Złoto i srebro zostanie przyćmione? Miedź może być bardzo niedowartościowana. „Deficyt będzie trwały i coraz bardziej bolesny”

Złoto i srebro zostanie przyćmione? Miedź może być bardzo niedowartościowana. „Deficyt będzie trwały i coraz bardziej bolesny”

W raporcie analityków z The Kobeissi Letter przewinęła się prognoza, że do 2040 r. świat może mierzyć się już nie tylko z deficytem srebra (którego cena aktualnie pędzi jak szalona), ale jednocześnie z deficytem miedzi wynoszącym ok. 10 mln ton rocznie. W tym samym horyzoncie czasowym popyt miałby wzrosnąć z ok. 28 mln ton (punkt odniesienia: 2025 r.) do ok. 42 mln ton rocznie. Taka skala oznaczałaby, że niedobór mógłby odpowiadać mniej więcej jednej trzeciej dzisiejszego globalnego popytu – a więc nie byłby to „problem marginalny”, tylko czynnik potencjalnie wpływający na koszty w wielu sektorach gospodarki. Czy w związku z powyższym cena miedzi już wkrótce zacznie ostro przeć na północ?

Miedź jako nowe złoto

Kluczowy jest fakt, że miedź jest trudna do zastąpienia w zastosowaniach, w których liczy się przewodnictwo i niezawodność: od kabli i transformatorów po silniki elektryczne i instalacje w budynkach. W praktyce oznacza to, że wzrost cen miedzi uwzględnia się w kosztach budowy sieci, modernizacji energetyki i produkcji elektroniki. Jeśli popyt rzeczywiście ma rosnąć w tempie sugerowanym przez autorów Kobeisi Letter, to presja cenowa może mieć charakter długotrwały i strukturalny.

Nowym zresztą elementem, który w ostatnim czasie mocniej wybrzmiewa w ekspertyzach, jest branża sztucznej inteligencji (AI) i infrastruktury cyfrowej. Chodzi nie tylko o same centra danych, ale też o rozbudowę sieci energetycznych, które muszą je zasilać, oraz o komponenty elektroniczne. W konsekwencji popyt „tradycyjny” (budownictwo, przemysł) nakłada się na popyt „nowej gospodarki” (AI, data centers, modernizacja sieci). W takiej układance nawet niewielkie problemy po stronie podażowej potrafią wywoływać duże skutki cenowe.

Cena miedzi może eksplodować nawet wcześniej

Analitycy z firmy Bernstein uważają zresztą że strukturalny deficyt wystąpi już wcześniej: ich zdaniem proces miałby na dobre rozpocząć się już około 2027 r. i narastać aż do 2050 r. W tym ujęciu istotą problemu jest nie tyle jednorazowy „szok”, a długi okres, w którym nowe moce wydobywcze nie nadążają za zapotrzebowaniem, a projekty górnicze są ograniczane przez spadającą jakość złóż, koszty i długi proces pozwoleń.

I to właśnie czas jest w tej całej historii najcenniejszą walutą. Kopalni nie da się bowiem uruchomić „z dnia na dzień”. Nawet jeśli ceny rosną i branża dostaje impuls do inwestycji, cykl projektowy – od odkrycia, przez studia wykonalności, finansowanie, pozwolenia, aż po budowę – jest wieloletni. Branże korzystające z miedzi postulują więc zwiększenie dostępności metalu nie tylko przez nowe kopalnie, ale i przez zwiększenie odzysku z istniejących zasobów czy oszczędności wynikające z inwestycji w hutnictwo i lepsze technologie.

Z punktu widzenia inwestora – zwłaszcza europejskiego – problem podaży miedzi ma jeszcze jedną warstwę: bezpieczeństwo dostaw. Jeśli popyt rośnie, a globalny łańcuch dostaw jest wrażliwy na zakłócenia (geopolityka, wojna, napięcia handlowe), wówczas niedobór surowca staje się jeszcze bardziej problematyczny.

Biorąc pod uwagę wszystkie uwagi powyżej nie jest wykluczone, że w przeciągu kilku lat zobaczymy cenę za tonę miedzi jaką jeszcze trudno było było sobie wyobrazić ledwie rok wcześniej.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!