Miliarder ostrzega: drukarka pieniędzy nigdy się nie zatrzyma
Arthur Hayes, miliarder i współzałożyciel BitMEX, nie ma wątpliwości: drukowanie pieniędzy nigdy się nie skończy. Jego zdaniem politycy zawsze wybiorą wzrost gospodarczy zamiast bolesnych reform. To dobra wiadomość dla Bitcoina, ale znacznie gorsza dla dolara. W tle widać rosnące zadłużenie i presję wyborczą. Rynek już zaczyna to dyskontować, a obecne decyzje banków centralnych mogą być dopiero początkiem większych zmian.
Polityka zawsze wygra z ostrożnością
Hayes patrzy na gospodarkę przez pryzmat polityki i wyborów. Według niego politycy myślą przede wszystkim o utrzymaniu władzy, dlatego skupiają się na krótkoterminowym wzroście. Przeciętny wyborca głosuje portfelem. Chce taniego kredytu, stabilnej pracy i rosnących pensji. Rządy starają się to zapewnić, nawet kosztem przyszłych problemów.
Z kolei niepopularne decyzje, takie jak cięcia wydatków czy podwyżki podatków, oznaczają spadek poparcia. Dlatego niewielu polityków chce je podejmować. Znacznie łatwiej uruchomić drukarkę pieniędzy i chwilowo poprawić nastroje w gospodarce. Hayes podkreśla, że inflacja i wzrost to dwa tematy, które dominują kampanie wyborcze. Reszta schodzi na dalszy plan.
W jego ocenie demokracja działa według prostego mechanizmu. Politycy wolą stymulować gospodarkę i odsuwać ryzyko na później. Problem w tym, że to „później” zwykle nigdy nie nadchodzi. Dług rośnie, a kolejne rządy tylko go powiększają.
Fed znów luzuje. Schemat się powtarza
Miliarder widzi wyraźny wzór w działaniach amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Fed już zaczął obniżać stopy procentowe i skupować obligacje, co oznacza, że do systemu trafia coraz więcej dolarów. Taka polityka osłabia walutę, ale jednocześnie napędza ceny aktywów.
Więcej pieniędzy w obiegu prawie zawsze prowadzi do wzrostu cen dóbr rzadkich. Tak było już w poprzednich cyklach. Z kolei obecna sytuacja jest jeszcze trudniejsza, bo dług publiczny USA przekracza 38 bilionów dolarów. To mocno ogranicza pole manewru dla decydentów.
Rząd musi finansować swoje zobowiązania i jednocześnie dbać o wzrost gospodarczy. Dlatego, zdaniem Hayesa, drukowanie pieniędzy staje się jedynym realnym rozwiązaniem. Przed wyborami ten proces zwykle jeszcze przyspiesza. Historia pokazuje ten sam schemat: najpierw luzowanie, potem inflacja.
Co to oznacza dla Bitcoina i rynku
Gdy rośnie ilość dolarów w systemie, spada ich siła nabywcza. W takich warunkach kapitał szuka ochrony w aktywach rzadkich. Bitcoin już wcześniej korzystał na takich okresach i, zdaniem Hayesa, tym razem może być podobnie.
Dla osób trzymających oszczędności głównie w dolarze to zła wiadomość. Wartość pieniądza topnieje. Z kolei inwestorzy posiadający aktywa odporne na inflację mogą na tym skorzystać. To jednak nie oznacza, że droga w górę będzie prosta i spokojna.
Hayes podkreśla, że kryptowaluty pozostają rynkiem wysokiego ryzyka. Możliwe są gwałtowne wzrosty, ale też bolesne spadki. Jeśli jednak drukarka pieniędzy znów ruszy na dobre, rynek szybko to zauważy, a Bitcoin ponownie znajdzie się w centrum uwagi inwestorów.

