Bitcoin o krok od 70 000 USD – ale to nie on kradnie show
Bitcoin podczas środowej sesji niemal otarł się o psychologiczną barierę 70 000 USD, jednak entuzjazm kupujących szybko wygasł i cena cofnęła się w okolice 68 300 USD.
To krótkotrwałe podejście pod kluczowy opór pokazało, że rynek wciąż zmaga się z dużą niepewnością po gwałtownym załamaniu, jakie miało miejsce na początku lutego.
[KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ]
Mimo że główna kryptowaluta odnotowała wzrost o około 4,3 procent, to nie ona była tym razem głównym bohaterem rynkowych wydarzeń. Na pierwszy plan wysunęły się altcoiny, które dziś rano zanotowały znacznie silniejsze odbicie niż lider rynku. Ethereum wzrosło o 8,5 procent, Solana zyskała 6,9 procent, a Cardano wystrzeliło o imponujące 10,8 procent, co zdaniem wielu obserwatorów sugeruje zmianę nastawienia inwestorów. Dogecoin również nie pozostał w tyle, dodając do swojej wartości 8,3 procent w ciągu jednej sesji. Taka dywergencja jest zazwyczaj interpretowana jako sygnał powrotu apetytu na ryzyko w najbardziej spekulacyjnych segmentach rynku krypto. Inwestorzy, wierząc, że najgorsza fala wymuszonej sprzedaży dobiegła końca, zaczynają przesuwać kapitał w stronę aktywów o wyższym współczynniku beta.
Powrót apetytu na ryzyko i rotacja kapitału
Daniel Reis-Faria, dyrektor generalny ZeroStack, uważa, że fala wymuszonej sprzedaży zaczyna powoli wygasać. Jego zdaniem fakt, że altcoiny wyprzedzają Bitcoin pod względem dynamiki wzrostów, jest jasnym dowodem na trwającą rotację kapitału wewnątrz sektora. Potwierdzają to również głosy płynące z mediów społecznościowych, gdzie analitycy zwracają uwagę na wyczerpywanie się podaży ze strony dużych graczy. Steven McClurg, prezes Canary Capital, przyznał, że obecna sytuacja wpisuje się w szerszy schemat cykliczności rynku. Zwrócił on jednak uwagę, że rok 2026 może być okresem budowania tak zwanej niedźwiedziej nogi cyklu, co oznacza, że obecne wzrosty mogą być jedynie korektą w trendzie spadkowym. Inwestorzy muszą brać pod uwagę, że fundamenty makroekonomiczne pozostają kruche, co widać było po reakcji giełdy na wyniki finansowe giganta technologicznego Nvidia. Choć firma pobiła prognozy zysków, jej akcje po sesji zyskały zaledwie 0,2 procent, co stłumiło nadzieje na silny impuls wzrostowy dla całego sektora technologicznego i powiązanych z nim kryptowalut.
Niepewne prognozy i ryzyko głębszej korekty
Mimo optymizmu płynącego z zielonych słupków na wykresach altcoinów eksperci ostrzegają przed nadmiernym entuzjazmem w średnim terminie. Platforma Matrixport wskazała na stagnację w podaży stablecoinów jako na istotną przeszkodę dla dalszych wzrostów ceny Bitcoin. Brak świeżego kapitału wchodzącego na rynek w formie nowych cyfrowych dolarów sprawia, że płynność pozostaje ograniczona. Z kolei firma Glassnode przewiduje, że szersze ożywienie płynności rynkowej nastąpi najwcześniej za sześć miesięcy. Bardzo konkretne ostrzeżenie wydała również giełda Bitrue, wskazując na niebezpieczeństwo związane z ewentualnym przełamaniem poziomu 60 000 USD. Jeśli cena Bitcoin spadnie poniżej tej granicy, może dojść do kaskadowych likwidacji długich pozycji, co błyskawicznie sprowadziłoby kurs w okolice 50 000 USD lub nawet 47 000 USD.
Tak pesymistyczny scenariusz znajduje potwierdzenie w opiniach Mike’a McGlone’a z Bloomberga, który nie wyklucza nawet powrotu do poziomów rzędu 40 000 USD w przypadku pogorszenia się nastrojów na rynkach tradycyjnych. Inwestorzy muszą zatem zachować czujność, ponieważ odrzucenie ceny przy poziomie 70 000 USD pokazało, że byki nie mają jeszcze wystarczającej siły, aby trwale zmienić kierunek trendu. Obecne odbicie na Ethereum i innych altcoinach cieszy portfele, ale bez wsparcia ze strony kapitału instytucjonalnego i stabilizacji sytuacji makroekonomicznej, może okazać się jedynie krótkotrwałym epizodem w trudnym dla branży roku.
