Złoto spada, gdy świat płonie. Ekspert Bloomberga: to początek większej zmiany
Złoto spada w momencie, w którym teoretycznie powinno rosnąć. Rynki szaleją po kolejnych napięciach na linii USA-Iran. Inwestorzy zamiast uciekać w klasyczne „bezpieczne przystanie”, z jakiegoś powodu zaczynają się z nich wycofywać. Dla Mike’a McGlone’a z Bloomberga to nie przypadek, a raczej sygnał, że rynek może wchodzić w zupełnie nową fazę.
„Zaszedł za daleko”? McGlone studzi nastroje
McGlone zwraca uwagę, że zarówno złoto, jak i srebro mogły wcześniej osiągnąć poziomy, które nie znajdują już uzasadnienia w obecnych warunkach rynkowych. Jego zdaniem obserwujemy początek procesu normalizacji. Okresu, w którym wcześniejsze wzrosty są korygowane, a zmienność zaczyna rosnąć.
To ważna zmiana perspektywy. Zamiast traktować ostatnie spadki jako chwilowe odchylenie, McGlone sugeruje, że mogą one być częścią szerszego trendu. Sytuacja na rynku złota jest dla wielu inwestorów zaskoczeniem. Tradycyjnie w momentach geopolitycznego napięcia metal szlachetny zyskiwał.
Dziś jednak presja ze strony mocnego dolara, rosnących cen energii i oczekiwań dotyczących wysokich stóp procentowych skutecznie ogranicza jego potencjał. W efekcie pojawia się pytanie, które coraz częściej wybrzmiewa w analizach. Czy klasyczne mechanizmy rynkowe nadal działają tak, jak przez ostatnie dekady?
Kryptowaluty też pod lupą
McGlone nie ogranicza swojej oceny wyłącznie do metali szlachetnych. W jego ocenie rynek kryptowalut również może znajdować się po drugiej stronie spekulacyjnej bańki. To oznacza, że potencjalny okres spadków lub stagnacji może potrwać znacznie dłużej, niż oczekują inwestorzy przyzwyczajeni do dynamicznych wzrostów.
Jednocześnie inni uczestnicy rynku zwracają uwagę na inne cechy Bitcoina, takie jak jego mobilność i łatwość transferu, które w warunkach kryzysowych mogą stanowić przewagę nad tradycyjnymi aktywami.
Sprawdź nasze artykuły w Bithub Plus:
Glassnode: Bitcoin powtórzy hossę rynku srebra? Analiza danych on-chain
Złoto, quo vadis? Kluczowe pytanie rynku
Jest jednak jeszcze jeden element, który pomaga zrozumieć obecną sytuację i który dobrze uzupełnia tezy McGlone’a. Złoto nie jest dziś wyprzedawane dlatego, że nagle przestało być „bezpieczną przystanią”. Wręcz przeciwnie. Jest sprzedawane, bo… jest jednym z niewielu aktywów, na których inwestorzy wciąż mają zysk.
W warunkach gwałtownego szoku makroekonomicznego – rosnących rentowności obligacji, drożejącej energii i napięć geopolitycznych – rynek zaczyna desperacko szukać płynności. A to oznacza jedno: wyprzedaż tego, co jeszcze da się sprzedać z zyskiem. Taką interpretację przedstawia Ole Hansen, Head of Commodity Strategy w Saxo Bank.

Dodatkowo przez ostatnie miesiące zarówno złoto, jak i srebro stały się tzw. „crowded trade”. Pozycją, w której było zbyt wielu graczy ustawionych w tym samym kierunku. W momencie odwrócenia trendu taka struktura działa jak domino. Srebro oberwało jeszcze mocniej. Jako aktywo bardziej wrażliwe na koniunkturę gospodarczą i koszty finansowania, reaguje gwałtowniej w środowisku rosnących stóp i obaw o wzrost.
Jednocześnie – co istotne – długoterminowe fundamenty nie znikają. Rosnące zadłużenie państw, ryzyko stagflacji czy proces de-dolaryzacji nadal mogą w przyszłości wspierać ceny metali szlachetnych, gdy obecna fala wymuszonej sprzedaży wygaśnie.
