„Regionalne konsorcjum”. Państwa afrykańskie przejmą światowego potentata na rynku diamentów?
Grupa De Beers, od ponad wieku dominujący podmiot na globalnym rynku diamentów, stoi w obliczu największej w historii zmiany struktury własnościowej. Coraz realniejsza jest perspektywa przejęcia firmy przez kilka zainteresowanych krajów afrykańskich, reprezentowanych przez swe państwowe spółki – a w których to krajach swoje diamenty koncern ten wydobywa. Anglo American, właściciel 85 proc. udziałów w firmie, kontynuuje proces jej zbycia rozpoczęty w 2024 r. w ramach szerszej restrukturyzacji portfela aktywów.
Decyzja o wystawieniu De Beers na sprzedaż wynika z pogarszających się fundamentów branży diamentowej. Odnotowana przez firmę produkcja surowych diamentów w 2025 r. znacząco spadła w porównaniu z poprzednim rokiem, co skłoniło Anglo American do weryfikacji jej wartości. Średnia cena osągana za karat obniżyła się, a skonsolidowany wskaźnik cenowy De Beers utrzymywał się na obniżonym poziomie. Prognoza produkcji na 2026 r. została zrewidowana w dół do 21–26 mln karatów (z wcześniejszych 26–29 mln karatów), co odzwierciedla utrzymujące się trudności w zbycie surowca.
Jaśniejąca gwiazda syntetyków
Branża zmaga się z naciskiem ze strony dwóch zjawisk rynkowych: z jednej strony jest to spadek popytu na diamenty naturalne, połączony z rosnącymi kosztami ich pozyskiwania (naturalnymi w obliczu wyczerpywania znanych złóż i konieczności poszukiwania nowych). Z drugiej strony, dynamicznie rozwija się rynek i produkcja diamentów syntetycznych, które zdobywają rosnący udział w segmencie w segmencie jubilerskim i (zwłaszcza) przemysłowym. Efektem są ujemne wyniki EBITDA De Beers w 2025 r. oraz konieczność rozważenia kolejnej, już trzeciej z rzędu korekty wartości bilansowej.
I choć można realistycznie spodziewać się, ze mody na rynkach jubilerskim, kolekcjonerskim czy inwestycyjnym są zmienne, zaś naturalne diamenty, ze swoją niepowtarzalnością i walorami estetycznymi, zawsze znajdą na nich swoją niszę, to gwałtowny spadek popytu przemysłowego (czyli tego najstabilniejszego) stanowi najprawdopodobniej zjawisko trwałe. Producenci przemysłowi, którzy potrzebują diamentów lub narzędzi z nich wykonanych w procesie technologicznym, korzystają z nich z uwagi na ich właściwości fizyczne, zwłaszcza ogromną twardość czy odporność na ścieranie.
Diamenty syntetyczne oferują jednak takie same parametry, będąc zarazem znacznie tańszymi i dostępniejszymi. Co więcej, ich forma czy rozmiary mogą być do pewnego stopnia kształtowane, co dodatkowo eliminuje konieczność obróbki (a zatem i kosztów). Wykorzystanie sztucznych kamieni w przemyśle bywa widziane jako korzystne nawet ze względów estetycznych – chodzi tu o fakt, że w ten sposób oszczędza się diamenty naturalne, niejednokrotnie piękne i oryginalne, przed nieuchronnym zużyciem, jakie wiąże się wykorzystaniem w warunkach wysokich obciążeń mechanicznych.
Przejmijmy kopane u nas diamenty
W tym kontekście perspektywy dla De Beers, jakkolwiek jeszcze nie katastroficzne, z pewnością nie były też optymistyczne. Pojawiły się jednak nowe sygnały z Afryki. Angola właśnie zadeklarowała zainteresowanie nabyciem 20–30 proc. udziałów w De Beers. Początkowo, w październiku 2025 r., Luanda złożyła ofertę na pakiet kontrolny, jednak wycofała się z tych planów na rzecz mniejszego zaangażowania, uzasadniając to potrzebą ograniczenia ryzyka ekspozycji na wahania rynku towarów luksusowych. Udziały miałyby być kontrolowane przez państwowe podmioty Endiama i Sodiam.
Co istotne, Angola prowadzi rozmowy z innymi kluczowymi producentami diamentów – Botswaną (posiadającą obecnie 15 proc. De Beers i także dążącą do zdobycia większościowego pakietu akcji), Namibią oraz Republiką Południowej Afryki – w celu wypracowania wspólnego stanowiska. Przedstawiciele angolskiego resortu górnictwa przyznają, że skoordynowane działanie zwiększyłoby siłę negocjacyjną wspomnianych państw afrykańskich, których terytoria odpowiadają za większość światowej podaży diamentów naturalnych.
Proces sprzedaży De Beers pozostaje otwarty, a zainteresowanie ze strony rządów afrykańskich może prowadzić do powstania konsorcjum publiczno-prywatnego o regionalnym charakterze. Taka zmiana kontroli nad spółką oznaczałaby, że po raz pierwszy w historii kraje producenckie zyskają wpływ na diamenty także na dalszych etapach dystrybucji. Naturalnie problemem pozostaje tutaj sfinansowanie transakcji w warunkach utrzymującej się słabości popytu, jak również zagrożenia korupcyjne – doświadczenia z państwowymi firmami z krajów regionu niestety nie napawają tu optymizmem.
