Najintliegentniejszy człowiek świata wieści hossę Bitcoina. Podał cenę i datę. Co prognozuje?
W świecie kryptowalut głośne prognozy pojawiają się regularnie, ale niektóre z nich przebijają się do mainstreamu szybciej niż inne. Tym razem emocje rozbudziła wypowiedź YoungHoona Kima, postaci znanej w mediach społecznościowych, który przedstawia się jako posiadacz najwyższego ilorazu inteligencji na świecie. Jego teza jest prosta i efektowna: Bitcoin ma wzrosnąć do 276 tysięcy dolarów już w lutym 2026 roku. Rynek zareagował, jak zwykle, mieszanką fascynacji, sceptycyzmu i ironii.
Kim i jego wizja kryptowalutowego supercyklu
Kim twierdzi, że stoi za nim matematyczna logika i makroekonomiczne przesłanki. Wskazuje na rosnące zadłużenie państw, postępujące osłabienie walut fiducjarnych i utratę zaufania do tradycyjnych systemów finansowych. W takim otoczeniu Bitcoin miałby, jego zdaniem, stać się naturalnym beneficjentem odpływu kapitału. Cena 276 tysięcy dolarów nie jest więc przypadkowa. Ma symbolicznie korespondować z jego deklarowanym IQ.
Brzmi to efektownie, ale problem polega na tym, że Kim już wcześniej formułował podobnie śmiałe prognozy. Jeszcze w listopadzie zapowiadał wzrost Bitcoina do 220 tysięcy dolarów w ciągu 45 dni. Taki ruch nigdy nie nastąpił. Mówił też o tym, że Bitcoin może zastąpić dolara już w 2026 roku. Rynek, jak to rynek, pozostał głuchy na te deklaracje.
Historia lubi cykle, ale nie skróty
Z perspektywy kogoś, kto obserwuje Bitcoina od kilku cykli, warto przypomnieć jedną rzecz. Największe wzrosty BTC rzeczywiście następowały po halvingach i w okresach luzowania warunków finansowych. Problem w tym, że nawet w najbardziej euforycznych fazach rynek potrzebował czasu. Ruchy rzędu kilkuset procent w kilka tygodni zdarzały się głównie w początkowych latach istnienia kryptowaluty, przy znacznie mniejszej kapitalizacji i płynności.
Dziś Bitcoin jest aktywem globalnym, powiązanym z rynkami akcji, polityką banków centralnych i przepływami kapitału instytucjonalnego. To już nie jest dziki zachód z forów internetowych.
Co mówią wykresy, a czego nie mówią influencerzy
Analitycy techniczni zwracają uwagę, że Bitcoin faktycznie zbliża się do momentu decyzyjnego. Cena od dłuższego czasu porusza się w wąskim zakresie, tworząc formację, która często kończy się silnym ruchem. Problem polega na tym, że kierunek tego ruchu nie jest jeszcze przesądzony.
Wskaźniki przepływu kapitału sugerują, że popyt nie przejął jednoznacznej kontroli nad rynkiem. Zmienność spadła, co zwykle poprzedza wybicie, ale bez wyraźnego napływu świeżych środków trudno mówić o starcie nowej fali hossy. W krótkim terminie bardziej realistyczny wydaje się scenariusz dalszej konsolidacji lub umiarkowanego wzrostu, a nie eksplozji ceny do poziomów, które oznaczałyby niemal natychmiastowe podwojenie kapitalizacji całego rynku krypto.
Nie można też ignorować tła makroekonomicznego. Owszem, inflacja i zadłużenie pozostają wysokie, ale banki centralne nie wysłały jeszcze jednoznacznego sygnału powrotu do agresywnego luzowania. Dopóki realne stopy procentowe pozostają w przeważającej mierze dodatnie, a obligacje znów konkurują o kapitał, Bitcoin ma pod górkę.
To nie znaczy, że długoterminowa narracja się załamała. Wręcz przeciwnie. Coraz więcej inwestorów traktuje BTC jako zabezpieczenie systemowe. Fed w końcu ma luzować politykę… Ale dopóki tego nie zrobi, pozostaje to w sferze spekulacji, a kapitał może reagować alergicznie na zwroty akcji (zmiany danych makro).
Odważne liczby vs rzeczywistość
Nie oszukujmy się, prognoza 276 tysięcy dolarów w lutym brzmi bardziej jak manifest wiary niż chłodna analiza. Może się sprawdzić tylko w scenariuszu skrajnie pozytywnym, wymagającym jednoczesnego załamania zaufania do walut fiducjarnych, masowego napływu kapitału instytucjonalnego i euforii detalicznej.
Taki układ gwiazd zdarza się rzadko i zwykle nie bez ostrzeżenia.. Bitcoin musiałby nie tylko powtórzyć hossę cen srebra z 2025 ale ją wielokrotnie wyprzedzić. Niemniej jednak, kryptowaluta wielokrotnie udowadniała, że potrafi zaskakiwać.

