Eksport „nielegalny”, czyli ten nie nasz. Arabsko-arabska wojna handlowa o kontrolę nad rynkiem złota

Eksport „nielegalny”, czyli ten nie nasz. Arabsko-arabska wojna handlowa o kontrolę nad rynkiem złota

Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie zaostrzają jadowitą konkurencję o pozycję kluczowego gracza na rynku złota oraz międzynarodowego centrum handlu metalami szlachetnymi. Najnowszym aktem tej rywalizacji są próby Rijadu dotyczące uruchomienia bezpośrednich zakupów złota z Sudanu – poprzednio trafiającego do Emiratów – co otwiera nową drogę dla afrykańskiego kruszcu i bezpośrednio uderza w dotychczasową dominację Dubaju i Abu Zabi.

Pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r. saudyjskie władze, reprezentowane przez tamtejsze Ministerstwo Przemysłu i Zasobów Mineralnych oraz Saudi Gold Refinery Company, kilkakrotnie spotkali się z przedstawicielami Sudanu, w tym tamtejszym ministrem zasobów naturalnych. Saudowie zabiegają o przejęcie eksportu sudańskiego złota, deklarując gotowość do natychmiastowego rozpoczęcia jego przetwarzania. Oficjalnym celem inicjatywy jest stworzenie dla Sudanu bardziej przejrzystego i opłacalnego kanału eksportu. Kanału, który zastąpić ma dotychczasowy eksport do ZEA.

Kanał ten formalnie posłużyć ma zwiększeniu wpływów sudańskiego budżetu, ograniczenie „nielegalnego handlu” oraz wspomóc wskrzeszenie uprzednio wstrzymanych projektów wydobywczych i eksploracyjnych. Oczywiście są to deklaracje w dużej mierze eufemistyczne, zaś powiedzieć, że oficjalnie cele zawierają w sobie pewne niedopowiedzenia, to nic nie powiedzieć. Sudan znajduje się bowiem w okowach trwającej od 2023 r. wojny domowej – i to w jej kontekście należy interpretować zarówno same porozumienie z Saudami, jak i zerwanie umów z Emiratami.

W wojnie tej, toczonej ze zmiennym szczęściem, naprzeciwko rządu junty wojskowej (oficjalnie Tymczasowej Rady Suwerennej) kontrolowanej przez Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) stanęły w istocie niewiele różniące się od tych ostatnich siły paramilitarne (RSF) oraz formacje wywodzące się z słynnych, choć niesławnych milicji Dżandżawidów. Nie wnikając w niuanse przebiegu wojny, wydobycie i eksport surowców – w tym złota, ale też (jakżeby inaczej) ropy naftowej czy gumy arabskiej – jest podstawowym źródłem wpływów finansowych dla obydwu stron, pozwalającym podtrzymywać działania wojenne.

Przeciąganie gospodarczej liny ze złota

W 2025 r. Sudan wydobył około 70 ton złota, lecz oficjalnie wyeksportowano jedynie 20 ton – reszta trafiła „na szare rynki”, w dużej mierze przez Dubaj. I tu oczywiście clou – owo „nielegalne wydobycie”, o którym mowa w porozumieniu z Saudami, to efekt tego, że znaczna część kopalni złota i terenów złotonośnych znajduje się na terenach kontrolowanych przez rebeliantów z RSF. A tak się składa, że rebeliantów tych i ich przywódcę, gen. Mohameda Hamdana Dagalo vel Hemedtiego, od początku aktywnie wspierały właśnie Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Wspierały tak dostawami broni, jak gospodarczo, poprzez umożliwienie eksportu złota i innych towarów. Poparcie to ma przy tym przyczyny pozaekonomiczne – jego przyczyną mają być związki dowódcy SAF i przywódcy Tymczasowej Rady Suwerennej, gen. Abd al-Fattaha al-Burhana, a także jego otoczenia, z Bractwem Muzułmańskim, zaciekle zwalczanym w Emiratach – przełożyło się jednak na realia gospodarcze i polityczne. Co oczywiste, sudańska junta również nie jest przyjaźnie nastawiona do Abu Zabi, i już jakiś czas temu oficjalnie zerwała stosunki gospodarcze z ZEA. Zwłaszcza w zakresie eksportu złota.

Z kolei dla Rijadu krok ten to ruch wymierzony w ich świeżego rywala, jakim stały się ZEA. Odczytywany jako próba przełamania monopolu Dubaju w handlu złotem z Afryki Wschodniej i Centralnej. Dubaj, dzięki infrastrukturze Dubai Multi Commodities Centre (DMCC), rafinerion kruszcu i strefie wolnocłowej, od lat pełni rolę głównego hubu obróbki i reeksportu afrykańskiego złota, osiągając obroty rzędu 170 mld dolarów rocznie i tym samym zbliżając się do poziomu Londynu. Emiraty konsekwentnie wzmacniają swoją pozycję, m.in. poprzez poprawę reżimu regulacyjnego i przyciąganie zagranicznych traderów.

Wojna handlowa w świecie tysiąca i jednej nocy

Konkurencja na rynku złota wpisuje się w szerszy, wielowymiarowy spór saudyjsko-emiracki. Obie monarchie rywalizują o status regionalnego centrum gospodarczego – Arabia Saudyjska przyciąga siedziby międzynarodowych korporacji preferencyjnymi stawkami podatkowymi i rozwija własne rafinerie oraz wydobycie (w tym niedawne odkrycie ok. 7,8 mln uncji złota), podczas gdy ZEA koncentrują się na rozwoju logistyki, finansów i wielokierunkowych działaniach dyplomatycznych. Tak w relacjach z USA i UE, jak i krajami BRICS.

Napięcia gospodarcze nakładają się na różnice polityczne i militarne. Obydwa kraje mocno poróżniły się na tle działań w Jemenie, gdzie – choć z początku były tam sprzymierzone – ostatecznie poparły wrogie sobie frakcje. I choć Emiraty oficjalnie (nie wiadomo, na ile „realnie”) wycofały się z Jemenu, to nie jest to jedyne pole konfrontacji. Innym takowym jest Somaliland, faktycznie niepodległy kraj pozostający w bliskich stosunkach z Abu Zabi (a także Izraelem) – który jednak chciałyby podporządkować sobie władze Somalii, cieszące się poparciem Saudów, Egiptu czy Turcji – czy też wspomniany Sudan.

Rywalizacja o kontrolę nad rynkiem złota to zatem dość spektakularny akt rozpadu jeszcze niedawno bliskiego sojuszu bogatych monarchii arabskich w ramach Rady Współpracy Państw Zatoki Perskiej, prowadzący ku coraz bardziej otwartej walce o wpływy ekonomiczne, surowcowe i geopolityczne. W warunkach wysokich cen złota (przekraczających w ostatnich miesiącach 4500–4600 dolarów za uncję) i globalnego przesunięcia popytu na Wschód, kontrola nad łańcuchami dostaw metali szlachetnych staje się jednym z ważniejszych pól tej batalii.

Jesteś zainteresowany zakupem srebra lub złota inwestycyjnego? Sprawdź ofertę FlyingAtom.Gold!
Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!