Złoto i srebro po gwałtownych ruchach: rynek wchodzi w tryb wysokiej zmienności, a Fed znów ustawia tempo

Złoto i srebro po gwałtownych ruchach: rynek wchodzi w tryb wysokiej zmienności, a Fed znów ustawia tempo

Po rekordach przyszło schłodzenie, ale popyt nadal wraca na spadkach

Po mocnym styczniu i dojściu złota do głośnych, okrągłych poziomów rynek zrobił to, co zwykle robi po silnym rajdzie: zaczął oddychać. Najpierw przyszła realizacja zysków i szybkie cofnięcie, potem równie szybkie odbicie, bo część kupujących potraktowała spadek jak okazję, a nie sygnał ucieczki. Taki układ jest dziś powtarzalny i dobrze opisuje obecny klimat. Zamiast spokojnego trendu mamy serię krótkich, ostrych ruchów, gdzie jedna sesja potrafi wyglądać jak zmiana narracji, a następna ją odkręca. W tym reżimie bardziej niż pojedyncze świece liczy się to, czy rynek konsekwentnie znajduje popyt po spadkach.

Dolar i rentowności są dalej głównym „przełącznikiem” dla metali

Najbardziej przyziemne wytłumaczenie ostatnich zwrotów jest proste: rynek wrócił do klasycznej zależności od dolara i rentowności obligacji. Kiedy dolar się umacnia, a rentowności rosną, złoto i srebro często dostają zadyszkę, bo kapitał krótkoterminowy przerzuca się tam, gdzie „pieniądz pracuje” szybciej. Gdy dolar odpuszcza, a rentowności przestają piąć się w górę, metale zyskują przestrzeń do odbicia, bo znika część presji kosztu alternatywnego.

Do tego dochodzi czynnik, który regularnie podbija nerwowość: rynek żyje oczekiwaniami wobec Fed i każdą nową porcję sygnałów czyta pod kątem tego, czy stopy będą trzymane dłużej, czy pojawia się więcej miejsca na łagodniejsze podejście. W najbliższych dniach takim impulsem jest publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia Fed, który bywa paliwem dla ruchu na dolarze i rentownościach, a przez to potrafi „przełączyć” metale z trybu realizacji zysków w tryb odkupowania dołka albo odwrotnie. Stąd często wygląda to tak, że jednego dnia dominuje chłodzenie i redukcja ryzyka, a następnego wraca polowanie na okazje.

Okrągłe poziomy na złocie przyciągają emocje i zlecenia, więc rynek łatwo wpada w szarpaninę

Przy takich kluczowych poziomach cenowych rynek zwykle robi się bardziej nerwowy, bo nakłada się kilka czynników. Część graczy realizuje zyski, bo po mocnym ruchu w górę to naturalne. Równolegle aktywują się zlecenia techniczne i automatyczne mechanizmy ograniczania ekspozycji, które potrafią chwilowo przyspieszyć spadek, gdy cena tylko na moment naruszy wsparcia. A kiedy cofnięcie robi się wystarczająco szybkie, wchodzi popyt, który czekał na lepszą cenę. Efekt to huśtawka: test, zejście, odbicie, ponowny test. To nie musi oznaczać zmiany trendu, raczej proces „układania się” rynku w nowym przedziale cenowym.

Zmienność nie bierze się znikąd: płynność, pozycjonowanie i dźwignia robią swoje

W ostatnich tygodniach metale są jednocześnie wspierane przez szersze tło niepewności i jednocześnie podatne na krótkoterminowe „czyszczenie” pozycji. Gdy rynek jest mocno ustawiony w jedną stronę, wystarczy impuls na dolarze albo rentownościach, żeby zaczęły działać mechaniczne reakcje: domykanie lewarowanych pozycji, redukcja ryzyka, przesuwanie kapitału między klasami aktywów. Potem, kiedy ta fala przejdzie, wraca popyt, bo wielu uczestników nie zmieniło zdania co do sensu trzymania metali w średnim terminie. To właśnie tłumaczy, czemu spadki bywają gwałtowne, ale równie często kończą się szybkim odbiciem.

Srebro jest bardziej nerwowe niż złoto, bo mocniej wzmacnia nastroje

Srebro w takich warunkach zachowuje się jak wzmacniacz. Kiedy rynki są w trybie „ryzyko wraca”, srebro potrafi rosnąć szybciej niż złoto, bo przyciąga kapitał szukający większego ruchu. Kiedy przychodzi moment schłodzenia, srebro częściej oddaje mocniej, bo jest bardziej wrażliwe na dźwignię i krótkoterminowe przepływy. W tle cały czas przewija się też temat rynku fizycznego i tego, jak wygląda realna dostępność metalu versus wycena na rynku papierowym. To nie jest coś, co rozstrzyga jedną sesją, ale dodaje do srebra kolejną warstwę napięcia i sprawia, że reakcje bywają ostrzejsze.

Co obserwować na wykresach, żeby oddzielić korektę od zmiany charakteru rynku

W praktyce najważniejsze jest to, czy po nerwowych ruchach rynek wraca do uporządkowanej struktury. W złocie kluczowe jest, czy po cofnięciu pojawiają się kolejne wyższe dołki, bo to najprostszy sygnał, że popyt nie tylko „gasi pożary”, ale zaczyna znów kontrolować rytm. W srebrze podobnie: liczy się, czy po mocnych zjazdach rynek potrafi odzyskać utracone poziomy i utrzymać je dłużej niż jedną sesję. Pojedynczy dzień może być przypadkiem, ale kilka dni utrzymania odbicia pokazuje, czy to było tylko rozładowanie dźwigni, czy coś bardziej trwałego.

Najbliższe sesje mogą ustawić ton na kolejne tygodnie

W krótkim terminie znów decydują dolar i rentowności, bo to one najszybciej przenoszą się na metale. Dodatkowo publikacje z Fed potrafią dolać paliwa do ruchu, bo rynek nieustannie próbuje wycenić, jak długo stopy pozostaną na obecnych poziomach i kiedy realnie może pojawić się więcej luzowania. To środowisko, w którym korekty potrafią wyglądać dramatycznie, mimo że nie muszą zmieniać średnioterminowego obrazu.

Na dziś układ pozostaje spójny: mamy trend z mocnym tłem, ale też tryb wysokiej zmienności, w którym rynek raz po raz próbuje „strząsnąć” zbyt pewnych uczestników. Najczytelniejszym sygnałem, że sytuacja się porządkuje, będzie powrót do konsekwentnych wyższych dołków i spokojniejszego tempa wzrostu po tych szarpnięciach.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!