Trump ujawnia nową broń: „w Wenezueli naciskali przyciski i nic nie działało”

Trump ujawnia nową broń: „w Wenezueli naciskali przyciski i nic nie działało”

Jak wygadał się Donald Trump, w toku słynnej już operacji „Absolute Resolve”, w toku której amerykańskie siły specjalne ujęły prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro, oraz jego żonę, Cillię Flores, krytyczną rolę odegrać miał dotąd nieznany światu system uzbrojenia. System ten Trump określił jako „Discombobulator”. Domysły dot. tego, czym owa broń w zasadzie jest, są obecnie równie dzikie jak rozważania, co w istocie amerykański prezydent chciał osiągnąć, ujawniając tę informację. Mimo tych niepewności, warto przyjrzeć się znanym faktom na ten temat.

Po kolei – swoje rewelacje Donald Trump ujawnił w udzielonym w sobotę wywiadzie. Nową (?) broń określił jako „Discombobulator„, co w wolnym tłumaczeniu oznaczałoby „dezorientator” czy „oszałamiacz”. Naciskany o szczegóły, Trump stwierdził, że choć bardzo by chciał, to „nie wolno mu o tym mówić” – co notabene już samo w sobie jest zastanawiające, bowiem w rzeczywistości niewiele jest rzeczy, których prezydent USA nie miałby formalnych uprawnień odtajnić, gdyby mu na tym zależało, i należy raczej podejrzewać, ze Trump prowokuje tu sensację, nie ujawniając jednak nic ważnego.

Dodał jednak, że w wyniku zastosowania systemu wenezuelska obrona przeciwlotnicza, wyposażona w rosyjskie i chińskie zestawy rakietowe, nie zdołała ich użyć. Jak twierdzi Trump, jej operatorzy mieli „naciskać przyciski, ale nic im nie zadziałało”, w wyniku czego byli bezbronni, gdy nad Caracas pojawili się Amerykanie. Zostawiając na bok kwestię wiarygodności słów prezydenta, opis ten wskazywałby na zastosowanie środka walki radioelektronicznej EW/ECM (Electronic Warfare/Electronic Eounter-Measures), skierowanej przeciwko systemom C4 C4 (Command, Control, Communications, and Computers).

W tym jednak nie byłoby nic nowego – ba, użycie takich systemów jest dzisiaj standardem do tego stopnia, że używają ich nie tylko armie krajów uprzemysłowionych, ale też siły zbrojne Trzeciego Świata, a niekiedy nawet kombatanci niepaństwowi (czy amerykańscy hobbyści). Systemy takie operują najczęściej na zasadzie zakłócania lub przeciążania systemów elektronicznych wroga, wykorzystując oddziaływanie elektromagnetyczne o odpowiedniej długości fali oraz mocy. Czyżby amerykańskie siły wprowadziły do użytku broń wykorzystującą nieznany lub niezagospodarowany dotąd rodzaj oddziaływania?

Uzbrojenie rodem z fantastyki – już w użytku

Z tym wszystkim korespondują jednocześnie relacje kubańskich żołnierzy, stanowiących ochronę Maduro (w sposób typowy dla autorytarnych satrapów, nie ufał on własnym obywatelom do tego stopnia, że swoje bezpieczeństwo wolał powierzyć zagranicznym najemnikom). Relacje te także wspominają o zastosowaniu tego (?) lub jeszcze innego (?), jednak również nieznanego im systemu uzbrojenia, do którego doszło w momencie, gdy operatorzy Delta Force desantowali się ze śmigłowców w kompleksie wojskowym, w którym w noc rajdu przebywał Maduro.

W wyniku jego aktywowania Kubańczyków miał powalić silny ból, krwawienie z uszu i/lub ust, wymioty, falę termiczną i zaburzenia równowagi. Przypomina to objawy typowe dla zastosowania systemów USW (Sonic and Ultrasonic Weapons), wykorzystujących intensywne oddziaływanie infra- lub ultradźwiękowe, lub efekty uboczne promieniowania mikrofalowego na niskich częstotliwościach (tzw. Frey effect lub microwave auditory effect). Skądinąd, jedne i drugie – potocznie znane jako broń soniczna i mikrofalowa – także stanowią technologie względnie znane i nie będące same w sobie tajemnicą.

Wszystko to sugeruje dwa wnioski, w istocie nie wykluczające się nawzajem. Pierwszy to taki, że wspomniana przez Trumpa broń jest przede wszystkim nie systemem fizycznym, a orężem wojny informacyjnej. Drugi wniosek dotyczy samego „Discombobulatora„. Analiza efektów zastosowania sugeruje bowiem, że albo broń ta sama w sobie nie istnieje jako jedno urządzenie, zaś jego efekty w rzeczywistości są skutkiem zastosowania zintegrowanej kombinacji poszczególnych systemów, albo też stanowi urządzenie hybrydowe.

Wszystkie rodzaje skupionej energii

Podejrzenia potencjalnie padają tutaj na broń klasy DEW (directed-energy weapons), a konkretnie urządzenia mikrofalowe HPM (high-power microwave) o kierunkowym działaniu. W odróżnieniu od konwencjonalnych impulsów elektromagnetycznych EMP, które – jeśli są odpowiednio silne – powodują nieodwracalne uszkodzenia na szerokim obszarze, HPM generuje wąską wiązkę mikrofalową o wysokiej mocy, zakłócającą obwody elektroniczne bez ich fizycznego zniszczenia. Technologia ta jest rozwijana od dawna – w przypadku USA od co najmniej lat 90. XX wieku.

Mowa tu o programach takich jak THOR (Tactical High-Power Operational Responder) i CHAMP (Counter-Electronics High-Power Microwave Advanced Missile Project), prowadzonych przez Siły Powietrzne, oraz HiJENKS (High-Power Joint Electromagnetic Non-Kinetic Strike) prowadzonych przez Marynarkę. Systemy takie wykorzystują półprzewodnikowe źródła GaN (azotek galu) do generowania impulsów o mocy gigawatowej w zakresie częstotliwości 1-10 GHz, co pozwala na selektywne wyłączanie radarów. Efekt jest odwracalny po ustaniu ekspozycji i pozwala na kontrolę oraz minimalizację uszkodzeń ubocznych.

Jak wspomniano, efekty zastosowania „Discombobulatora” wskazują na syntezę (i możliwie również wzmocnienie) efektów działania systemów HPM i USW. Naturalnie pozostaje niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne, ze nie ograniczają się one do tego i broń ta wykorzystuje również np. obliczone na dezorientację środki oddziaływania psychoaktywnego, czy urządzenia akustyczne zakresu słyszalnego LRAD. Wszystko to nie odpowiada oczywiście na pytania, czy „Discombobulator” jako taki istnieje, i przede wszystkim, co Donald Trump chciałby osiągnąć, ujawniając taką informację?

Broń, owszem, ale informacyjna?

Jest naturalnie możliwe, że po prostu mu się to „wymsknęło”, ale byłoby to dlań zachowanie nieprawdopodobne. Możliwe też, ze jest to po prostu dezinformacja, która ma skupić uwagę publiki (i obcych wywiadów, zwłaszcza chińskiego) na głośnym medialnie i chwytliwie nazwanym, jednak faktycznie nieistniejącym „Discombobulatorze” – zarazem odwracając tę uwagę od faktycznie zastosowanych nowinek technicznych. Wreszcie, jest nader możliwe, że było to po prostu działanie o charakterze politycznym, obliczone głównie na efekt zagraniczny.

Chodzi tutaj o to, że tuż po rajdzie na siedzibę Maduro utrzymywały się uporczywe plotki, że wenezuelska obrona przeciwlotnicza nie strzelała przede wszystkim dlatego, że została przekupiona – lub dostała taki rozkaz od przekupionych dowódców. Plotki takie, wręcz boleśnie prawdopodobne, byłyby jednak politycznie ogromnym, delegitymizująćym obciążeniem dla nowego-starego reżimu Wenezueli, który poszedł na współpracę z Amerykanami. Czyżby zatem Trump chciał odwrócić uwagę od amerykańskich wpływów wywiadowczych w tym kraju, odwracając uwagę świata istniejącą lub nie militarną zabawką?

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!