
„Czerwone złoto” znów rośnie. Po najdroższym roku od półtorej dekady popyt na miedź zapycha podaż
Od pierwszych chwil otwarcia notowań w nowym, 2026 roku, miedź powróciła do tendencji wzrostowej, odrabiając straty cenowe tuż przed końcem roku poprzedniego. Całokształt ewolucji, jaki miał miejsce w odniesieniu do tego metalu w 2025 r. był jednak zdecydowanie byczy. Miedź, coraz trafniej (biorąc pod uwagę zapotrzebowanie) określana czerwonym złotem, odnotowała bowiem najlepszy rok pod względem wzrostów od 2009 r. – i kryzysu finansowego, który wówczas wybuchł.
Według danych z London Metal Exchange (LME), notowania miedzi oscylują wokół 12 379,50 USD za tonę, co oznacza wzrost o 1,8 proc. w stosunku do poprzedniego zamknięcia. Na amerykańskim rynku kontraktów przyszłościowych (futures) cena 2. stycznia nieznacznie spadła, do 5,64 dolara za funt (w rozumieniu jednostki masy), co stanowi spadek o 1,19 proc. w porównaniu z dniem poprzednim, ale nadal pozostaje blisko rekordowego 5,8 dolara za funt z grudnia 2025 r.
Te wahania następują po rekordowym 2025 r., kiedy miedź doświadczyła gwałtownego rajdu cenowego, odnotowując wzrosty o ponad 40 proc. i osiągając największy roczny przyrost od wspomnianego 2009 r. Na LME jej cena pierwszy raz w historii przekroczyła 12 tys. dolarów za tonę (miejscami dochodząc do 12,5 tys.). Z kolei na giełdzie COMEX notowania wzrosły o 41 proc., zbliżając się do 5,8 dol. za funt, zaś na indyjskiej Multi Commodity Exchange (MCX) – o 60 proc. sięgając 1,3 tys. rupii za kilogram.
Miedź pod przemysłowym ciśnieniem
Ten boom napędzały w szczególności zakłócenia podaży, w tym przerwy w produkcji w kluczowych kopalniach. Na przykład, operacje w indonezyjskiej kopalni Grasberg koncernu Freeport-McMoRan, odpowiadającej za 3 proc. globalnej podaży, zostały wstrzymane po śmiertelnym incydencie. Do tego dołączyły protesty pracownicze w Chile i Peru, które dodatkowo ograniczyły wydobycie. Wszystkie te zakłócenia miały miejsce, gdy popyt na miedź stale rośnie.
Długofalowo zapotrzebowanie na czerwone złoto wynika przede wszystkim z ogromnego i wciąż rosnącego popytu przemysłowego. Metal ten jest krytycznym surowcem w produkcji pojazdów elektrycznych (EV), paneli słonecznych i turbin wiatrowych – sektorach, gdzie zużycie miedzi może wzrosnąć o 20-30 proc. w ciągu dekady. Dodatkowym impulsem jest rozwój centrów danych i infrastruktury sztucznej inteligencji (AI), gdzie miedź jest niezbędna do okablowania i systemów zasilania.
Według niektórych analityków (np. tych z banku J.P. Morgan), popyt z tych wszystkich źródeł może w perspektywie średnioterminowej przyczynić się do wzrostów cen o dodatkowe 500-1000 dol. za tonę. Tymczasem jeśli chodzi o produkcję, wzrost jest ograniczony – y – prognozy na 2026 r. wskazują na zaledwie 1,4 proc. wzrostu wydobycia, o 500 tys. ton mniej niż zakładano na początku 2025 r. Wszystko to sprawia, że obserwatorzy raczej nie spodziewają się trwalszych i głębszych spadków – a nawet wprost przeciwnie.
