Ten kraj sprzedaje złoto z rezerw. Oficjalnie „na infrastrukturę”, nieoficjalnie – różnie to może być
Tanzania sprzedaje swoje złoto. Zamiar sprzedaży części rezerw kruszcu zgromadzonych w Banku Tanzanii ogłosił tamtejszy rząd, oficjalnie jakoby w celu sfinansowania projektów infrastrukturalnych. Decyzję autoryzowała prezydent Samia Suluhu Hassan, zlecając bankowi centralnemu realizację transakcji. Na koniec grudnia wartość tych rezerw wynosiła 1,3 mld dolarów (3,3 bln szylingów tanzańskich). Nie podano jednak szczegółów dotyczących skali sprzedaży ani harmonogramu. Ani, co znacznie ważniejsze, na co w zasadzie te pieniądze mają pójść.
Tanzania należy do czołowych afrykańskich producentów złota. W 2025 r. wpływy z eksportu tego surowca osiągnęły rekordowy poziom ok. 4,4 mld dol., wzrastając o niemal 36 proc. rok do roku, głównie dzięki wysokim cenom globalnym oraz zwiększonej produkcji z dużych kopalni. Od 2023 r. władze systematycznie skupują złoto od lokalnych górników, budując rezerwy i wspierając lokalne rafinerie. W tym celu promulgowano tam nawet przepisy, które przyznają państwu prawo pierwokupu wobec 20% pozyskiwanego tam złota.
Oficjalnie sprzedaż ma zrekompensować spadek pomocy zagranicznej. Tanzania boleśnie odczuła w swym skarbcu rozwiązanie przez administrację Donalda Trumpa agencji USAID, uważanej za upolitycznioną i nietransparentną, oraz wstrzymanie dokonywanych przez nią transferów pieniężnych, w tym także tych trafiających do budżetów krajów afrykańskich – skądinąd właśnie pytanie, dlaczego pieniądze amerykańskich podatników trafiają do Afryki, a nie zostają w USA, było jednym z głównych argumentów Republikanów za likwidacją tej instytucji
Inni sponsorzy, jak Unia Europejska, ograniczyli lub zawiesili fundusze – m.in. planowane wcześniej. 156 mln euro – w reakcji na sytuację polityczną, zaś władze chińskie, choć szeroko promują swoje „wsparcie” dla regionu, czynią to nie w formie darowizn, a pożyczek – i to na dość lichwiarskich warunkach. Przez ów „wsparcia rozwojowego dla Afryki” rząd tanzański znalazł się w obliczu konieczności znalezienia wewnętrznego finansowania dla swych wydatków. Mają one pochodzić właśnie ze wspomnianej sprzedaży złota z rezerw.
Tanzania nie zachęca sponsorów
Niestety, Tanzania – która w Indeksie Percepcji Korupcji Transparency International 2024 uzyskała 41 pkt na 100 (82. miejsce spośród 180 krajów) – uchodzi za kraj ryzyko nieefektywnego wykorzystania środków jest wysokie. Chociaż wspomniany wskaźnik nieznacznie wzrósł, sektor publiczny nadal charakteryzuje się niską przejrzystością i chronicznymi problemami z nadużyciami. Innymi słowy, jest boleśnie prawdopodobne, że rzekome „wydatki na infrastrukturę” to jedynie pretekst dla polityków i powiązanych z nimi kręgów, aby te pieniądze zdefraudować.
Sytuację komplikuje też kontekst polityczny po październikowych wyborach prezydenckich 2025 r. Wynik ok. 98 proc. głosów na rzecz urzędującej prezydent spotkał się z oskarżeniami o masowe fałszerstwa i wykluczenie głównych kandydatów opozycji. Protesty w Dar es Salaam i innych miastach zostały stłumione przez siły „bezpieczeństwa”, z doniesieniami o setkach ofiar śmiertelnych, aresztowaniach, torturach oraz wyłączeniu internetu i wprowadzeniu godziny policyjnej. Inne państwa oraz organizacje miały, mówiąc eufemistycznie, pewne zastrzeżenia co do przebiegu głosowania i reakcji władz.
W takim otoczeniu deklaracje o inwestycjach infrastrukturalnych brzmią tym bardziej wątpliwie. Sprzedaż rezerw złota może przynieść krótkoterminową ulgę fiskalną, lecz przy utrzymującej się korupcji i erozji instytucji demokratycznych istnieje wysokie ryzyko, że środki zostaną rozproszone lub przywłaszczone zamiast trafić do dróg, energetyki czy transportu. To z kolei grozi dalszym osłabieniem wiarygodności Tanzanii na rynkach i pogłębieniem strukturalnych problemów gospodarczych
