Z ostatniej chwili: złoto i srebro spadają z klifu! Tak niskich cen nie widzieliśmy od dawna. Co się dzieje?
Złoto i srebro rozpoczęły poniedziałkowy handel od gwałtownej przeceny. Rano 23 marca złoto spadało momentami do okolic poniżej 4,1 tys. dolarów (ok. -9%) za uncję, a srebro traciło jeszcze mocniej. Skala ruchu jest na tyle duża, że goldbugi opisują go jako największy tygodniowy spadek złota od początku 1983 roku, a wielu traderów donosi wręcz o panice na rynku metali szlachetnych.
Dolar, ropa i rentowności obligacji odebrały metalom przewagę
Dzisiejszy ruch wygląda na pierwszy rzut oka paradoksalnie. W normalnych warunkach wojna i ryzyko na Bliskim Wschodzie powinny pomagać złotu. Tym razem rynek uznał jednak, że ważniejsze są drożejąca ropa, mocniejszy dolar i rosnące rentowności amerykańskich obligacji. Brent utrzymywał się dziś powyżej 110 dolarów za baryłkę, dolar zyskiwał, a rentowność amerykańskich dziesięciolatek doszła do najwyższych poziomów od miesięcy. To zestaw wyjątkowo niekorzystny dla aktywów, które nie płacą odsetek.
Rynek żyje też skutkami decyzji Rezerwy Federalnej z 18 marca. Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian w przedziale 3,50–3,75 proc., ale jednocześnie podniósł prognozę inflacji na ten rok i ostudził nadzieje na szybkie luzowanie polityki pieniężnej. W praktyce inwestorzy dostali sygnał, że pieniądz może pozostać drogi dłużej, niż jeszcze niedawno zakładano. Dla złota i srebra to zła wiadomość, bo im wyższy koszt pieniądza, tym słabszy argument za trzymaniem części kapitału w metalach.
Zobacz też inne czynniki które wpłynęły na krach na złocie:
Dlaczego złoto tak mocno spada? Największy tygodniowy krach cen kruszcu od 1982 roku
Kupuj tanio, sprzedawaj drożej, nigdy na odwrót
Do tego doszła brutalna realizacja zysków po wcześniejszej euforii. Warto przypomnieć, że złoto jeszcze w styczniu biło rekordy i cena za uncję kruszcu sięgała aż 5 594,82 dolara za uncję. Dziś kurs jest już ponad 20 proc. poniżej tamtego szczytu. Wcześniejsza hossa była tak silna, że na rynku zrobiło się tłoczno: kiedy cena w końcu ruszyła w dół, uruchomiły się zlecenia obronne, wezwania do uzupełnienia depozytów i mechaniczna wyprzedaż funduszy. Taki ruch zwykle napędza się sam.
Srebro oberwało mocniej niż złoto, bo jest metalem bardziej zmiennym. Z jednej strony pełni funkcję inwestycyjną, z drugiej pozostaje surowcem przemysłowym, silnie związanym z koniunkturą. Gdy rynek zaczyna bać się drogiej energii, słabszego wzrostu i przymusowej redukcji pozycji z dźwignią, srebro zwykle spada szybciej. Srebro jest też bardziej podatne na gwałtowne przeceny przy mocnym dolarze i szerokiej wyprzedaży ryzykownych aktywów.
Zmiana rynkowej logiki na razie krótkoterminowo
Jeszcze kilka tygodni temu konflikt na Bliskim Wschodzie windował złoto na nowe rekordy. Teraz ten sam konflikt działa odwrotnie, bo przez ropę podbija obawy inflacyjne i zmniejsza wiarę w obniżki stóp. Kapitał nie ucieka więc do metali tak zdecydowanie jak wcześniej, tylko szuka schronienia w gotówce, dolarze i krótkoterminowych instrumentach. To dlatego wojna, która zwykle podnosi cenę złota, dziś w krótkim terminie mu szkodzi.
Nie oznacza to jednak automatycznie końca długoterminowej hossy. Część rynku traktuje obecny ruch jako gwałtowną, ale wciąż korekcyjną fazę po historycznym rajdzie. Ten pogląd wspiera fakt, że fundamenty, które pchały metale w górę przez ostatnie kwartały, nie zniknęły: napięcia geopolityczne trwają, świat wciąż żyje wysokim zadłużeniem, a popyt inwestycyjny na fizyczny metal pozostaje istotny. Problem polega na tym, że w krótkim terminie o cenie nie decyduje dziś spokojna kalkulacja, tylko płynność i przymusowe zamykanie pozycji.



