Co czeka kryptowaluty, jeżeli dojdzie do wojny o Grenlandię? Oto hipotetyczny scenariusz
Jeśli napięcia wokół Grenlandii przerodziłyby się w otwarty konflikt, rynki finansowe – w tym kryptowaluty – zareagowałyby natychmiast. Scenariusz konfliktu zbrojnego o ten malutki kraj jeszcze kilka lat temu brzmiał jak political fiction. Dziś, w kontekście rywalizacji USA, Chin i Rosji o Arktykę, surowce i nowe szlaki handlowe, analitycy bezpieczeństwa traktują go jako realne ryzyko geopolityczne.
Pierwsza reakcja rynku
Historycznie każdy poważny konflikt militarny powoduje gwałtowny wzrost awersji do ryzyka. Inwestorzy sprzedają aktywa spekulacyjne i przenoszą kapitał do gotówki, obligacji skarbowych oraz złota. Kryptowaluty, mimo narracji o „bezpiecznej przystani”, w krótkim terminie zachowują się jak aktywa wysokiego ryzyka. W takim scenariuszu Bitcoin i Ethereum prawdopodobnie zanotowałyby gwałtowne spadki. Tak było m.in. na początku wojny w Ukrainie czy po wybuchu konfliktów na Bliskim Wschodzie. Pierwszą reakcją rynku jest zawsze płynność, nie ideologia.
Polityka monetarna, sankcje, kryptowaluty
Jeśli wojna o Grenlandię wciągnęłaby największe gospodarki świata, kluczową rolę odegrałaby polityka monetarna. Reakcja instytucji takich jak Rezerwa Federalna miałaby bezpośredni wpływ na kryptowaluty. Wzrost inflacji, problemy z łańcuchami dostaw i wydatki militarne mogą prowadzić do dłuższego okresu restrykcyjnych stóp procentowych. Dla rynku krypto oznacza to trudne warunki: drogi kapitał, mniejsza płynność i ograniczony apetyt na spekulację. Jednocześnie sankcje finansowe i zamrażanie aktywów państwowych mogą wzmocnić narrację Bitcoina jako narzędzia niezależnego od systemu bankowego – ale to efekt raczej średnio- niż krótkoterminowy.
Czy kryptowaluty mogą na tym zyskać?
Paradoksalnie, po pierwszym szoku kryptowaluty mogą częściowo skorzystać na długotrwałym konflikcie. Jeśli wojna doprowadzi do dalszej fragmentacji globalnego systemu finansowego, wzrośnie zainteresowanie alternatywnymi formami przechowywania wartości i transferu kapitału. Nie oznacza to jednak automatycznych wzrostów cen. Raczej większą zmienność i selekcję projektów. Najbardziej ucierpią słabe, spekulacyjne tokeny. Najlepiej poradzą sobie kryptowaluty o wysokiej płynności, globalnym zasięgu i sprawdzonej infrastrukturze. W praktyce więc wojna o Grenlandię byłaby dla rynku krypto krótkoterminowym szokiem i długoterminowym testem. Kryptowaluty nie są odporne na geopolitykę – ale mogą na niej zyskać, jeśli świat stanie się mniej stabilny niż dziś.

