miała przepłynąć cieśninę Malakka i zmierzać w kierunku Zatoki Perskiej. Jednostka ta, wspierana przez eskortę w postaci krążownika, niszczycieli rakietowych oraz okrętów wsparcia, stanowi kluczowy element potencjalnych operacji powietrznych. Pojawiają się sprzeczne informacje dot. tego, czy eskadra tego lotniskowca faktycznie pojawiła się w Zatoce Omańskiej

Jednocześnie do baz w Syrii, Katarze i Arabii Saudyjskie przerzucono eskadry myśliwców F-15E Strike Eagle, F-16, F-22 Raptor i F-35 Lightning II, stacjonujące w bazach w Syrii, Katarze i Arabii Saudyjskiej. Wzmocniono także flotę tankowców powietrznych KC-135 Stratotanker i KC-46 Pegasus, co umożliwia przedłużone misje bojowe na odległościach przekraczających 2000 kilometrów. Te ruchy interpretowane są albo jako demonstracja siły, albo, potencjalnie, faktycznie kroki wstępne w kierunku możliwego uderzenia na Iran.

Zmiany zaobserwować miano także w Izraelu, m.in. w postaci nasilonej aktywności radarów obrony przeciwlotniczej. To samo dotyczyć ma Omanu. Międzynarodowe linie lotnicze, w tym Air France, British Airways, Lufthansa i KLM, anulowały loty do Izraela, Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, powołując się na „sytuację bezpieczeństwa”. Dane z Flightradar24 wskazują na ograniczenie ruchu cywilnego nad Bliskim Wschodem. Nad Morzem Śródziemnym pojawiły się za to samoloty AWACS należące do NATO.

Iran w ogniu i krwi

Tymczasem Iran także przygotowuje się do potencjalnego uderzenia. Otrzymuje wsparcie z Chin – w ciągu ostatnich dni do kraju dotarło ponad 20 samolotów transportowych z nieznanym ładunkiem, prawdopodobnie systemami obrony powietrznej, pociskami i sprzętem do walki elektronicznej. Te dostawy mogą wzmocnić irańską obronę przeciwlotniczą, komplikując ewentualne ataki powietrzne – choć oczywiście pytanie o to, czy będzie ona w stanie wytrzymać ewentualne amerykańskie działania SEAD (Suppression of Enemy Air Defenses) pozostaje otwarte.

Największym problemem dla władz w Teheranie są wciąż trwające protesty, najsilniejsze w historii Republiki Islamskiej, które bodaj pierwszy raz od 1979 r. faktycznie wydawały się być zdolne doprowadzić do upadku reżimu. Ten odpowiedział najpierw totalnym blackoutem komunikacyjnym, nieliczne luki w którym zapewniają jedynie połączenia poprzez Starlink, a następnie – jak wskazują przecieki od Irańczyków – gigantyczną w skali masakrą.

Żołnierze Pasdaranu, Basidżowie, a także bojownicy proirańskcih milicji z Iraku i Afganistanu, których Iran miał sprowadzić do kraju (jako lojalniejszych wobec władzy ajatollahów niż wielu rodzimych policjantów czy żołnierzy regularnej armii) mają bez ograniczeń używać wobec protestujących broni, także tej zespołowej. Służby bezpieczeństwa miały zaś aresztować tysiące osób, z których po przypominających farsę, natychmiastowych procesach setki skazano na śmierć.

Donalda Trumpa teatr pozorów

Skądinąd wstrzymanie ich egzekucji było warunkiem, który Trump postawił władzom w Teheranie – i których nieprzeprowadzenie wskazał jako powód, dlaczego uderzenie na Iran w zeszłym tygodniu nie nastąpiło. Wzbudziło to monstrualne poczucie zawodu pośród wielu Irańczyków, którzy wskazują, że egzekucje i tak mają miejsce, tyle że po cichu, W sumie ocenia się, że od początku roku w Iranie zginęło co najmniej 12 tys. ludzi, ale liczby te są dalece niekompletne i w rzeczywistości mogą sięgać nawet dziesiątek tysięcy – tyle, że nie sposób tego zweryfikować bez szeroko działającej łączności.

Sam Donald Trump znów zmienia zaś retorykę – początkowo wspierał protesty, później wycofał się z udzielenia wsparcia, a w ciągu ostatnich dni znów opublikował szereg gróźb, na które Iran (czy też jego władze tradycyjnie odpowiedziały własnymi. Generalnie wiadomo, ze chaos informacyjny jest jedną z chętnie stosowanych przez prezydenta USA metod prowadzenia polityki. Doszukanie się jednak sensu w jego ostatnich pociągnięciach jest jednak po prostu zadaniem trudnym.

Jednym z możliwych wyjaśnień, dlaczego nie doszło do uderzeń lotniczych na Iran tydzień-dwa temu, w ramach wsparcia dla protestujących (co wówczas miałoby wszelkie szanse doprowadzić do upadku reżimu) – i to przecież niedługo po spektakularnej akcji w Wenezueli, w której siły USA zademonstrowały swoje możliwości bojowe w tym zakresie – jest po prostu kwestia praktyczna. Akcja w Wenezueli miała być przygotowywana od miesięcy. Podobnie długich przygotowań wymaga większość współczesnych skomplikowanych operacji militarnych.

Być może zatem brak kinetycznego wsparcia, który tak boleśnie rozczarował zbuntowanych Irańczyków, był po prostu kwestią tego, że Amerykanie nie byli gotowi. Pytaniem kluczowym pozostaje, czy teraz w szybkim tempie się do podobnego kroku przygotowują, czy to kolejne akcenty informacyjnej i psychologicznej gry Trumpa. Zwłaszcza, że nie brak też sygnałów świadczących o tym, że natychmiastowych ataków lotniczych może jednak nie być.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!