Miliarderzy z Wall Street wróży hossę cen tego metalu. Powtórzy rajd srebra?

Miliarderzy z Wall Street wróży hossę cen tego metalu. Powtórzy rajd srebra?

Od pewnego czasu na rynku metali przemysłowych i szlachetnych można coraz wyraźniej narastającą presję popytową, której źródłem jest elektryfikacja kolejnych dziedzin życia (niekiedy zresztą wymuszona i niepotrzebna), a także boom na sztuczną inteligencję. To w naturalny – choć tym razem nieco inny niż zwykle sposób przekłada się na zapotrzebowanie na miedź, jeden z podstawowych i najbardziej niezbędnych metali wykorzystywanych w produkcji elektronicznej. Odzwierciedla to też cena miedzi.

„Czerwone złoto” pozostaje od dłuższego czasu w centrum uwagi wielu analityków rynkowych, którzy wskazują na strukturalne deficyty podażowe i prognozują dalszy wzrost cen. W tle pojawiają się pewne pytania o srebro – metal, który historycznie podążał za miedzią w okresach hossy surowcowej, zwłaszcza gdy popyt przemysłowy dominował nad inwestycyjnym, lecz który zarazem w ubiegłym roku całkowicie zdeklasował tak złoto (w sektorze metali szlachetnych) jak i miedź (w segmencie tych przemysłowych), notując od jego początku wzrosty przekraczające 160%.

Czerwonego złota brakuje

To sprawiło jednak, że wykorzystanie srebra w produkcji stanowiło coraz większy ciężar – i przeniosło część uwagi na miedź, która w niektórych zastosowaniach jawi się jako jego akceptowalny substytut. Na to stosownie zareagowały też rynki. Cena miedzi na giełdach LME i Comex w styczniu 2026 r. osiągnęła rekordowe poziomy, powyżej 13 tys. dol. za tonę, po wzroście o blisko 44 proc. w 2025 r. i dalszych zwyżkach na początku bieżącego roku. Impulsem okazały się nie tylko spekulacyjne przepływy kapitału i obawy przed cłami w USA, ale przede wszystkim realne zakłócenia podaży.

Zamknięcie kopalni Grasberg, powodzie, które zalały Kamoa-Kakula, problemy związane z kopalnią Cobre Panama oraz liczne awarie w Chile i Peru doprowadziły do krótkoterminowych, jednak kosztownych strat produkcyjnych szacowanych na ponad 1,6 mln ton. Jednocześnie nowe projekty wydobywcze wymagają 10–20 lat przygotowań, a średnia zawartość miedzi w rudach systematycznie spada – jak pokazuje raport S&P Global „Copper in the Age of AI”, od 1985 r. do 2025 r. liczba znaczących odkryć złóż malała, a ostatnie duże projekty (np. Vicuña) charakteryzują się niskimi zawartościami rzędu 0,5–1 proc.

Cena miedzi pod ciśnieniem

Tyle, jeśli chodzi o nadzieje na zwiększenie podaży. Tymczasem z tym wszystkim współistnieje strukturalny wzrost popytu na czerwony metal – w ślad za którym stosownie rośnie też cena miedzi. Rozrost sieci przesyłowych, odnawialne źródła energii oraz centra danych AI pochłaniają coraz większe ilości „czerwonego złota” – szacunki wskazują, że zużycie w sektorze energetycznym wyprzedziło już budownictwo jako główny filar konsumpcji (ok. 30 proc. w 2025 r.). Wspomniany raport S&P prognozuje wzrost globalnego zapotrzebowania z 28 mln ton w 2025 r. do 42 mln ton w 2040 r.

Co za tym idzie, deficyt może sięgnąć 10 mln ton rocznie bez radykalnego zwiększenia wydobycia i recyklingu. Analitycy Goldman Sachs i J.P. Morgan szacują krótkoterminowe niedobory na poziomie 160–330 tys. ton w 2026 r., co wydatnie wzmacnia naciski wzrostowe, którym podlega cena miedzi. Co prawda istniejące, krótkoterminowe ryzyko geopolityczne i rosnące zapasy w USA mogą wywołać jej korektę, jednak fundamentalne czynniki wskazują raczej na możliwą hossę. Oczywiście dla inwestorów, nie producentów czy konsumentów – ci owe wzrosty odczują na własnej skórze i portfelu.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!