Epstein zainwestował miliony w tą spółkę. 'Coś wiedział’. Ile by zarobił?

Epstein zainwestował miliony w tą spółkę. 'Coś wiedział’. Ile by zarobił?

Ujawnione przez amerykański Departament Sprawiedliwości e-maile po raz kolejny pokazują, jak cienka była w latach 2013–2015 granica między rodzącym się rynkiem kryptowalut a kapitałem o bardzo problematycznym pochodzeniu reputacyjnym. Jeffrey Epstein, skazany w 2008 roku i mający kontakty z elitami Wall Street przestępca seksualny był wczesnym inwestorem w Coinbase.

Dziś to jedna z najważniejszych instytucji globalnej infrastruktury krypto. W grudniu 2014 roku Epstein zainwestował 3 mln dolarów w rundę Series C Coinbase przy wycenie spółki na poziomie około 400 mln dolarów. Dziś kapitalizacja giełdy przekracza 50 mld dolarów, co czyni tę inwestycję jedną z najbardziej dochodowych w historii sektora.

To oznacza, że jeśli do dziś posiadałby udziały w spółce, miałby ok. 357 mln USD zysku, przy obecnej kapitalizacji spółki rzędu 48 mld USD… Lub ponad 757 mln USD (gdy wycena Coinbase wynosiła w lipcu 2025 roku ok. 100 mld USD na giełdzie) – zakładając brak rozwodnienia udziałów w firmie. Jak dowiadujemy się na końcu, Epstein jednak udziały sprzedał – z wielkim zyskiem. W każdym razie wiemy, że to nie wszystko, co łączy go z kryptowalutami.

Co dokładnie wiemy z ujawnionych dokumentów

E-maile wskazują, że inwestycja została zainicjowana przez Brocka Pierce’a, współzałożyciela Tethera i partnera w Blockchain Capital… Czyli w jednym z najwcześniejszych i najbardziej wpływowych funduszy venture w świecie krypto. Choć Blockchain Capital twierdzi, że Epstein nie był inwestorem ich funduszu, dokumenty jasno pokazują. Epstein zainwestował bezpośrednio poprzez własną spółkę IGO Company LLC.

Kluczowy jest jednak fakt, że kierownictwo Coinbase miało świadomość, kto stoi za kapitałem. Współzałożyciel giełdy Fred Ehrsam korespondował bezpośrednio z przedstawicielami Epsteina i wyrażał chęć osobistego spotkania z nim w Nowym Jorku. Niedługo potem dane do przelewu zostały przekazane asystentowi Epsteina, a wewnętrzne zestawienia majątkowe z końca 2014 roku potwierdzają zakup akcji Coinbase za 3,001 mln dolarów.

Reputacyjne DNA wczesnego rynku krypto

Z perspektywy Wall Street nie jest to historia o jednym inwestorze, lecz o etapie rozwoju całego sektora. W 2014 roku dostęp do kapitału instytucjonalnego był dla spółek krypto ograniczony, regulacje niejasne, a due diligence… Często naprawdę symboliczne. Dla wielu founderów priorytetem było przetrwanie i skalowanie, nie reputacyjna sterylność źródeł finansowania.

Nie zmienia to faktu, że Epstein był już wówczas osobą publicznie skompromitowaną. Jego udział w rundzie finansowania Coinbase pokazuje, że wczesny ekosystem kryptowalut funkcjonował według logiki „kapitał jest kapitałem”, co dziś… W erze regulacji, ETF-ów i instytucjonalnej adopcji byłoby prawdopodobnie nie do pomyślenia.

Ekonomika transakcji i brutalna stopa zwrotu

Z czysto finansowego punktu widzenia była to inwestycja spektakularna. W 2018 roku Epstein sprzedał połowę swojego pakietu z powrotem do Blockchain Capital za niemal 15 mln dolarów, realizując około pięciokrotny zwrot na tej części pozycji. Druga połowa udziałów, według e-maili, pozostała w jego rękach aż do śmierci w 2019 roku. Ta liczba działa dziś na wyobraźnię inwestorów, ale jednocześnie wzmacnia narrację regulatorów: krypto było i bywa wehikułem do bardzo szybkiej akumulacji i monetyzacji kapitału, często poza standardowymi ramami nadzoru.

Dla Coinbase ta historia jest przede wszystkim ryzykiem reputacyjnym, nie finansowym. Spółka nie łamie prawa. W końcu inwestycja miała miejsce na wiele lat przed debiutem giełdowym, a struktura własnościowa od tamtej pory wielokrotnie się zmieniła.

Kapitał wysokiego ryzyka zawsze przyciągał inwestorów gotowych ignorować reputacyjne czerwone flagi w zamian za asymetryczny potencjał wzrostu. Różnica polega na tym, że dziś sektor krypto aspiruje do bycia integralną częścią globalnego systemu finansowego. Z drugiej strony, akcje są jednym z najbardziej 'demokratyczych’ instrumentów na ziemi. W końcu giełdy (oraz firm) nie interesuje, kto je ma i może je kupić niemal każdy: od przestępców, przez księgowych aż po politykó.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Kryptowaluty bezpiecznie kupisz lub sprzedasz w sieci kantorów i bitomatów FlyingAtom