SpaceX zamiast Boeinga w programie Artemis. NASA przymuszona przez koszty, opóźnienia i krytykę
Program Artemis, zakładający eksplorację Księżyca i docelowo budowę tam stałych placówek, nie przestaje być dla NASA źródłem bólu głowy. Agencja właśnie zmuszona była uczynić to, przed czym od długiego czasu się wzbraniała, a co niedawno sygnalizowano – znacząco poszerzyć rolę SpaceX w programie, ograniczając jednocześnie zakres obowiązków Boeinga. Ten ostatni, mimo oznak wychodzenia z kryzysu, w dalszym ciągu dalece ustępuje technologicznie i biznesowo flagowej firmie Muska w dziedzinie rozwiązań kosmicznych. Pomimo to, Boeing długo pozostawał preferowanym dostawcą NASA.
Zmienić się to miało dopiero niedawno, wraz z mianowaniem Jareda Isaacmana na administratora agencji. Wedle zmian w podziale zamówień w ramach programu Artemis, rakieta systemu (Space Launch System) oraz kapsuła Orion pozostaną odpowiedzialne wyłącznie za wyniesienie załogi na niską orbitę Ziemi. Statek Starship firmy SpaceX przejmie natomiast zadania napędu Oriona na orbitę wokółksiężycową oraz funkcję lądownika księżycowego w ramach segmentu Human Landing System (HLS).
Pierwotna architektura zakładała, że SLS i Orion dostarczą astronautów bezpośrednio w pobliże Księżyca wykorzystując orbitę near-rectilinear halo orbit (NRHO). Nowa konfiguracja przewiduje spotkanie i dokowanie Starshipa z Orionem na orbicie Ziemi, a następnie transfer na niską orbitę księżycową (low-lunar orbit, LLO). SLS zachowa jedynie rolę nośnika startowego dla Oriona. Decyzja ta formalnie potwierdzona została po spotkaniach Isaacmana z przedstawicielami SpaceX, Boeinga i Blue Origin.
Kto by się liczył z cudzymi pieniędzmi
Główną przyczyną zmiany są chroniczne problemy programu SLS i Oriona. Inspektor generalny NASA oszacował, że koszt pierwszych czterech lotów SLS/Orion przekroczy 4 miliardy dolarów każdy. Program Artemis pochłonął do lutego 2026 r. około 93 miliardy dolarów, przy czym same SLS i Orion generują koszty rzędu miliardów ponad pierwotne założenia. Opóźnienia sięgają już kilku lat – Artemis II, pierwsza misja załogowa wokół Księżyca, jest planowana najwcześniej na kwiecień 2026 r.
W lutym tego roku NASA przeprowadziła gruntowną rewizję harmonogramu. Artemis III, pierwotnie zaplanowana jako pierwsze lądowanie załogowe w 2028 r., została przekształcona w misję demonstracyjną na niskiej orbicie Ziemi w połowie 2027 r., bez lądowania. Celem nadal pozostaje załogowe lądowanie w 2028 r., jednak z możliwością dodania jednej lub dwóch dodatkowych podobnych misji w tym samym roku – zupełnie jakby agencji chodziło o nadgonienie opóźnień.
Problemy programu Artemis mają charakter strukturalny. Kontrakty typu „cost-plus”, stosowane przy SLS, były wygodne i lukratywne dla korporacyjnych dostawców, zarazem też jednak ograniczały transparentność kosztów poszczególnych elementów i przenosiły całe ryzyko na agencję. Raporty inspektora generalnego agencji wskazywały też na niedociągnięcia w kontroli jakości, problemy z produkcją rdzeniowych stopni rakiety oraz brak precyzyjnego raportowania wydatków.
NASA zaczyna się spieszyć
W efekcie NASA, pod presją 60-dniowego terminu wyznaczonego przez Kongres, musiała otworzyć program na innych dostawców. Starship SpaceX, choć nie przeprowadził jeszcze w pełni udanego lotu orbitalnego z załogą, oferuje potencjalnie wielokrotne użycie i możliwość pozyskiwania ponad 80 % masy propelentu z lokalnych zasobów księżycowych (tlen z przetwórstwa regolitu). Wyniki tych zmian będą weryfikowane podczas zaplanowanego na 2027 r. testu dokowania Oriona z komercyjnymi lądownikami SpaceX i Blue Origin.
Decyzja ta najpoważniejsze dotychczasowe przesunięcie ciężaru realizacyjnego z tradycyjnych kontrahentów rządowych na sektor komercyjny w historii programu Artemis. Program ten był intensywnie krytykowany – w tym zwłaszcza za uparte i budzące podejrzenia okazywanie przychylności koncernowi Boeing, mimo notorycznego przekraczania przezeń kosztów, terminów i niedociągnięć jakościowych, podczas gdy SpaceX, otrzymując pomocnicze i mniej lukratywne zlecenia, osiągał lepsze efekty.
Równocześnie NASA planuje już specyfikację techniczną pierwszych instalacji księżycowych. Rozważa się zbudowanie ich nie na południowym biegunie Księżyca, jak pierwotnie planowano, lecz na niższej szerokości – by zminimalizować ryzyko. Dane spektroskopowe dotyczące lodu w kraterach wiecznie zacienionych pozostają niejednoznaczne; w 2009 r. misja LCROSS potwierdziła obecność wody i związków organicznych, lecz kolejne pomiary nie wykazały jednoznacznych złóż lodu. Dlatego NASA zaplanowała wysłanie bezzałogowych lądowników w rejon bieguna już w 2027 r.
