Rafał Zaorski krytycznie o KGHM i cenach miedzi i srebra. Wieszczący wieczną hossę na rynku metali nie mają racji?
Rynek metali szlachetnych wbrew opinii większości może nie mieć przed sobą długotrwale świetlanej przyszłości. Rafał Zaorski, najsłynniejszy w Polsce spekulant giełdowy zasugerował, że rosnące ceny srebra mogą w dłuższym horyzoncie prowadzić do… spadku cen miedzi. Choć na pierwszy rzut oka brzmi to nielogicznie, mechanizm stojący za tą tezą jest dobrze znany w branży wydobywczej.
Rafał Zaorski ostrzega: rekordowe ceny srebra mogą uderzyć w rynek miedzi
Klucz tkwi w strukturze podaży srebra. Około 70 procent światowej produkcji tego metalu pochodzi nie z kopalń nastawionych wyłącznie na srebro, lecz jako produkt uboczny wydobycia innych surowców, przede wszystkim miedzi, ołowiu i cynku. Oznacza to, że gdy cena srebra rośnie, poprawia się ogólna rentowność projektów wydobywczych, nawet jeśli głównym celem działalności kopalni pozostaje miedź. W praktyce „bonus” ze srebra może skłaniać spółki górnicze do intensyfikacji wydobycia metalu bazowego.
Zaorski jako przykład wskazał KGHM, jednego z największych producentów miedzi na świecie i jednocześnie jednego z czołowych producentów srebra. Dla tej spółki srebro nie jest podstawowym biznesem, ale istotnym dodatkiem poprawiającym marże. Jeśli wyższa cena srebra sprawia, że całe przedsięwzięcie wydobywcze staje się bardziej opłacalne, naturalnym ruchem może być zwiększenie wolumenu produkcji. A to oznacza większą podaż miedzi na rynku, co zarazem może obniżyć zyski spółek z branży.
Według informacji opublikowanych przez Silver Institute oraz sam KGHM, od 70 do 75 procent srebra na świecie pochodzi z kopalń metali bazowych. KGHM produkuje rocznie około 1200–1340 ton srebra, co plasuje go w światowej czołówce, mimo że dla spółki jest to produkt uboczny przy wydobyciu miedzi.

Komentujący nie są przekonani
Dyskusja pod wpisem Zaorskiego pokazuje jednak, że sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Wielu komentujących zwraca uwagę, że efekt ten nie musi być ani szybki, ani automatyczny. Kopalnie często pracują blisko granic swoich mocy przerobowych, a zwiększenie wydobycia wymaga czasu, inwestycji i zgód regulacyjnych. Dodatkowo srebro, mimo wysokiej ceny, stanowi tylko niewielki procent wartości całej produkcji miedzi, dlatego kluczowym czynnikiem decyzyjnym nadal pozostaje cena samej miedzi oraz długoterminowy popyt.
Mimo tych zastrzeżeń koncepcja Zaorskiego dobrze ilustruje strukturalny paradoks rynku surowców. Metal szlachetny, którego cena rośnie m.in. dzięki zielonej transformacji, energetyce odnawialnej i elektronice, może pośrednio zaszkodzić cenie metalu bazowego, na którym opiera się jego wydobycie. Dla inwestorów oznacza to, że analizując rynek miedzi, nie wystarczy patrzeć wyłącznie na popyt wynikający z elektromobilności czy rozbudowy sieci energetycznych. Coraz większe znaczenie mają także zależności uboczne, takie jak rentowność wydobycia srebra.
Czy ten scenariusz rzeczywiście się zmaterializuje, pokażą kolejne kwartały i lata.
