Szybki zysk vs. barbarzyństwo: automaty topią stare precjoza, płacą za złoto na wagę
W ostatnich tygodniach, na fali rekordowej ceny złota – która w Chinach oparła się spadkom obserwowanym na rynkach zachodnich – można obserwować tyleż ciekawy, co bardzo smutny fenomen. W centrach handlowych Szanghaju ludzie tłumnie gromadzą się w kolejkach do automatycznych urządzeń do recyklingu złota. Chętni chcą skorzystać z możliwości łatwego upłynnienia złota, które bywa do upłynnienia trudne. Niestety, wspomniany „recykling” nie dotyczy jednak bynajmniej kruszcowego złomu, zużytej elektroniki czy innych popularnych źródeł kruszcu.
Zamiast niego jako złom traktowane są złote precjoza, biżuteria czy zabytki – cokolwiek zostanie włożone w „paszczę” automatu wyposażonego w podręczny piec hutniczy. Maszyny firmy Kinghood Group, zainstalowane w ramach koncepcji Smart Gold Store, przyjmują elementy złota, dokonują analizy próby, topią zawartość w temperaturze ok. 1200 stopni, ważą uzyskany kruszec i „niemal natychmiast” (tj. w ciągu dnia roboczego) przelewają środki na konto sprzedającego. Proces trwa zazwyczaj od 10 do 30 minut, a transakcja przebiega bez długotrwałych formalności.
Fenomen ten nasilił się w ostatnich tygodniach, gdy ceny złota przekroczyły 5600 dolarów za uncję, osiągając kolejne rekordy. W Chinach, kraju konsumującym najwięcej kruszcu na świecie, zarówno jeśli chodzi o zakupy państwowe, jak i nieco ambiwalentnie traktowany przez komunistyczne władze rynek cywilny gdzie złoto tradycyjnie kupowano na ważne okazje (narodziny, śluby, ceremonie pamiątkowe, wręczenia nagród etc.) wiele osób decyduje się dziś na odwrotny krok. Biorąc pod uwagę aktualną wycenę kruszcu, nie ma w tym nic dziwnego.
Automatyzacja procesu sprzedaży złomu przynosi sprzedającym pewne korzyści – zapłata wedle ceny złota notowanej na giełdzie w Szanghaju, brak ukrytych opłat poza relatywnie niewielką prowizją (rzędu kilkunastu juanów za gram) oraz szybki dostęp do gotówki w czasie niepewności gospodarczej w Chinach – choć w gronie tych korzyści nie ma anonimowości (trzeba się elektronicznie wylegitymować). Jednak dla wielu osób stanowi to realne uzupełnienie budżetu domowego. Obserwowano, że w galeriach handlowych tworzyły się kolejki, a niektóre maszyny wymagały rezerwacji z wyprzedzeniem.
Ceny złota wyższe niż wartość kultury materialnej?
Tyle, że nie sposób nie pomyśleć tu o trudnym do oszacowania koszcie tej wygody. Do podręcznego pieca trafiają bowiem złote pierścienie, kolczyki, naszyjniki, bransolety, a nawet naczynia czy świeczniki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Często są to przedmioty o wysokiej próbie, lecz (w tym przypadku niestety…) nierzadko także o ogromnej wartości artystycznej i historycznej: precjoza wykonywane dawniej technikami rzemiosła jubilerskiego, bogato zdobione, przede wszystkim zaś będące po prostu dziełami sztuki.
Wartość takich przedmiotów dalece przekracza zsumowaną wagę złota, z którego ich wykonano – podobnie jak wartość obrazów to nieco więcej niż wartość płótna i farb na wagę. Tymczasem cała ta wartość jest momentalnie niszczona. Tak ta fizyczna – bo przecież to samo spotyka emalię czy kamienie szlachetne osadzone w złocie. jak i niematerialna To, co przez dekady lub stulecia stanowiło element dziedzictwa materialnego i niematerialnego danej rodziny, regionu czy nawet szerszej kultury, zostaje zredukowane do anonimowego kruszcu liczonego w gramach.
Trudno ująć to inaczej niż jako barbarzyństwo. Owszem, barbarzyństwo opłacalne, biorąc pod uwagę obecne ceny złota, jednak nie mniej destrukcyjne dla kultury materialnej. Niestety, w Chinach przejmowanie się takimi względami nie jest bardzo rozpowszechnione – co jednak nie dziwi o tyle, że mowa przecież o państwie komunistycznym, którego założycielem, w obecnym kształcie politycznym, był Mao Zedong. Który ma na sumieniu nie tylko ludobójstwo, lecz także dokonywane w imię ideologicznego obłędu systematyczne niszczenie zabytków. Niestety, przykład może iść z góry.
